Bardzo dobre spostrzeżenie. W podobnym tonie . To praca organiczna od podstaw się liczy... Dotykamy tu kolejnego problemu jak wygląda edukacja (także matematyczna) w gimnazjach, ale to już temat na zupełnie inną dyskusję.Jan Kraszewski pisze: Idiotyzm tego pomysłu polega przede wszystkim na tym, że nie zwiększa tak naprawdę liczby kandydatów na studia ścisłe i techniczne - pod koniec edukacji szkolnej na to już za późno - wpływa tylko na ich alokację.
Sensowność studiów zamawianych
- Spektralny
- Użytkownik

- Posty: 3949
- Rejestracja: 17 cze 2011, o 21:04
- Płeć: Mężczyzna
- wiek: 39
- Lokalizacja: Praga, Katowice, Kraków
- Podziękował: 9 razy
- Pomógł: 931 razy
Sensowność studiów zamawianych
- Yaco_89
- Użytkownik

- Posty: 979
- Rejestracja: 1 kwie 2008, o 00:29
- Płeć: Mężczyzna
- Lokalizacja: Tychy/Kraków
- Podziękował: 7 razy
- Pomógł: 204 razy
Sensowność studiów zamawianych
no jeśli dobrze pamiętam (mogłem coś przeinaczyć - mówię o rzeczach, które czytałem/słyszałem 5 lat temu) to idea była taka, żeby zwiększyć ilość absolwentów kierunków technicznych ale właśnie w tych topowych ośrodkach, poza tym pisałem o pierwszych wzmiankach na temat tego programu, a już jak poszedłem na I rok to rzeczywistość okazała się trochę inna. A o "najlepszych" studentach pisałem bardziej w tym sensie, że jednak stypendia dla ponad połowy studentów kierunku to przesada, chociaż z drugiej strony tak jak u mnie było, że te dodatkowe pieniądze dostaje 5 osób na grubo ponad 100, to też trochę bez sensu. A tak przy okazji, wbrew pozorom, na niektóre trudne kierunki nawet na najlepszych uczelniach czasem brakuje chętnych.student12345 pisze: Nie uraźcie się, ale tak wynosicie ponad piedestał najlepszych studentów (a wszak ciekawi mnie jakie kryteria byście przyjęli określające najlepszego studenta), ale chyba Ci elitarni studenci nie potrafią czytać albo każda uczelnia miała inny cel kierunków zamawianych. Mianowicie u mnie celem było zwiększenie liczby absolwentów kierunków technicznych, a nie pomoc najlepszym. Także trochę Wasze pretensje (o ile słuszne) są źle argumentowane, bo przecież na najlepsze uczelnie to się chyba wszyscy garną, więc tam już nie ma jak zwiększać liczby absolwentów, no chyba że kosztem "jakości" tychże... Ale znowu,najlepsi studenci najlepszych uczelni chyba i tak bez problemów kończą studia - wszak są najlepsi, więc jak nie oni to kto?
O kryteriach na "najlepszych" studentów to jest temat na osobną dyskusję natomiast tych rzeczywiście najlepszych z najlepszych NALEŻY wynosić na piedestał. zasada Pareto, te sprawy
-
student12345
- Użytkownik

- Posty: 18
- Rejestracja: 14 cze 2012, o 09:23
- Płeć: Mężczyzna
- Lokalizacja: n/a
Sensowność studiów zamawianych
Proszę nie uraź się, ale to takie samo tłumaczenie jak tłumaczenie studentów, gdy mówią, że prawie zaliczyli egzamin, ale punktu im zabrakło... Efekt i tak jest ten sam.Jan Kraszewski pisze:Myśmy akurat byli blisko tego.student12345 pisze:Przecież to własnie kadra uczelni ma w tym swoje 3 grosze (i to przecież kadra najlepszych uczelni, więc to pewnie najlepsza kadra z najlepszych uczelni! no bo kto od nich może być lepszy...?). Przecież to oni sie ubiegali, aby mieć u siebie kierunki zamawiane, jakoś nikt nie napisał np. listu otwartego krytykującego ten pomysł.
Szczerze przyznam, że może jakoś konkretnie ja nie odczułem akurat machiny reklamowej ministerstwa, za to, jeżeli dobrze pamiętam, to te dobre uczelnie też jakoś nie unikały "reklamowania" kierunków zamawianych.Jan Kraszewski pisze: To, że dobre uczelnie ubiegały się o studia zamawiane, wynikało z prostej kalkulacji - skoro i tak ktoś musi dostać te pieniądze, to lepiej, żeby poszły one do lepszych uczelni, tym bardziej, że pojedynczy protest ma niewielkie szanse bycia usłyszanym, zwłaszcza w starciu z machiną propagandową Ministerstwa. Do tego dochodził element konkurencji o dobrych studentów (może pójść na inna dobrą uczelnię, gdzie są stypendia).
Idiotyzm tego pomysłu polega przede wszystkim na tym, że nie zwiększa tak naprawdę liczby kandydatów na studia ścisłe i techniczne - pod koniec edukacji szkolnej na to już za późno - wpływa tylko na ich alokację.
JK
W moich wypowiedzach chodzi mi o to, że dyskusja, o ile ważna, to została bardzo spłycona. Każdy twierdzi, że źle wydano pieniądze, bo dostały je słabe uczelnie. Ale moim zdaniem problem jest jeszcze większy. Pieniądze już poszły, ministerstwo powie, że chciało dobrze. A co powiedzą uczelnie, gdy padnie pytanie jak te pieniądze zostały wykorzystane i jak oceniają swoje dokonania?
- Spektralny
- Użytkownik

- Posty: 3949
- Rejestracja: 17 cze 2011, o 21:04
- Płeć: Mężczyzna
- wiek: 39
- Lokalizacja: Praga, Katowice, Kraków
- Podziękował: 9 razy
- Pomógł: 931 razy
Sensowność studiów zamawianych
Ja przecież twierdzę, że źle wydano pieniądze, bo je wydano.student12345 pisze:W moich wypowiedzach chodzi mi o to, że dyskusja, o ile ważna, to została bardzo spłycona. Każdy twierdzi, że źle wydano pieniądze, bo dostały je słabe uczelnie. Ale moim zdaniem problem jest jeszcze większy. Pieniądze już poszły, ministerstwo powie, że chciało dobrze. A co powiedzą uczelnie, gdy padnie pytanie jak te pieniądze zostały wykorzystane i jak oceniają swoje dokonania?
-
student12345
- Użytkownik

- Posty: 18
- Rejestracja: 14 cze 2012, o 09:23
- Płeć: Mężczyzna
- Lokalizacja: n/a
Sensowność studiów zamawianych
Hah, a mi chodzi o to, że skoro i tak nie mieliśmy wpływu na to (bo jak zostało ustalone wcześniej za wszystko odpowiada ministerstwo) to może warto było te pieniądze wykorzystać jak najlepiej? Tyczy się to i studentów i kadry dydaktycznej. Bo na to uczelnie chyba już miały wpływ.
-
student12345
- Użytkownik

- Posty: 18
- Rejestracja: 14 cze 2012, o 09:23
- Płeć: Mężczyzna
- Lokalizacja: n/a
Sensowność studiów zamawianych
Abstrahując od tego jak takie zajęcia nierzadko wyglądały (mój przykładowy opis kilka postów wstecz) to np. brakowało sensownych zajęć dodatkowych. Po zakończeniu przedmiotów wyrównawczych pojawiały się przedmioty niby rozszerzające. Ale tak na prawdę, przynajmniej u mnie, to był jeden przedmiot o jednej tematyce i o ile ja miałem farta, że sie na początku wstrzeliłem w temat to jednak wielu moich kolegów, którzy akurat nie podzielali tych samych zainteresowań już nie mieli możliwości dodatkowego rozwoju. A chcąc uzyskać stypendium musieli chodzić na takie właśnie zajęcia zamiast równolegle iść na coś co ich interesuje. Sam poziom tego typu zajęć też był bardzo różny, na jednym semestrze było ok, na innym już nie. Po prostu miało się wrażenie, że niektóre zajęcia są, bo być muszą i brakuje jakieś ciągłości w ich prowadzeniu.
Stypendiów na staże też jakoś wiele nie było, przynajmniej w porównaniu do tego co było wydawane na semestr, a sama możliwość odbywania staży płatnych np. w innym mieście to była chyba największa zaleta kierunków zamawianych.
Wykłady zamawiane często to też były tylko takie "reklamówki" różnych firm, które jedynie przyjeżdżały i chwaliły się jakie to one nie są fantastyczne. Brakowało za to takich wykładów, które prowadzone były np. przez ludzi pracujących w zawodzie czy przez naukowców z instytutów badawczych. Takie zajęcia powinny, według mnie, być formą reklamy jakiejś specjalizacji dotyczącej studiowanego kierunku, a nie reklamą firmy.
U mnie były jeszcze takie różne dziwne zajęcia dodatkowe, mające niby pomóc nam na starcie zawodowym, które uważam za najsłabszy punkt, szkoda nawet komentować.
Po prostu nikt niczego nie kontrolował, na papierze wszystko ładnie, pięknie, rzeczywistość zupełnie inna.
Według mnie takie pieniądze najlepiej było własnie wydawać na staże, na wszelkie wyjazdy do firm i fabryk (mówię o studiach technicznych), gdzie można by faktycznie zapoznać się z np. procesami produkcyjnymi, a nie że na wykład zamawiany przyjeżdża HR i robi reklamę. A druga rzecz to własnie zajęcia dodatkowe, ale zróżnicowane, tak aby każdy znalazł coś dla siebie, a nie że na jednym semestrze wszyscy idą na jedno, nie ważne czy kogoś to interesuje czy nie (choć tu też problemem był własnie ten bez sensowny sposób tworzenia rankingu do stypendium).
Stypendiów na staże też jakoś wiele nie było, przynajmniej w porównaniu do tego co było wydawane na semestr, a sama możliwość odbywania staży płatnych np. w innym mieście to była chyba największa zaleta kierunków zamawianych.
Wykłady zamawiane często to też były tylko takie "reklamówki" różnych firm, które jedynie przyjeżdżały i chwaliły się jakie to one nie są fantastyczne. Brakowało za to takich wykładów, które prowadzone były np. przez ludzi pracujących w zawodzie czy przez naukowców z instytutów badawczych. Takie zajęcia powinny, według mnie, być formą reklamy jakiejś specjalizacji dotyczącej studiowanego kierunku, a nie reklamą firmy.
U mnie były jeszcze takie różne dziwne zajęcia dodatkowe, mające niby pomóc nam na starcie zawodowym, które uważam za najsłabszy punkt, szkoda nawet komentować.
Po prostu nikt niczego nie kontrolował, na papierze wszystko ładnie, pięknie, rzeczywistość zupełnie inna.
Według mnie takie pieniądze najlepiej było własnie wydawać na staże, na wszelkie wyjazdy do firm i fabryk (mówię o studiach technicznych), gdzie można by faktycznie zapoznać się z np. procesami produkcyjnymi, a nie że na wykład zamawiany przyjeżdża HR i robi reklamę. A druga rzecz to własnie zajęcia dodatkowe, ale zróżnicowane, tak aby każdy znalazł coś dla siebie, a nie że na jednym semestrze wszyscy idą na jedno, nie ważne czy kogoś to interesuje czy nie (choć tu też problemem był własnie ten bez sensowny sposób tworzenia rankingu do stypendium).
-
Jan Kraszewski
- Administrator

- Posty: 36051
- Rejestracja: 20 mar 2006, o 21:54
- Płeć: Mężczyzna
- Lokalizacja: Wrocław
- Podziękował: 6 razy
- Pomógł: 5341 razy
Sensowność studiów zamawianych
Nie napisałem tego, by się chwalić, jacy byliśmy dzielni i prawie napisaliśmy list protestacyjny, tylko by pokazać, że dobre uczelnie niekoniecznie były pełne entuzjazmu dla programu. W końcu jednak postanowiliśmy nie kopać się z koniem i też w to weszliśmy.student12345 pisze:Proszę nie uraź się, ale to takie samo tłumaczenie jak tłumaczenie studentów, gdy mówią, że prawie zaliczyli egzamin, ale punktu im zabrakło... Efekt i tak jest ten sam.
Raczej maszyny PR-owej. Może nie zwracałeś na to uwagi, ale p. minister często chwaliła się, jaki to świetny i udany program.student12345 pisze:Szczerze przyznam, że może jakoś konkretnie ja nie odczułem akurat machiny reklamowej ministerstwa,
Skoro już w to weszły, to były konsekwentne.student12345 pisze:za to, jeżeli dobrze pamiętam, to te dobre uczelnie też jakoś nie unikały "reklamowania" kierunków zamawianych.
Nie tylko dlatego. Także dlatego, że aby dostać pieniądze, uczelnie musiały się zobowiązać do różnych, niekoniecznie racjonalnych rzeczy, co spowodowało, że pieniądze nie były wydawane tak efektywnie, jak mogłyby być.student12345 pisze:W moich wypowiedzach chodzi mi o to, że dyskusja, o ile ważna, to została bardzo spłycona. Każdy twierdzi, że źle wydano pieniądze, bo dostały je słabe uczelnie.
Na papierze wszystko będzie się zgadzać i dobrze wyglądać, a nawet jeśli nie do końca, to ministerstwo to przemilczy, bo mogłoby się okazać, że program jednak nie był tak wspaniały, jak cały czas twierdziło, że jest.student12345 pisze: Ale moim zdaniem problem jest jeszcze większy. Pieniądze już poszły, ministerstwo powie, że chciało dobrze. A co powiedzą uczelnie, gdy padnie pytanie jak te pieniądze zostały wykorzystane i jak oceniają swoje dokonania?
Ja nie twierdzę, że ten program nie ma żadnych dobrych efektów, coś da się znaleźć. Ale jest to zupełnie nieadekwatne do zaangażowanych, bardzo dużych środków.
Ja też uważam, że to kluczowa kwestia (i nawet wcześniej, niż w gimnazjum). Ale ta praca jest trudna, musi być dobrze zaplanowana i nie daje szybkich, spektakularnych efektów, którymi można pochwalić się w mediach.Spektralny pisze:To praca organiczna od podstaw się liczy... Dotykamy tu kolejnego problemu jak wygląda edukacja (także matematyczna) w gimnazjach, ale to już temat na zupełnie inną dyskusję.
Zgoda. My się staramy. Ale o ile mamy wpływ na kadrę, to trzeba pamiętać, że swoboda wydawania pieniędzy jest bardzo ograniczona.student12345 pisze:to może warto było te pieniądze wykorzystać jak najlepiej? Tyczy się to i studentów i kadry dydaktycznej. Bo na to uczelnie chyba już miały wpływ.
U nas studenci sami wybierają tematy wykładów w głosowaniu (z podanej listy, oczywiście).student12345 pisze:Po zakończeniu przedmiotów wyrównawczych pojawiały się przedmioty niby rozszerzające. Ale tak na prawdę, przynajmniej u mnie, to był jeden przedmiot o jednej tematyce i o ile ja miałem farta, że sie na początku wstrzeliłem w temat to jednak wielu moich kolegów, którzy akurat nie podzielali tych samych zainteresowań już nie mieli możliwości dodatkowego rozwoju.
Bo to na papierze przede wszystkim musi się zgadzać. A jak uczelnia jest dobra, to stara się, by w realu też było dobrze.student12345 pisze:Po prostu nikt niczego nie kontrolował, na papierze wszystko ładnie, pięknie, rzeczywistość zupełnie inna.
Ale to trzeba zaplanować wcześniej (na etapie tworzenia wniosku) i nie zawsze jest to takie proste (są różne ograniczenia).student12345 pisze:Według mnie takie pieniądze najlepiej było własnie wydawać na staże, na wszelkie wyjazdy do firm i fabryk (mówię o studiach technicznych), gdzie można by faktycznie zapoznać się z np. procesami produkcyjnymi,
JK
-
zaudi
- Użytkownik

- Posty: 382
- Rejestracja: 30 sty 2007, o 17:36
- Płeć: Mężczyzna
- Lokalizacja: Łódź
- Pomógł: 26 razy
Sensowność studiów zamawianych
Ja już korzystam 4 rok z studiów zamawianych. Jestem zadowolony, nie wiem czemu żałujecie kasy innym studentom to chyba dobrze, że 40 osób dostaje stypendium niż 3. Każdy idzie na studia by mieć dobrą pracą która da satysfakcje tak samo wybierano liceum a matematyka to jest klucz do sukcesu.
Plusy zamawianych:
-pieniądze na konferencje
-zakup książek dla studentów związanych z specjalnościami
-stypendia
-kursy aktuarialne , SQL, VISUAL BASIC
-obozy naukowe bardzo przyjemna sprawa
-dofinansowanie do kół naukowych
plus i minus to zajęcia wyrównawcze
-plusy gdy ktoś idzie na studia drugiego stopnia i są zajęcia wyrównawcze z analizy wielu zmiennych i teorii miary i całki ( również fajnie było usłyszeć o miarach zespolonych czego na ogół nie słyszy się na studiach stacjonarnych)
Minusy:
- można było czasami zaobserwować walkę szczurów
- przyjmowanie osób na matmę z maturą podstawową
- zajęcia wyrównawcze nie zawsze były dobrze ulokowane czasowo
Jestem za kierunkami zamawianymi. Lepiej żeby studenci dostali pieniądze niż mają iść na stadion na którym nie działa dach albo na premie dla polityków.
Poziom może ogólnie słabnie, ale nie obwiniam kierunków zamawianych tylko wprowadzenie gimnazjów.
Plusy zamawianych:
-pieniądze na konferencje
-zakup książek dla studentów związanych z specjalnościami
-stypendia
-kursy aktuarialne , SQL, VISUAL BASIC
-obozy naukowe bardzo przyjemna sprawa
-dofinansowanie do kół naukowych
plus i minus to zajęcia wyrównawcze
-plusy gdy ktoś idzie na studia drugiego stopnia i są zajęcia wyrównawcze z analizy wielu zmiennych i teorii miary i całki ( również fajnie było usłyszeć o miarach zespolonych czego na ogół nie słyszy się na studiach stacjonarnych)
Minusy:
- można było czasami zaobserwować walkę szczurów
- przyjmowanie osób na matmę z maturą podstawową
- zajęcia wyrównawcze nie zawsze były dobrze ulokowane czasowo
Jestem za kierunkami zamawianymi. Lepiej żeby studenci dostali pieniądze niż mają iść na stadion na którym nie działa dach albo na premie dla polityków.
Poziom może ogólnie słabnie, ale nie obwiniam kierunków zamawianych tylko wprowadzenie gimnazjów.
- Spektralny
- Użytkownik

- Posty: 3949
- Rejestracja: 17 cze 2011, o 21:04
- Płeć: Mężczyzna
- wiek: 39
- Lokalizacja: Praga, Katowice, Kraków
- Podziękował: 9 razy
- Pomógł: 931 razy
Sensowność studiów zamawianych
zaudi pisze:Ja już korzystam 4 rok z studiów zamawianych. Jestem zadowolony, nie wiem czemu żałujecie kasy innym studentom
Zapytaj pana Jana spod Mławy, który ma własny biznes i słabo przędzie bo większość musi oddawać w podatkach czy również jest zadowolny. Pan Jan sponsoruje tę imprezę. Czy zastanawiałeś się skąd te pieniądze się biorą?
Jesteś tego pewien? Uzasadnij proszę.zaudi pisze:to chyba dobrze, że 40 osób dostaje stypendium niż 3.
Jak się to ma do studiów zamawianych?zaudi pisze:Każdy idzie na studia by mieć dobrą pracą która da satysfakcje tak samo wybierano liceum
Bzdury, mówię to jako zawzięty matematyk. Są pęki innych kluczy.zaudi pisze:a matematyka to jest klucz do sukcesu.
Jasne, że bardzo przyjemna sprawa. Tylko czy aby także z punktu widzenia podatnika?zaudi pisze: (...)
-obozy naukowe bardzo przyjemna sprawa
-dofinansowanie do kół naukowych
plus i minus to zajęcia wyrównawcze
A to bez specjalnych pieniędzy nie da się wprowadzić pojęcia miary zespolonej?zaudi pisze:-plusy gdy ktoś idzie na studia drugiego stopnia i są zajęcia wyrównawcze z analizy wielu zmiennych i teorii miary i całki ( również fajnie było usłyszeć o miarach zespolonych czego na ogół nie słyszy się na studiach stacjonarnych)
A może po prostu trzeba walczyć o to, żeby pieniądze nie były marnotrawione w ogóle niż wspierać mniejsze zło? Żyjemy niestety w głębokim socjalizmie etatystyczym... Tylko w nas młodych nadzieja, że kiedyś to się zmieni.zaudi pisze:Jestem za kierunkami zamawianymi. Lepiej żeby studenci dostali pieniądze niż mają iść na stadion na którym nie działa dach albo na premie dla polityków.
A ja obwiniam, bo studenci muszą zdawać by nie przepadły pieniądze od społeczeństwa.Poziom może ogólnie słabnie, ale nie obwiniam kierunków zamawianych tylko wprowadzenie gimnazjów.
- cosinus90
- Użytkownik

- Posty: 5027
- Rejestracja: 18 cze 2010, o 18:34
- Płeć: Mężczyzna
- Lokalizacja: Poznań
- Podziękował: 5 razy
- Pomógł: 777 razy
Sensowność studiów zamawianych
Pozwolę sobie włączyć się do dyskusji.
Znam parę osób które studiują na kierunkach zamawianych, również słyszałem wiele historii od nich na ten temat i mogę powiedzieć z całą pewnością, że przynajmniej połowa ludzi pobierająca to stypendium nigdy nie powinna go dostać. Najczęściej są to kombinatorzy którzy lecą na łatwą kasę a studia mają tak naprawdę w nosie.
Kolega Spektralny wspomniał o odpłatności za studia - i pod tym podpisuję się obiema rękami (gdybym mógł, to i nawet nogami). Sam jeszcze studiuję i w moim indywidualnym przypadku nie do końca byłoby mi to na rękę, ale obiektywnie rzecz biorąc to bardzo dobre rozwiązanie, dzięki któremu :
a) studenci wiedzieliby, dlaczego studiują akurat ten kierunek,
b) ludzie składaliby papiery na studia dlatego, że chcieliby studiować a nie dlatego, że jest na to moda, co rzecz jasna zmniejszyłoby ilość studentów i rynek pracy nie byłby tak przesycony "magistrami",
c) przede wszystkim chcieliby się uczyć, bo płaciliby za to z własnej kieszeni, a nie z kieszeni podatników.
Oczywiście zaraz podniosłyby się głosy że jak to tak można, płatne studia wprowadzać? A co z biedniejszą częścią społeczeństwa? Otóż chociażby ja pochodzę z niezbyt zamożnej rodziny ale na swoje potrzeby dorabiam korepetycjami z matematyki i jakoś sobie radzę. Mieszkam z kolegą, któremu bardziej opłacało się iść na studia zaoczne (które przecież są płatne!) dlatego, że lepiej jest iść do pracy i jeździć na uczelnię w weekendy niż studiować dziennie i ledwo wiązać koniec z końcem. Przykłady można by jeszcze mnożyć. Podsumowując, ci ludzie, którzy chcieliby naprawdę studiować i rozwijać się w danym kierunku, znaleźliby na to pieniądze bez problemu. Spektralny podał również przykład z Wielkiej Brytanii - o ile mnie pamięć nie myli, to w Stanach Zjednoczonych za pieniądze społeczeństwa można maksymalnie "zrobić" szkołę średnią. Każde studia są płatne, ludzie żeby studiować na lepszych uczelniach biorą czasem kredyty aby opłacić czesne (które to kredyty rzecz jasna szybko po studiach spłacają bo znajdują dobrze płatną pracę).
No, ale u nas jeszcze długo tak nie będzie (o ile w ogóle będzie).
Znam parę osób które studiują na kierunkach zamawianych, również słyszałem wiele historii od nich na ten temat i mogę powiedzieć z całą pewnością, że przynajmniej połowa ludzi pobierająca to stypendium nigdy nie powinna go dostać. Najczęściej są to kombinatorzy którzy lecą na łatwą kasę a studia mają tak naprawdę w nosie.
Kolega Spektralny wspomniał o odpłatności za studia - i pod tym podpisuję się obiema rękami (gdybym mógł, to i nawet nogami). Sam jeszcze studiuję i w moim indywidualnym przypadku nie do końca byłoby mi to na rękę, ale obiektywnie rzecz biorąc to bardzo dobre rozwiązanie, dzięki któremu :
a) studenci wiedzieliby, dlaczego studiują akurat ten kierunek,
b) ludzie składaliby papiery na studia dlatego, że chcieliby studiować a nie dlatego, że jest na to moda, co rzecz jasna zmniejszyłoby ilość studentów i rynek pracy nie byłby tak przesycony "magistrami",
c) przede wszystkim chcieliby się uczyć, bo płaciliby za to z własnej kieszeni, a nie z kieszeni podatników.
Oczywiście zaraz podniosłyby się głosy że jak to tak można, płatne studia wprowadzać? A co z biedniejszą częścią społeczeństwa? Otóż chociażby ja pochodzę z niezbyt zamożnej rodziny ale na swoje potrzeby dorabiam korepetycjami z matematyki i jakoś sobie radzę. Mieszkam z kolegą, któremu bardziej opłacało się iść na studia zaoczne (które przecież są płatne!) dlatego, że lepiej jest iść do pracy i jeździć na uczelnię w weekendy niż studiować dziennie i ledwo wiązać koniec z końcem. Przykłady można by jeszcze mnożyć. Podsumowując, ci ludzie, którzy chcieliby naprawdę studiować i rozwijać się w danym kierunku, znaleźliby na to pieniądze bez problemu. Spektralny podał również przykład z Wielkiej Brytanii - o ile mnie pamięć nie myli, to w Stanach Zjednoczonych za pieniądze społeczeństwa można maksymalnie "zrobić" szkołę średnią. Każde studia są płatne, ludzie żeby studiować na lepszych uczelniach biorą czasem kredyty aby opłacić czesne (które to kredyty rzecz jasna szybko po studiach spłacają bo znajdują dobrze płatną pracę).
No, ale u nas jeszcze długo tak nie będzie (o ile w ogóle będzie).
- yorgin
- Użytkownik

- Posty: 12680
- Rejestracja: 14 paź 2006, o 12:09
- Płeć: Mężczyzna
- Lokalizacja: Kraków
- Podziękował: 17 razy
- Pomógł: 3440 razy
Sensowność studiów zamawianych
A propos kosztów oraz efektów:
Tyle chyba wystarczy...
Eh ja by dostać stypendium naukowe musiałem cały rok ciężko pracować i mieć średnią rzędu 4.8, dostałem za to 2x mniej. Tych stypendiów było raptem kilkanaście na około setkę osób.
Tyle chyba wystarczy...
Eh ja by dostać stypendium naukowe musiałem cały rok ciężko pracować i mieć średnią rzędu 4.8, dostałem za to 2x mniej. Tych stypendiów było raptem kilkanaście na około setkę osób.
- miki999
- Użytkownik

- Posty: 8358
- Rejestracja: 28 lis 2007, o 18:10
- Płeć: Mężczyzna
- Lokalizacja: Gdańsk
- Podziękował: 36 razy
- Pomógł: 1001 razy
Sensowność studiów zamawianych
W drugim linku wnioskują, że porażką jest, że tak mało osób ukończyło studia. To chyba lepiej, że jednak gdzieś chcą trzymać poziom.
PS. Mi się zdarzyło dostawać ze średnią 3,6.
PS. Mi się zdarzyło dostawać ze średnią 3,6.
- Zordon
- Użytkownik

- Posty: 4965
- Rejestracja: 12 lut 2008, o 21:42
- Płeć: Mężczyzna
- Lokalizacja: Kraków
- Podziękował: 75 razy
- Pomógł: 910 razy
Sensowność studiów zamawianych
W skrócie: "zamawiane są spoko bo mam z nich kasę". Gratuluję podejścia.zaudi pisze:Ja już korzystam 4 rok z studiów zamawianych. Jestem zadowolony, nie wiem czemu żałujecie kasy innym studentom (...)
-
student12345
- Użytkownik

- Posty: 18
- Rejestracja: 14 cze 2012, o 09:23
- Płeć: Mężczyzna
- Lokalizacja: n/a
Sensowność studiów zamawianych
No przecież celem było zwiększenie liczby absolwentów a więc ponieśli porażkę ;Pmiki999 pisze:W drugim linku wnioskują, że porażką jest, że tak mało osób ukończyło studia. To chyba lepiej, że jednak gdzieś chcą trzymać poziom.