Pozwólcie, że podzielę się moimi spostrzeżaniami na temat finału i wszystkiego co go otaczało.
1. Hotel. No, było pięć gwiazdek. Ładne widoki z okien no i generalnie luksus, poza nie do końca działającą klimatyzacją. Nie wiem, jak to było w innych pokojach, słyszałem, że jeszcze parę osób miało takie problemy: mimo przestawienia klimatyzacji po (czasem krótszej, czasem dłuższej) chwili wracała do ustawienia pierwotnego. Pierwszej nocy spać się nie dało, bo było po prostu niezmiernie gorąco. Później w dzień udało mi się obniżyć trochę temperaturę pilnując klimatyzacji - jak tylko się resetowała znowu ją ustawiałem. Trochę zabawy było, ale te dwa stopnie mniej na szczęście wystarczyły do spokojnego snu. Oczywiście, jak to w luksusowych hotelach bywa, okien otworzyć się nie dało.
Ale za to był basen, jacuzzi, sauna, siłownia, stół do ping-ponga i bawiarnia, w której były warunki do grania w mafię.
2. Śniadania były dobre, duży wybór, tylko jajecznica trochę jakby niedosmażona. No i bekon do jajecznicy dali tylko w piątek. Ale był pasztet rybny, więc nawet w piątek można było zjeść coś poza bułką z serem.
3. Natomiast pozostałe posiłki... lepiej o nich nie wspominać. Najlepiej o tym może świadczyć fakt, że część finalistów rezygnowała z nich i szła jeść gdzie indziej. I był to dobry wybór.
4. Odbyła się również mafia. Niestety wynikło wiele podziałów wśród ludu spowodowanych różnicami w wersjach mafii, które znały różne osoby. Na szczęście najwięcej problemów było dnia pierwszego, później udawało się dogadać (i wiele osób zmieniło zdanie o mafii pasterczanej, którą uznali za lepszą). A rzeczy, które były w tej drugiej mafii, np. świr zamiast wariata, ksiądz będący kurtyzaną, czy amor parujący pary, były dla mnie zupełne dziwne. Mafia nie była jakaś super, ale się trochę pograło. Odbyło się nawet ktulu, co najmniej raz (ja raz brałem udział, może było więcej), ale też nie było jakieś mocno atrakcyjne; co więcej, okazało się, że wygonili nas z sali dziesięć minut przed pierwszą i ktulu nie udało się dokończyć. A i tak by pewnie wygrali bandyci
5. Turniej sportowy - pomysł niezły, ale można było to zorganizować lepiej. Ja byłem na siatkówce, było sześć drużyn, trzy boiska, każda zagrała dwa mecze. Właściwie skończyło się po prostu na pograniu sobie przez pewien czas twardą piłką.
6. Pogoda - to chyba najbardziej nieudana rzecz. Organizatorzy nie mieli co prawda na nią wpływu, ale mogę się poskarżyć (jak i pewnie wiele innych osób), że pierwszego dnia po wycieczce na kolację ubrania zostały przemoczone kompletnie. U mnie skończyło się na spodniach, bo założyłem nieprzemakalną kurtkę. Kaloryferów w pokojach nie było, więc nawet z suszeniem był problem (no dobra, można było pół godziny postać nad nimi z suszarką do włosów, ale jakoś nie miałem na to ochoty).
7. Wycieczka nie była taka zła, aczkolwiek mail od organizatorów wysłany o pierwszej w nocy dosyć mnie rozśmieszył Szkoda, że nie weszliśmy na szczyt wieży. W sumie największym minusem tej wycieczki była długa jazda autokarem. W autokarze spędziliśmy chyba więcej czasu niż na zamku.
8. Film był beznadziejny.
9. Bardzo fajne było to, że na pisanie zadań można było iść na piechotę i nie było tak, jak w zeszłych dwóch latach, że się stało godzinę w zapchanym autobusie wypożyczonym od komunikacji miejskiej. Nie ukrywam, że taka podróż utrudniała myślenie, natomiast przy podróży pieszej można było dodatkowo trochę dotlenić mózg
10. Warunki do pisania zadań były dużo lepsze niż w zeszłym roku. Siedzieliśmy wszyscy w jednej sali i nie było za gorąco.
11. No i na koniec coś nieco o zadaniach: moim zdaniem zadania były dużo prostsze niż w zeszłym roku. Pierwszy dzień był trudniejszy, drugi łatwiejszy. Najprostsze było zadanie czwarte, w miarę łatwe było pierwsze. Szóste też nie było trudne, trzecie takie średnie (dało się pałować). Najtrudniejsze było zdecydowanie zadanie drugie, natomiast piąte było dla mnie jakąś porażką. Moim zdaniem takie zadanie nie powinno się pojawić na omie. Zadanie, które można rozwiązać przypadkiem i właściwie tylko przypadkiem.
Patrząc na zadania można dostrzec dużą różnicę w doborze zadań w porównaniu z zeszłym rokiem - na tym finale była porządna geo (bo w zeszłym roku 3. to była zgadywanka, a 4. było bardzo proste), było mniej teorii liczb i kombi. Nie było również zadania-kosmos, co jest dużym plusem. Uważam, że dobór zadań w tym roku był lepszy od zeszłego. Szkoda mi tylko tego, że 9 osób zrobiło co najmniej 5 zadań i imo zależało od jednego punktu, półfinału i szczęścia. Chyba, że komitet postanowił pokierować się czymś innym niż rzut kostką, mi jednak nie chcieli tego zdradzić.
Mimo tych niektórych negatywnych rzeczy organizacja finału mi się podobała i była lepsza niż rok i dwa lata temu.
Najbardziej jednak podobały mi się wyniki, w które na początku nie mogłem uwierzyć. Brałem udział już trzeci raz i w końcu udało mi się coś dostać. Ale nie spodziewałem się, że wykonam od razu taki duży skok