czy człowiek uczy się w najlepszej uczelni czy w najgorszej nie ma to znaczenia, bo jeżeli chce się być dobrym to można być dobrym wszędzie, a ludzie kończący PW, UJ, UAM, UW czy jeszcze cokolwiek innego, wcale nie powiedziane, że są lepsi od każdego kończącego jakąś prywatną nieznaną uczelnię, czy też zwykłą państwówkę (PWSZ). Z tego co słyszałem, często właśnie ludzie po PWSZ okazują się znacznie lepszymi praktykami od tych nafaszerowanych zbędną-niezbędną ("pojęcie względne") teorią, która ma się zazwyczaj nijak w codziennym życiu i pracy ( przecież jak ktoś pyta gdzie studiujesz? - a na uniwerku warszawskim - ooo WoW! - a ja studiuję na pwsz w koninie, - aha rozumiem)<-- takie przeświadczenie istnieje w polskim społeczeństwie jestem tego pewien. Wydaje mi się, że spora część uczniów chyba wybiera renomowane uczelnie nie głównie z powodu "wyższego poziomu", a z prestiżu jaki ciągnie za sobą nazwa uczelni. mimo, że ja na studia idę dopiero za 2 lata, to już jakieś zdanie o tym mam. mam starsze rodzeństwo, kuzynostwo, od których to głównie posiadam obecne rozeznanie na temat polskich uczelni .
Podsumowując, zgadzam się odnośnie znanych i cenionych uczelni, że one zdecydowanie lepiej przygotowują studentów do objęcia stanowisk przede wszystkim w szkołach, ale jeżeli chodzi o "zawody praktyczne" to jakość uczelni według mnie, nie sprowadza od razu człowieka na przesądzone niepowodzenie. gdyby te pozornie "śmieszne" uczelnie były aż tak słabe nie miałyby prawa i celu istnieć chyba, bo po co tysiące studentów marnowałoby swój czas i pieniądze jeżeli po ich skończeniu, znalezienie dobrej pracy byłoby praktycznie niemożliwe..-- 10 kwi 2010, o 21:44 --
Piotr Jucha pisze:rzezo pisze:act pisze:
Nie sądzę, żeby poważny pracodawca patrzył na to, jak trudno było się dostać na studia. Liczą się bardziej same studia, a przede wszystkim indywidualne umiejętności, zdolności i wiedza.
J
o to mi właśnie głównie chodzi.