Jan Kraszewski pisze: 23 paź 2024, o 20:38
tu nie ma czegoś, co Ty nazywasz "dwa elementy w znaczeniu formalnym" (nawiasem mówiąc,
w ogóle nie ma czegoś takiego...)
Nie zgadzam się -podobno wszystko, co da się formalnie zapisać, da się też przeczytać, a więc nie ma formalizmów nie mających pojęciowego sensu...(Nawet Pan, Panie
Janie Kraszewski, pisał, że wszystkie te znaczki formalne również coś znaczą...) I mogę podać przynajmniej jeden przykład
sytuacji rozważenia dwóch elementów w znaczeniu formalnym:
W jaki sposób Pan uporządkowałby dowolny niepusty zbiór?? A ja potrafię: porządkiem identycznościowym. Gdyby rozpatrywać tutaj tylko
różne elementy tego zbioru, to byłby to porządek pusty (Który de facto nie jest porządkiem na
\(\displaystyle{ X}\), bo nie jest zwrotny, na niepustym zbiorze
\(\displaystyle{ X}\)...) A tak: każdy element
jest mniejszy od pewnego innego elementu tego zbioru: od siebie samego, na mocy zwrotności porządku.
Poza tym, dopuszczenie aby dwa elementy
\(\displaystyle{ a,b \in A}\) były równe pozwala właśnie uprościć definicję antyłańcucha w zbiorze uporządkowanym
\(\displaystyle{ \left( X, \le \right). }\)
Zbiór
\(\displaystyle{ A \subset X}\) nazywamy antyłańcuchem, gdy dla dowolnych dwóch elementów
\(\displaystyle{ a,b \in A,}\) zachodzi implikacja:
\(\displaystyle{ a \le b \Rightarrow a=b.}\)
Wtedy dowolne dwa
różne elementy
\(\displaystyle{ a,b \in A}\) są nieporównywalne, bo jeśli
\(\displaystyle{ a \le b, }\) to, na mocy tej implikacji:
\(\displaystyle{ a=b}\)- sprzeczność; a jeśli
\(\displaystyle{ b \le a,}\) to, na mocy tej implikacji:
\(\displaystyle{ b=a}\) -sprzeczność.
mol_ksiazkowy pisze: 25 paź 2024, o 11:25
tj. czy rodzina jednozbiorowa jest antyłańcuchem (w sensie powyższej definicji)?
Można też podejść do tego sprawdzając czy dla dowonych zbiorów
\(\displaystyle{ A,B \in \mathcal{X}}\) zachodzi implikacja:
\(\displaystyle{ A \cap B \neq \left\{ \right\} \Rightarrow A=B. }\)
Ten warunek mówi, że jeśli dwa zbiory rodziny
\(\displaystyle{ \mathcal{X}}\) przecinają się to muszą być równe, a więc każde dwa
różne zbiory tej rodziny nie mogą się przecinać, są więc rozłączne.
A w przypadku rodziny postaci:
\(\displaystyle{ \left\{ C\right\}, }\) gdzie
\(\displaystyle{ C \subset X;}\) ten warunek jest spełniony, bo jeśli
\(\displaystyle{ A,B \in \left\{ C\right\}, }\) to niewątpliwie:
\(\displaystyle{ A=B.}\) A zatem następnik tej implikacji jest prawdziwy, więc cała implikacja również.

(Gdyby wprost mówiono tutaj o zbiorze dwuelementowym, to nie robiłbym tutaj tej kwestii, ale tu chodziło o jednoznaczność definicji (gdzie tu od razu teoria mocy zbiorów

), a definicja powinna być ścisła, poprawna i jednoznaczna (i zgodna z intuicyjnym sensem danego pojęcia) -mógłby Pan tu, Panie Janie, uczciwie przyznać, że brakowało tu, jak dla mnie, słowa
różne, a nie robić kwestii ze spraw językowych skoro
nie było to dla mnie jednoznaczne... Bo ja jak widzę wybujałą matematykę, a jednocześnie widząc usterki w samych podstawach, to za głowę się chwytam i zgrzytam zębami...

)