Może teraz szczypta autoironii – skorzystam tu z tekstu Czesława Nowickiego („
Wicherek”), który tak parodiował Zygmunta Kałużyńskiego: „
A na ten temat, to ja mam całkiem WŁASNE zdanie! Z którym zresztą zupełnie się nie zgadzam...”
Autoironia – bowiem, oczywiście, dążenie do zrozumienia „co i jak przekształcamy” w obliczeniach – jest czymś jak najbardziej cennym! Więc poprzedniego mojego głosu proszę nie rozumieć jako wotowania za „
stanowczym porzuceniem prób zrozumienia” – lecz jedynie jak pewne ostrzeżenie: „
tak często jest to skazane na niepowodzenia, że, aby uniknąć dramatycznych rozczarowań, i nie popadać w skrajną frustrację – musimy się opancerzyć całymi pokładami pokory”- i to naprawdę grubymi. Czyli: naprzód, ale ostrożnie, i bez pośpiechu!
Bez owej
wstępnie zadanej pokory – bardzo szybko przekroczyć można próg szaleństwa... Dlatego też właśnie od niej trzeba zacząć. I dopiero tak uzbrojony może sobie fizyk powiedzieć:
dopóki (ze wszystkimi stadiami pośrednimi !), nie wiem tego jak to liczę, to tak naprawdę nie mam zielonego pojęcia – co właściwie liczę.
Jeśli jednak nie będzie miał owego wewnętrznego
uzbrojenia – to skończy się na tym, że raczej niewiele policzy. Albowiem postawa zbyt daleko idąca, jest zazwyczaj podejściem zgubnym. Hasło „
wszystko, albo nic” – niemal zawsze kończy się – właśnie
tym drugim...
[ Dodano: 18 Czerwiec 2005, 00:00 ]
Widzę, że jakoś nie uważasz, aby szerzej pojęte zagadnienie „interpretacji obliczeń” pozwalało Ci choć trochę się zbliżyć do zrozumienia kwestii
liczb zespolonych? A przecież jest to ten sam problem, jedynie ujęty bardziej ogólnie...
To może spróbuj jeszcze popytać na innych forach? Zajrzyj na

tudzież na grupy dyskusyjne w usenecie:

lub do klubu

"[url=http://niusy.onet.pl/niusy.html?t=aktualne&group=pl.sci.matematyka]pod
Pi -eS-eM[/url]". (obie dostępne są
również przez odpowiedni czytnik grup: program pocztowy. Warto „zaprenumerować”
! ). Może na analogiczne grupy fizyczne... A najlepiej rzuć problem we wszystkie te miejsca, bowiem i tak szansa na to, abyś otrzymał zalew zadowalających odpowiedzi, jest niewielka! Mizerne ustalenia, zebrane powyżej – wskazują też, że raczej nie ma tego w zwykłych podręcznikach, czy innych, popularniejszych książkach...
Ja też się wcześniej nie zetknąłem z gotowym wyjaśnieniem, ale sprawy nie odpuszczam:
I'm working about ! Ale jakoś tak mi pachnie, że "dobrego" wytłumaczenia, szerokiego i uniwersalnego, a przy tym niezbyt zawiłego - nie zna chyba
nikt.
[ Dodano: 25 Lipiec 2005, 00:00 ]
Dodam jeszcze kolejną garść uwag, nt. możliwości istnienia kierdla owiec, o liczebności
5 + 3i ... Jak to usiłowałem wykazać we wcześniejszych postach – z tego typu
stadami w fizyce kwantowej stykać się będziemy co i rusz. Bowiem ona niemal cała – to jedna wielka zagadka interpretacyjna, przy której przeliczanie takiego kierdla – to niemal nic. A wiesz
Maliku, dlaczego kwantowcy nie dostają szmergla, prowadząc swe obliczenia, czy też, w jeszcze większym stopniu: kiedy przechodzą do interpretacji wyników? A to dlatego, że... już są mocno szurnięci! Bo chyba tylko tym można wytłumaczyć, że z niezmąconym spokojem opisują swoje
owce, z których każda wbiega sobie do zagrody pięcioma furtkami
naraz...
Jak pisał Boris Vien (
Jesień w Pekinie ):
w królestwie ślepych – jednooki królem! - więc będąc tylko trochę szalonym... ( etc. etc ) – mogę jeszcze próbować (kolejne podejście) jakoś rozgryźć ten męczący problem interpretacyjny:
Zacznijmy od liczb ujemnych. Czy wiesz, że jeszcze bodaj w XVIII wieku – matematycy nie akceptowali liczb ujemnych? No oczywiście, działania z ich użyciem były prowadzone, wykonywano zarówno odwrotność dodawania, jak też mnożono przez liczby mniejsze od zera,
etc. etc. Ale „liczba ujemna” jako obiekt matematyczny, równouprawniony z liczbą naturalną? – nie do przyjęcia, nie ma czegoś takiego!
Przykłady (czy raczej: kontrprzykłady) podawano podobne: czy widział ktoś, gdzieś - kierdel liczący minus pięć owiec? To przecież bzdura, z którą poważny człowiek nawet nie będzie dyskutował...
Sytuacja zaczęła ulegać zmianie (bardzo powoli!) kiedy wymyślono wektory, tudzież wektorowe reprezentacje różnych wielkości. Siła mająca odpowiedni zwrot – mogła już być reprezentowana przez wektor, któremu przyporządkowano wartość: minus 12-cie, prawda?
Jak „działają” liczby urojone? Kiedy zachodzą problemy interpretacyjne, a kiedy nasza intuicja jest w stanie je zaakceptować? Rozpatrzmy przykład: mnożymy 5i x 3i otrzymując minus 15-cie. Najprostszą interpretacją „fizykalną” operacji mnożenia dwóch liczb – jest otrzymywanie „pola powierzchni” – prawda? No dobrze, spytasz, ale cóż u diabła miałoby sobą przedstawiać pole powierzchni... ujemne?! Czy ktoś kiedyś widział stół z ujemnym blatem?
Otóż właśnie że tak! Jeśli masz pusty pokój, o powierzchni całkowitej 14 m kw. – zaś dziś wniosłeś do niego biurko dwumetrowe – to przecież
wolna powierzchnia Ci... zmalała do 12-tu metrów, czyż nie? I w takim właśnie sensie mogą pojawiać się w pewnych obliczeniach owe „niemożliwe liczby”. Jako „ujemna energia” pewnych stanów, czy takaż moc (stratność!), itd. etc. itp.
Oczywiście – dopiero po wymnożeniu, czy podniesieniu do kwadratu. A czym są przed wymnożeniem? Hm, jakąś tam „wektorową reprezentacją” wielkości, która ma takie, a nie inne cechy... Bo powiedz mi
ile, przykładowo, wynosi
tarcie w przypadku pudełka, które sobie spokojnie i
nieruchomo spoczywa na stole, w chwili, gdy nie działają na nie
żadne siły?
_ _ _
Pozdrawiam - �RaSz