Szanowny Panie, i mnie jest ciężko polemizować, bo nie wiem jak jest na studiach fizycznych na UW, ale chciałbym zwrócić uwagę na kilka istotnych aspektów.
1. Nie można w ogóle porównywać sytuacji na studiach uniwersyteckich z fizyki i matematyki, zarówno w Polsce, jak i na świecie z kilku powodów:
A. Fizyka przeżywa kolosalne kłopoty z kandydatami, jak świat długi i szeroki, taka sama sytuacja, jak w Polsce, jest np. w Niemczech czy Anglii. Bardzo nad tym ubolewam, bo sam pracuję na pograniczu matematyki i fizyki, ale takie są niestety fakty.
B. Z matematyką jest odwrotnie. Po kilku latach chudych, w wielu ośrodkach na świecie obserwuje się (i to często gwałtowny) wzrost liczby kandydatów na matematykę. Tak jest na przykład w Anglii, gdzie na dobrych uczelniach coraz trudniej dostać się na ten kierunek. Powód jest prozaiczny - ukończenie studiów matematycznych, zarówno w Anglii, jak i w Polsce, to szansa na szybkie znalezienie atrakcyjnej i dobrze płatnej pracy. Nie bez przyczyny zawód matematyka już od wielu lat plasuje się w 10 najbardziej atrakcyjnych zawodów w Stanach Zjednoczonych. Wielu moich magistrantów znalazło po studiach z matematyki na UJ dobrze płatną pracę, i to w Polsce, a nie każdy przecież chce emigrować z kraju. Prawdę mówiąc niemal nikt z nich nie miał większych problemów ze znalezieniem pracy po studiach w zawodzie.
C. Fizyka ma w naturalny sposób węższą bazę rekrutacyjną, bo:
- liczba godzin w szkołach uległa tu większemu ograniczeniu niż w przypadku matematyki,
- fizyka nie jest przedmiotem obowiązkowym na maturze,
- wymaga zdolności nie tylko rachunkowych, ale i technicznych,
i,
last but not least, dlatego że
- fizykę bardzo rzadko wybierają panie, które na studiach uniwersyteckich z matematyki już od lat stanowią nieco ponad 50% studentów!
2. Naprawdę nie ma u nas założenia, że ktoś musi zaliczyć ćwiczenia lub zdać egzamin, bo przynosi uczelni pieniądze, i bywa, że część osób sama rezygnuje ze studiów, bo nie daje sobie rady ze zbyt wysokim poziomem. Przeegzaminowałem w życiu setki studentów i nigdy nie kierowałem się taką zasadą.
3. Na moich egzaminach nigdy nie pozwalam studentom na ściąganie, stosując wręcz drakońskie ograniczenia - na ławkach mogą być tylko przybory do pisania, studenci siedzą daleko od siebie, itd. Nigdy nie zdarzyło mi się też zostawić studentów samych w czasie egzaminu. Nie sądzę, żeby moi koledzy robili inaczej. Gdy ktoś jednak ściągał na egzaminie, bywało nawet, że musiał karnie powtarzać cały przedmiot w kolejnym roku, bez prawa do egzaminu poprawkowego. Wiem, że zjawisko ściągania jest częste na polskich uczelniach, w tym niestety też na UJ, i że studenci wynoszą czasem fatalne nawyki ze szkoły średniej, ale staramy się na matematyce je zminimalizować, bo wyeliminować w 100% się go nie da. A już w ogóle jest dla mnie nie do pomyślenia, żeby ktoś z pracowników umyślnie pozwalał studentom ściągać na sprawdzianach lub egzaminach. Taką osobę czekałyby natychmiast poważne kłopoty ze strony dyrekcji IM UJ. Również jestem przekonany, że bardzo podobne zdanie ma dyrekcja Instytutu Fizyki UJ.
4. Jest natomiast oczywiste, że poziom matematyki w szkołach obniżył się tak drastycznie, że część materiału, której uczono za moich czasów w liceum trzeba teraz przerabiać na studiach. Oczywiście, że są niektórzy studenci, po klasach uniwersyteckich na przykład, którzy umieją wiele więcej niż ich koledzy. Ale, proszę mi wierzyć, a jestem świeżo po wykładaniu studentom II roku rachunku prawdopodobieństwa na specjalności teoretycznej, że nie narzekają oni na brak pracy na zajęciach. Przynajmniej nie na moim przedmiocie. Prędzej na brak czasu.
5. Przy tak nierównym poziomie szkół średnich wielu osobom naprawdę potrzebne są zajęcia wspomagające i adaptacyjne. Nie każdy miał szczęście urodzić się w dużym mieście, gdzie można pójść do lepszego lub gorszego liceum, lub mieć na tyle zamożnych rodziców, żeby przeprowadzić się na czas nauki w szkole średniej do większego miasta. Przeciwnie, wedle wyników badań, studenci na naszym wydziale należą pochodzą z mniej zamożnych rodzin, niż na innych wydziałach na UJ. A ludzie zdolni do matematyki są we wszystkich środowiskach. Trzeba wyrównywać szanse, to też jest zadaniem państwowego systemu szkolnictwa wyższego. I zawsze tak było: wielu wybitnych polskich matematyków urodziło się na wsi lub w małych miasteczkach, i kiedyś w życiu ktoś im pomógł.
Pozdrawiam, Wojciech Słomczyński
Funktor pisze:Wojciech Słomczyński, Ciężko mi z panem polemizować i popierać przedmówców, bo nie wiem jak jest na UJ. Ja jestem z Warszawy ( fizyka uw ) i tutaj sytuacja jest moim zdaniem taka jak ją opisuje koleżanka, a argumenty jakie padają ze strony władz są podobne do tych jakie pan podaje. Prawda jest taka że ( przynajmniej u nas ) jak opisują osoby które są na kierunkach zamawianych, że faktycznie jest wiele osób które na studiach nie powinny się znaleźć ( ok może należało dać im szansę ) a kończą pierwsze rok nie wiedząc jak się liczy pochodne. To ilu studentów dostanie stypendia nie jest żadnym argumentem. U nas w tym roku na kierunkach zamawianych ( zastosowania fizyki w biologii i medycynie ) stypendia 100 zł dostała masa studentów, chyba spora większość, z tym że kryteria był takie że osoby mające średnią 3,4 ( albo nawet i niższą ) dostawały stypendia ( krew zalewa) wydział z tym trochę skończył ale jeszcze rok temu miałem dużo wspólnych wykładów z ludzmi z zamawianych zastosowań, mieliśmy więc wspólne kolokwia ( oni dostawali inne zadania, z fizyki powiedzmy na poziomie zbioru Kruczka lub niższym ) kolokwium wyglądało tak że asystenci chodzili i dość mocno interesowali się jak idzie im rozwiązywanie zadań i często dość mocno gestykulowali ...
W semestrze zimowym minionego roku akademickiego zapisałem się na 2 przedmioty z z tych kierunków na Biochemię dla biofizyki molekularnej i biologię komórki dla fizyki medyczne i chyba neuroinformatyki. ( jestem na czystej fizyce ale interesuję się tymi zagadnieniami ) poziom zaliczania tych przedmiotów był niski, szczególnie biochemii. Na Kolokwim wykładowca specjalnie wychodził z sali a nastepnie po minucie próbował wejść drugimi zamkniętymi drzwiami żeby ludzie zdążyli pochować notatki... no ludziee!! zastanawiam się czy jest to tylko specyfika Warszawy, myślę jednak że nie tylko.
-- 28 cze 2011, o 15:21 --
Szanowny Panie, powtórzę to co napisałem wyżej:
przy tak nierównym poziomie szkół średnich wielu osobom naprawdę potrzebne są zajęcia wspomagające i adaptacyjne. Nie każdy miał szczęście urodzić się w dużym mieście, gdzie można pójść do lepszego lub gorszego liceum, lub mieć na tyle zamożnych rodziców, żeby przeprowadzić się na czas nauki w szkole średniej do większego miasta. Przeciwnie, wedle wyników badań, studenci na naszym wydziale należą pochodzą z mniej zamożnych rodzin, niż na innych wydziałach na UJ. A ludzie zdolni do matematyki rodzą się we wszystkich środowiskach. Trzeba wyrównywać szanse, to też jest zadaniem państwowego systemu szkolnictwa wyższego. Albo inaczej - trzeba dać im szansę, aby mogli ciężko pracować. I zawsze tak było: wielu wybitnych polskich matematyków urodziło się na wsi lub w małych miasteczkach. I ktoś im zwykle w życiu pomógł.
Oczywiście można sobie wyobrazić studia tylko dla kilkunastu najlepszych osób, jak to jest na kilku najlepszych uczelniach amerykańskich. Ale to wymagałoby zupełnie innego modelu szkolnictwa wyższego, niż ten, który istnieje u nas. I dużo zamożniejszego państwa, bo każda z tych uczelni ma budżet porównywalny z budżetem całego polskiego szkolnictwa wyższego. Może z czasem tak będzie. My też wolelibyśmy uczyć mniej studentów i poświęcać każdemu z nich więcej czasu. Ale wydatki na studenta (
per capita) są u nas w kraju najniższe w całej Unii Europejskiej! Ten model rozwoju społecznego wybrał nasz rząd, parlament, czyli
de facto, tak wybiera społeczeństwo. Więc to do nich powinna być skierowana Pana refleksja, a nie do matematyków na UJ. Jak i na innych uczelniach musimy szukać trudnego kompromisu między ilością a jakością. Studia zamawiane, moim zdaniem, pomagają (a nie przeszkadzają) w jego znalezieniu. I naprawdę bardzo cieszę się, że te 1000 zł miesięcznie umożliwi sporej części naszych studentów poświecenie większej liczby godzin na studia (bądź rozrywki ).
Pozdrawiam, Wojciech Słomczyński
PS. A tak
a propos - życie eliminuje nie tylko tych, którym się nie chce, ale też czasem tych, którzy chcą, ale trochę mniej im się w tym życiu poszczęściło. I dlatego w naszym programie kierunków zamawianych przewidziano też dodatkowe wsparcie dla studentów niepełnosprawnych.
Dumel pisze:to prawda. będzie może to mało popularne co teraz napiszę, ale dla mnie niańczenie studentów zajęciami wspomagającymi to trochę dziecinada, zwłaszcza że na I roku w semestrze zimowym najczęstsze pytanie jakie się słyszy to: "czy wszyscy to mieli w liceum?". Ja pytam: kogo to obchodzi?. Dorosłych ludzi powinno się traktować poważnie, jak w życiu które jest brutalne i eliminuje tych którym się nie za bardzo chce.