Teoria mocy zbiorów

Algebra zbiorów. Relacje, funkcje, iloczyny kartezjańskie... Nieskończoność, liczby kardynalne... Aksjomatyka.
Jan Kraszewski
Administrator
Administrator
Posty: 36201
Rejestracja: 20 mar 2006, o 21:54
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował: 6 razy
Pomógł: 5349 razy

Re: Teoria mocy zbiorów

Post autor: Jan Kraszewski »

Jakub Gurak pisze: 16 maja 2023, o 16:42jeżeli okrąg na płaszczyźnie o danym środku i o dodatnim promieniu, podzielimy na trzy równe łuki (o mierze kąta \(\displaystyle{ 120 ^{\circ} }\)), to będą one zbiorami równolicznymi.
No cóż, gdybyś podzielił na trzy (bądź skończenie wiele) zupełnie dowolne łuki, to one też będą zbiorami równolicznymi... Dowód tego faktu (a tak naprawdę dowód faktu, że dowolny łuk jest mocy continuum) nie wymaga żadnych wzorów i zajmuje ze dwie-trzy linijki.

JK
Jakub Gurak
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 1483
Rejestracja: 20 lip 2012, o 21:19
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: Rzeszów
Podziękował: 77 razy
Pomógł: 87 razy

Re: Teoria mocy zbiorów

Post autor: Jakub Gurak »

Bo jest bijekcja między odcinkiem a lukiem :?: W ten sposób?
A, już wiem (nie do końca to widziałem )- wystarczy podzielić łuk na dwie części przez poziomą średnicę okręgu którego rozważamy łuk (jeśli jest to możliwe), i górną część łuku zrzutować na oś \(\displaystyle{ x}\) otrzymując funkcję różnowartościową z takiego odcinka w nasz łuk. A zatem nasz łuk ma moc co najmniej continuum, a jest podzbiorem płaszczyzny, mocy continuum, i na mocy twierdzenia Cantora-Bernsteina ten łuk ma moc continuum, dobrze :?:
Jan Kraszewski
Administrator
Administrator
Posty: 36201
Rejestracja: 20 mar 2006, o 21:54
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował: 6 razy
Pomógł: 5349 razy

Re: Teoria mocy zbiorów

Post autor: Jan Kraszewski »

Po co dzielić? Wystarczy zrzutować łuk na oś, w ten sposób dostajemy surjekcję z łuku na przedział, co wystarcza do oszacowania z dołu.

JK
a4karo
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 22487
Rejestracja: 15 maja 2011, o 20:55
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: Bydgoszcz
Podziękował: 44 razy
Pomógł: 3858 razy

Re: Teoria mocy zbiorów

Post autor: a4karo »

A gdybyś kiedyś uważał na analizie, to byś słyszał np. o parametryzacjach krzywej albo o współrzędnych biegunowych.
Jakub Gurak
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 1483
Rejestracja: 20 lip 2012, o 21:19
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: Rzeszów
Podziękował: 77 razy
Pomógł: 87 razy

Re: Teoria mocy zbiorów

Post autor: Jakub Gurak »

Analogicznie do zadania z ważniaka:
Czy na płaszczyźnie istnieje okrąg, taki, że każdy jego punkt ma przynajmniej jedną współrzędną niewymierną,
Wczoraj postawiłem analogiczne pytanie dla elipsy, i udowodniłem wczoraj, że:

Dla dowolnego ustalonego rzędu kształtu elipsy \(\displaystyle{ k \in \RR_+}\), istnieje elipsa, o rzędzie kształtu równym \(\displaystyle{ k}\), taka, że każdy jej punkt ma przynajmniej jedną współrzędną niewymierną.

Udowodniłem też wczoraj, że istnieje sfera \(\displaystyle{ S \subset \RR^3}\), taka, że każdy jej punkt ma przynajmniej jedną współrzędną niewymierną.

Przedstawię teraz dowody tych formalnych faktów (nie dam rady ich zilustrować, bo są to teoretyczne rozumowania nie wprost- ale jest to prosta (w miarę) logika).


Wpierw, dla liczb dodatnich \(\displaystyle{ a,b \in \RR_+,}\) rozważmy elipsę:

\(\displaystyle{ S _{\left( a,b\right) } = \left\{ \left( x,y\right) \in \RR^2: \ \ \frac{x ^{2} }{a ^{2} }+ \frac{y^2}{b^2}=1 \right\},}\)

i wartość:

\(\displaystyle{ \frac{a}{b}=:k}\), nazwijmy rzędem kształtu elipsy.

Niech \(\displaystyle{ k \in \RR_+.}\)

Wykażemy, że istnieje elipsa \(\displaystyle{ S \subset \RR^2}\) o rzędzie kształtu równym \(\displaystyle{ k}\), taka, że każdy jej punkt ma przynajmniej jedną współrzędną niewymierną.

DOWÓD TEGO FAKTU:

Przypuśćmy nie wprost, że każda elipsa o rzędzie kształtu równym \(\displaystyle{ k}\) nie spełnia tego warunku, i doprowadźmy rozumowanie do sprzeczności.

Jeśli każda elipsa o rzędzie kształtu \(\displaystyle{ k}\) nie spełnia tego warunku, to dla każdej takiej elipsy nie każdy jej punkt ma przynajmniej jedną współrzędną niewymierną, a więc taka elipsa ma punkt, który nie ma ani jednej współrzędnej niewymiernej, czyli obie współrzędne muszą być wymierne.

Czyli każda elipsa, o rzędzie kształtu \(\displaystyle{ k,}\) ma punkt o obu współrzędnych wymiernych.

Rozważmy rodzinę elips:

\(\displaystyle{ \mathbb{B}= \left\{ S_{\left( k \cdot a,a\right)}\Bigl| \ \ a \in \RR_+ \right\}.}\)

Są to elipsy o środku w początku układu i o rzędzie kształtu \(\displaystyle{ k}\); gdyż ten rząd kształtu jest równy:

\(\displaystyle{ \frac{ka}{a}=k.}\)

I przypisujemy:

\(\displaystyle{ a \in \RR_+ \stackrel{f} { \rightarrow } S _{\left( ka,a\right) } \stackrel{g}{ \rightarrow } P_S \in S _{\left( ka,a\right) } \cap \QQ \times \QQ.}\)

Łatwo jest pokazać, że funkcja \(\displaystyle{ f}\) jest różnowartościowa.
DOWÓD TEGO FAKTU::    
Łatwo jest pokazać, że funkcja \(\displaystyle{ g}\) działająca:

\(\displaystyle{ S _{\left( ka,a\right) } \stackrel{g}{ \rightarrow } P_S \in S _{\left( ka,a\right) } \cap \QQ \times \QQ,}\)

jest dobrze określoną funkcją różnowartościową.

Aby wykazać, że jest to dobrze określona funkcja:

Wystarczy dobrze uporządkować zbiór \(\displaystyle{ \QQ \times \QQ\sim \NN}\) (bez aksjomatu wyboru);

i, dla dowolnego ustalonego \(\displaystyle{ a \in \RR_+,}\) rozważyć zbiór:

\(\displaystyle{ X_S= \left\{ P \in \QQ \times \QQ: \ \ P \in S _{\left( ka,a\right) } \right\} \neq \left\{ \right\}}\),

jest to zbiór niepusty, bo wiemy, że każda elipsa, o rzędzie kształtu \(\displaystyle{ k}\), ma punkt o obu współrzędnych wymiernych, a więc zbiór \(\displaystyle{ X_S}\) jest niepusty.

I jest podzbiorem zbioru \(\displaystyle{ \QQ \times \QQ}\), a jest to zbiór dobrze uporządkowany, a więc, z definicji zbioru dobrze uporządkowanego, wynika, że zbiór \(\displaystyle{ X_S}\) ma element najmniejszy \(\displaystyle{ P_S}\). Wtedy \(\displaystyle{ P_S \in X_S}\), a zatem, z definicji zbioru \(\displaystyle{ X_S}\): \(\displaystyle{ P_S \in S _{\left( ka,a\right)} }\), i \(\displaystyle{ P_S \in \QQ \times \QQ}\),

i funkcja \(\displaystyle{ g}\) jest dobrze określona.

Ponieważ rodzina \(\displaystyle{ \mathbb{B}}\) jest rodziną zbiorów rozłącznych, a elipsie z tej rodziny przypisujemy punkt tej elipsy, to taka funkcja \(\displaystyle{ g}\) nie może dwóm różnym elipsom z rodziny \(\displaystyle{ \mathbb{B}}\) przypisywać tego samego punktu, a więc jest to funkcja różnowartościowa.

A zatem funkcja \(\displaystyle{ h,}\) działająca w poniższy sposób:

\(\displaystyle{ a \in \RR_{+} \stackrel{h}{ \rightarrow } P_S \in \QQ \times \QQ}\),

będąca złożeniem funkcji \(\displaystyle{ f}\) i \(\displaystyle{ g}\), więc, jako złożenie dwóch funkcji różnowartościowych, jest funkcją różnowartościową.

A zatem:

\(\displaystyle{ \left| \RR_+\right| \le \left| \QQ \times \QQ\right| =\left| \NN\right| }\),

czyli zbiór liczb dodatnich jest co najwyżej przeliczalny, a zatem, również odcinek otwarty \(\displaystyle{ \left( 0,1\right)}\), jako podzbiór zbioru co najwyżej przeliczalnego, jest zbiorem co najwyżej przeliczalnym, a wiemy, że jest nieprzeliczalny- sprzeczność. \(\displaystyle{ \square}\) :lol:


Wykażemy podobnie, że istnieje sfera \(\displaystyle{ S \subset \RR^3}\), taka, że każdy jej punkt ma przynajmniej jedną współrzędną niewymierną.

DOWÓD TEGO FAKTU:

Przypuśćmy nie wprost, że każda sfera \(\displaystyle{ S \subset \RR^3}\) nie spełnia naszego warunku, i doprowadźmy rozumowanie do sprzeczności.

Jeśli każda sfera \(\displaystyle{ S \subset \RR^3}\) nie spełnia tego warunku, to każda taka sfera ma punkt, który nie ma ani jednej współrzędnej niewymiernej, czyli wszystkie trzy współrzędne są wymierne.

Czyli każda sfera \(\displaystyle{ S \subset \RR^3}\) ma punkt \(\displaystyle{ P_S \in S}\) mający wszystkie trzy współrzędne wymierne.

Rozważmy rodzinę \(\displaystyle{ \mathbb{B}}\) wszystkich sfer o środku w początku układu i o dodatnich promieniach.

I,wtedy, przypisujemy:

\(\displaystyle{ R \in \RR_+ \rightarrow S_R \in \mathbb{B} \rightarrow P_S \in S_R}\),

tzn. najpierw liczbie dodatniej \(\displaystyle{ R}\) przypisujemy sferę \(\displaystyle{ S_R}\) o promieniu \(\displaystyle{ R}\), a następnie takiej sferze przypisujemy punkt \(\displaystyle{ P_S \in S_R}\) o wszystkich trzech współrzędnych wymiernych.

Taka funkcja: \(\displaystyle{ S_R \in \mathbb{B} \rightarrow P_S \in S_R}\), jest dobrze określona, gdyż:
DOWÓD TEGO FAKTU::    
I funkcja \(\displaystyle{ g:\mathbb{B} \rightarrow \QQ \times \QQ \times \QQ,}\) jest dobrze określona.

Oczywiście funkcja \(\displaystyle{ f}\), działająca w poniższy sposób:

\(\displaystyle{ R \in \RR_+\stackrel{f}{ \rightarrow } S_R \in \mathbb{B},}\)

jest różnowartościowa, bo środek sfery i promień dodatni, wyznaczają tą sferę.

Ponieważ rodzina \(\displaystyle{ \mathbb{B}}\) jest rodziną zbiorów rozłącznych, a funkcja \(\displaystyle{ g}\) sferze przypisuje jej punkt, to taka funkcja nie może dwóm różnym sferom przypisywać tego samego punktu, a więc jest to funkcja różnowartościowa.

A zatem funkcja \(\displaystyle{ h=g\circ f}\), jako złożenie dwóch funkcji różnowartościowych, jest funkcją różnowartościową.

A zatem:

\(\displaystyle{ \left| \RR_+\right| \le \left| \QQ \times \QQ \times \QQ\right|=\left| \NN\right| }\),

a zatem:

\(\displaystyle{ \left| \RR\right|= \left| \RR_+\right| \le \left| \NN\right|}\),

czyli:

\(\displaystyle{ \left| \RR\right| \le \left| \NN\right|}\)- sprzeczność\(\displaystyle{ .\square}\) :D 8-)
Jakub Gurak
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 1483
Rejestracja: 20 lip 2012, o 21:19
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: Rzeszów
Podziękował: 77 razy
Pomógł: 87 razy

Re: Teoria mocy zbiorów

Post autor: Jakub Gurak »

Pokazałem też kiedyś (musiałbym poszukać gdzie), że dla trzech liczb dodatnich \(\displaystyle{ a,b}\) i \(\displaystyle{ c}\) istnieje elipsoida o kształcie wyznaczonym przez \(\displaystyle{ \left( a,b,c\right), }\) taka, że każdy jej punkt ma przynajmniej jedną współrzędną niewymierną.
Wykazałem w dzisiejszy popołudnie, że wszystkich funkcji ciągłych \(\displaystyle{ f:\RR \times \RR \rightarrow \RR}\) (czyli, patrząc w uproszczeniu na takie funkcje ciągłe, jako na powierzchnie) wszystkich takich powierzchni jest continuum. Przedstawię teraz dowód tego ciekawego faktu.

Niech:
\(\displaystyle{ \mathbb{B}= \left\{ f:\RR \times \RR \rightarrow \RR\Bigl| \ \ f \hbox{ jest ciągła}\right\};}\)
i pytamy o moc rodziny \(\displaystyle{ \mathbb{B}}\).
Wykażemy, że ta rodzina jest mocy continuum.
DOWÓD TEGO FAKTU:
Przypomnijmy najpierw, że wszystkich funkcji ciągłych \(\displaystyle{ f:\RR \rightarrow \RR}\) jest continuum, a zatem:
\(\displaystyle{ \mathbb{S}= \left\{ f:\RR \rightarrow \RR\Bigl| \ f \hbox{ jest ciągła}\right\}\sim \RR.}\)
Definiujemy funkcję:
\(\displaystyle{ \alpha :\mathbb{B} \rightarrow \RR \times \mathbb{S},}\) w następujący sposób:
Jeśli \(\displaystyle{ f:\RR \times \RR \rightarrow \RR}\) jest funkcją ciągłą, i jeśli \(\displaystyle{ x \in \RR}\), to wiemy z topologii ( o ile dobrze pamiętam), że rzutowanie \(\displaystyle{ f_x}\), tzn. funkcja obcięta \(\displaystyle{ f _{| \left( \left\{ x\right\} \times \RR\right) }}\) jest funkcją ciągłą, a zatem \(\displaystyle{ f_x \in \mathbb{S}}\), i \(\displaystyle{ \left( x, f _{x} \right) \in \RR \times \mathbb{S}}\), i funkcja \(\displaystyle{ \alpha}\) jest dobrze określona.
I jest to funkcja różnowartościowa, bo jeśli \(\displaystyle{ f_1,f_2 \in \mathbb{B}}\) są różnymi funkcjami, to ponieważ \(\displaystyle{ f_1, f_2: \RR \times \RR \rightarrow \RR}\), to dla pewnej pary \(\displaystyle{ \left( x,y\right) \in \RR}\), mamy: \(\displaystyle{ f_1\left( x,y\right) \neq f_2\left( x,y\right)}\), a zatem \(\displaystyle{ \left( \left( f_1\right) _x\right)\left( y\right)= f_1\left( x,y\right) \neq f_2\left( x,y\right) = \left( \left( f_2\right) _{x} \right) \left( y\right)}\) , a zatem \(\displaystyle{ \left( f_1\right) _{x} \neq \left( f_2\right) _{x}}\), i \(\displaystyle{ \alpha \left( f_1\right) = \left( x,\left( f_1\right)_x \right) \neq \left( x, \left( f_2\right)x \right)= \alpha \left( f_2\right)}\), i funkcja \(\displaystyle{ \alpha}\) jest różnowartościowa.
A zatem: \(\displaystyle{ \left| \mathbb{B}\right| \le \left| \RR \times \mathbb{S}\right|= \left| \RR \times \RR\right| = \left| \RR\right|.}\)
Ale \(\displaystyle{ \left| \mathbb{B}\right| \ge \left| \RR\right|}\), gdyż wystarczy rozważyć wszystkie funkcje stałe (są to funkcję ciągłe, bo jeśli \(\displaystyle{ a \in \RR}\), i \(\displaystyle{ f_a:\RR \times \RR \rightarrow \RR}\) jest funkcją stałą, stale równą \(\displaystyle{ a}\), to jest to funkcja ciągła, bo jeśli ciąg \(\displaystyle{ \left( x_n, y_n\right) _{n \in \NN}}\) punktów płaszczyzny jest zbieżny do punktu \(\displaystyle{ \left( x,y\right) \in \RR ^{2}}\), to ciąg \(\displaystyle{ g:\NN \rightarrow \RR}\), dany jako: \(\displaystyle{ g _{n}= f_a\left( x_n, y_n\right)=a}\) jest zbieżny do \(\displaystyle{ a= f_a\left( x,y\right)}\), a zatem, na mocy definicji Heinego ciągłości funkcji, jest to funkcja ciągła), a zatem \(\displaystyle{ f_a \in \mathbb{B}}\), a stąd łatwo jest pokazać, że \(\displaystyle{ \left| \mathbb{B}\right| \ge \left| \RR\right|}\), i ponieważ mamy \(\displaystyle{ \left| \mathbb{B}\right| \le \left| \RR\right|}\), więc na mocy twierdzenia Cantora-Bernsteina: \(\displaystyle{ \mathbb{B}\sim \RR.\square}\) 8-)

Dodam tutaj jeszcze jeden fakt:
Podzbiór \(\displaystyle{ A \subset \RR}\) prostej nazwiemy całkowito-pełnym, gdy pomiędzy dwoma elementami \(\displaystyle{ a_1, a_2 \in A}\) każda pośrednia liczba całkowita \(\displaystyle{ b}\), (tzn. taka liczba całkowita \(\displaystyle{ b}\), że: \(\displaystyle{ a_1<b<a_2}\)) należy do \(\displaystyle{ A}\).
Zbadamy moc rodziny wszystkich zbiorów \(\displaystyle{ A \subset \RR}\) całkowito-pełnych.
Niech:
\(\displaystyle{ \mathbb{B}=\left\{ \mathbb{A} \subset \RR\Bigl| \ \ A \hbox{ jest całkowito-pełny}\right\} ;}\)
i pytamy o moc rodziny \(\displaystyle{ \mathbb{B}}\).
Wykażemy, że \(\displaystyle{ \left| \mathbb{B}\right| = 2 ^{\left| \RR\right| }.}\)
Oto:
PROSTY DOWÓD TEGO FAKTU:
Niech \(\displaystyle{ A \subset \left( 0,1\right) \subset \RR.}\)
Wtedy zbiór \(\displaystyle{ A}\) jest całkowito-pełny, bo jeśli \(\displaystyle{ a_1,a_2 \in A}\) i \(\displaystyle{ b \in \ZZ}\), to nie może być \(\displaystyle{ a_1<b<a_2}\), (bo wtedy byłoby \(\displaystyle{ 0<b<1}\), a \(\displaystyle{ b \in \ZZ}\)), więc warunek będzie tutaj pusto spełniony (a więc formalnie będzie spełniony), i zbiór \(\displaystyle{ A}\) jest całkowito-pełny, i \(\displaystyle{ A \in \mathbb{B}}\), a zatem \(\displaystyle{ \mathbb{B}\supset P\left( \left( 0,1\right) \right)}\) , i \(\displaystyle{ \left| \mathbb{B}\right| \ge \left| P\left( \left( 0,1\right) \right) \right|= \left| P\left( \RR\right) \right|= \left| 2 ^{\RR} \right|}\).
Ale \(\displaystyle{ \mathbb{B} \subset P\left( \RR\right) \sim 2 ^{\RR}}\), a zatem \(\displaystyle{ \left| \mathbb{B}\right| \le \left| 2 ^{\RR} \right|}\), i na mocy twierdzenia Cantora-Bernsteina: \(\displaystyle{ \left| \mathbb{B}\right| =2 ^{\left| \RR\right| }.\square}\) :lol:
Interesuje mnie teraz czy różnica i przekrój (bo suma na pewno tego nie spełnia) dwóch zbiorów \(\displaystyle{ A,B \subset \RR}\) całkowito-pełnych jest zbiorem całkowito-pełnym. :lol:
Awatar użytkownika
Hir
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 84
Rejestracja: 7 mar 2024, o 21:07
Płeć: Kobieta
wiek: 29
Podziękował: 30 razy
Pomógł: 36 razy

Re: Teoria mocy zbiorów

Post autor: Hir »

Funkcji ciągłych \(\displaystyle{ \mathbb R \times \mathbb R \to \mathbb R}\) jest co najmniej continuum, bo tyle jest funkcji stałych (po jednej dla każdej liczby rzeczywistej).

Funkcji ciągłych \(\displaystyle{ \mathbb R \times \mathbb R \to \mathbb R}\) jest co najwyżej continuum, bo tyle jest funkcji \(\displaystyle{ \mathbb Q \times \mathbb Q \to \mathbb R}\) (tzn. \(\displaystyle{ \mathfrak{c}^{\aleph_0 \times \aleph_0} = \mathfrak{c}}\)), a każda ciągła funkcja jest wyznaczona przez swoje wartości na ośrodku.

Why waste time say lot word when few word do trick...
Jan Kraszewski
Administrator
Administrator
Posty: 36201
Rejestracja: 20 mar 2006, o 21:54
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował: 6 razy
Pomógł: 5349 razy

Re: Teoria mocy zbiorów

Post autor: Jan Kraszewski »

Hir pisze: 18 mar 2024, o 23:10Why waste time say lot word when few word do trick...
JG programowo nie uznaje tej zasady...

JK
Awatar użytkownika
Dasio11
Moderator
Moderator
Posty: 10307
Rejestracja: 21 kwie 2009, o 19:04
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował: 41 razy
Pomógł: 2431 razy

Re: Teoria mocy zbiorów

Post autor: Dasio11 »

Co więcej, ten dowód jest zupełnie bez sensu:
Jakub Gurak pisze: 18 mar 2024, o 22:52Definiujemy funkcję:
\(\displaystyle{ \alpha :\mathbb{B} \rightarrow \RR \times \mathbb{S},}\) w następujący sposób:
Jeśli \(\displaystyle{ f:\RR \times \RR \rightarrow \RR}\) jest funkcją ciągłą, i jeśli \(\displaystyle{ x \in \RR}\), to wiemy z topologii ( o ile dobrze pamiętam), że rzutowanie \(\displaystyle{ f_x}\), tzn. funkcja obcięta \(\displaystyle{ f _{| \left( \left\{ x\right\} \times \RR\right) }}\) jest funkcją ciągłą, a zatem \(\displaystyle{ f_x \in \mathbb{S}}\), i \(\displaystyle{ \left( x, f _{x} \right) \in \RR \times \mathbb{S}}\), i funkcja \(\displaystyle{ \alpha}\) jest dobrze określona.
To nie jest poprawna definicja funkcji \(\displaystyle{ \mathbb{B} \to \mathbb{R} \times \mathbb{S}}\). W ten sposób da się co najwyżej zdefiniować funkcję \(\displaystyle{ \mathbb{B} \to \mathbb{S}^{\mathbb{R}}}\), ale to i tak bezowocne podejście (bo nie uwzględnia, że funkcje są ciągłe względem obu zmiennych, więc siłą rzeczy ograniczenie z góry wychodzi \(\displaystyle{ 2^{\mathfrak{c}}}\)).
Jakub Gurak
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 1483
Rejestracja: 20 lip 2012, o 21:19
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: Rzeszów
Podziękował: 77 razy
Pomógł: 87 razy

Re: Teoria mocy zbiorów

Post autor: Jakub Gurak »

To jak funkcji \(\displaystyle{ \RR \times \RR \rightarrow \RR}\) ciągłej przypisać parę funkcji ciągłych z \(\displaystyle{ \RR }\) do \(\displaystyle{ \RR}\) :?: Czy może trzeba uzasadnić to inaczej??
Hir pisze: 18 mar 2024, o 23:10Funkcji ciągłych \(\displaystyle{ \mathbb R \times \mathbb R \to \mathbb R}\) jest co najwyżej continuum, bo tyle jest funkcji \(\displaystyle{ \mathbb Q \times \mathbb Q \to \mathbb R}\) (tzn. \(\displaystyle{ \mathfrak{c}^{\aleph_0 \times \aleph_0} = \mathfrak{c}}\)), a każda ciągła funkcja jest wyznaczona przez swoje wartości na ośrodku.
Słyszałem te gadki nie raz, ale... szczerze mówiąc, to... nie rozumiem nawet ich sensu. Co to znaczy (wiem chyba co to jest ośrodek), ale... co to znaczy, że funkcja ciągła \(\displaystyle{ f:\RR \rightarrow \RR}\) jest wyznaczona przez swoje obcięcie do zbioru liczb wymiernych :?: Rozumiem proces odwrotny- nawet każda funkcja \(\displaystyle{ f: X \rightarrow Y,}\) oraz podzbiór \(\displaystyle{ A \subset X}\) wyznacza funkcję obciętą \(\displaystyle{ f _{|A}: A \rightarrow Y }\) (tzn. jest to dokładnie jedna, dobrze określona funkcja), ale co to znaczy to odwrotne sformułowanie :?: Przecież jak mamy funkcję ciągłą \(\displaystyle{ f:\RR \rightarrow \RR,}\) to możemy ją obciąć do zbioru \(\displaystyle{ \QQ}\), ale nie rozumiem jak cokolwiek może wyznaczać funkcję \(\displaystyle{ f}\)- przecież ona jest z założenia dana, więc co może ją tutaj wyznaczać :?: Można jaśniej?? Jestem logik.
Awatar użytkownika
Hir
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 84
Rejestracja: 7 mar 2024, o 21:07
Płeć: Kobieta
wiek: 29
Podziękował: 30 razy
Pomógł: 36 razy

Re: Teoria mocy zbiorów

Post autor: Hir »

Ośrodek to taki podzbiór przestrzeni topologicznej, który ma niepusty przekrój z każdym otwartym (niepustym) jej podzbiorem.

Zaczynając od funkcji ciągłej \(\displaystyle{ f \colon \mathbb Q \to \mathbb R}\) (przy czym na zbiorze liczb wymiernych mamy topologię podprzestrzeni) możesz zdefiniować jej przedłużenie \(\displaystyle{ f \colon \mathbb R \to \mathbb R}\) wzorem

\(\displaystyle{ f(x) = \lim_{n \to \infty} f(x_n)}\),

gdzie \(\displaystyle{ x_n}\) jest dowolnym ciągiem zbieżnym do \(\displaystyle{ x}\). To przedłużenie jest jedyną ciągłą funkcją, która obcięta jeszcze raz do zbioru liczb wymiernych da nam wyjściową.
a4karo
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 22487
Rejestracja: 15 maja 2011, o 20:55
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: Bydgoszcz
Podziękował: 44 razy
Pomógł: 3858 razy

Re: Teoria mocy zbiorów

Post autor: a4karo »

Jakub Gurak pisze: 19 mar 2024, o 15:02 Jestem logik.
Nie jesteś logik. Jesteś niedouczonym magistrem matematyki.
Awatar użytkownika
timon92
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 1676
Rejestracja: 6 paź 2008, o 16:47
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: Katowice
Podziękował: 8 razy
Pomógł: 485 razy

Re: Teoria mocy zbiorów

Post autor: timon92 »

Hir pisze: 19 mar 2024, o 15:44 Ośrodek to taki podzbiór przestrzeni topologicznej, który ma niepusty przekrój z każdym otwartym (niepustym) jej podzbiorem.

Zaczynając od funkcji ciągłej \(\displaystyle{ f \colon \mathbb Q \to \mathbb R}\) (przy czym na zbiorze liczb wymiernych mamy topologię podprzestrzeni) możesz zdefiniować jej przedłużenie \(\displaystyle{ f \colon \mathbb R \to \mathbb R}\) wzorem

\(\displaystyle{ f(x) = \lim_{n \to \infty} f(x_n)}\),

gdzie \(\displaystyle{ x_n}\) jest dowolnym ciągiem zbieżnym do \(\displaystyle{ x}\). To przedłużenie jest jedyną ciągłą funkcją, która obcięta jeszcze raz do zbioru liczb wymiernych da nam wyjściową.
nie każdą funkcję ciągłą \(f\colon \mathbb Q \to \mathbb R\) można przedłużyć do funkcji \(\tilde f \colon \mathbb R \to \mathbb R\)... ale jeśli się da, to zawsze takim wzorem jaki napisałaś
Jakub Gurak
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 1483
Rejestracja: 20 lip 2012, o 21:19
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: Rzeszów
Podziękował: 77 razy
Pomógł: 87 razy

Re: Teoria mocy zbiorów

Post autor: Jakub Gurak »

W ostatni sobotni wieczór (od godziny 20, a wcześniej też wiele godzin nad tym zadaniem spędziłem (albo raczej na pewnej nierówności, którą można podobno zastosować do sporządzania tablic funkcji sinus, ale mi było to potrzebne do tego ekscytującego zadania), i w ten sobotni wieczór (nie patrzyłem na zegarek, bo to nie ciekawe) skończyłem zadanie, patrzę, a tu 1:25... także w niedziele trochę nie wyspałem się), i udowodniłem, że w kole o średnicy o dowolnej ustalonej długości \(\displaystyle{ n=1,2,3,\ldots}\) można zmieścić co najmniej:
\(\displaystyle{ \frac{3 n^{2}-4n+4 }{4},}\)
(dla dowolnych numerów \(\displaystyle{ n}\) parzystych, bo wtedy ten wzór ma sen, tzn. daje on liczbę naturalną -choć, dla numerów \(\displaystyle{ n}\) nieparzystych, też ilość takich kół można ograniczyć z dołu przez to wyrażenie) kół o średnicy \(\displaystyle{ 1}\), kół o rozłącznych wnętrzach zawartych w tym dużym kole, a dla dowolnych długości naturalnych \(\displaystyle{ n}\) nieparzystych, długości średnicy takiego dużego koła, mamy wtedy co najmniej:
\(\displaystyle{ \frac{3\left( n ^{2}-1\right) }{4}+1=3m\left( m+1\right)+1}\), gdzie \(\displaystyle{ n=2m+1}\),
takich kół o rozłącznych wnętrzach :o .
Przedstawię teraz ekscytujące rozwiązanie tego ciekawego zadania.
Podajmy najpierw pewien Lemat:
Lemat: Jeśli \(\displaystyle{ \alpha}\) i \(\displaystyle{ \beta}\) są miarami kątów, takimi, że: \(\displaystyle{ 0 ^{\circ} < \beta < \alpha <90 ^{\circ},}\) to:
\(\displaystyle{ \frac{\sin \alpha }{\sin \beta }< \frac{ \alpha }{ \beta }.}\)
DOWÓD TEGO FAKTU::    
Przejdźmy do naszego zadania:
Niech \(\displaystyle{ n=1,2,3,\ldots}\) będzie dowolną ustaloną liczbą naturalną, i rozważmy koło o środku w początku układu i o średnicy \(\displaystyle{ n}\). Zliczymy koła o średnicy \(\displaystyle{ 1}\) o rozłącznych wnętrzach zawartych w tym dużym kole.
Jeśli \(\displaystyle{ n}\) jest liczbą nieparzystą, tzn. \(\displaystyle{ n=2m+1}\), gdzie \(\displaystyle{ m \in \NN}\), to umieśćmy koła o średnicy \(\displaystyle{ 1}\) w poniższych pierścieniach kołowych: \(\displaystyle{ \\}\)
Koławkoleośrednicyodugościnieparzystej .jpg
\(\displaystyle{ \\}\) Wtedy odległości środków dwóch takich sąsiednich kół w danym pierścieniu kołowym są równe \(\displaystyle{ 1}\) lub (jeśli w danym pierścieniu kołowym zostanie jeszcze wolne miejsce, i gdy jeszcze jedno koło więcej już nie zmieści się, to wtedy taka odległość może być 'ciut' większa), w każdym bądź razie, taka odległość jest większa lub równa od \(\displaystyle{ 1}\). Ze wzoru (który mogę łatwo wyprowadzić), jeśli \(\displaystyle{ R_k=1,2,\ldots,m}\) oznacza długości kolejnych promieni takich pierścieni (mierzone od środka całego koła do okręgu będącą osią symetrii takiego pierścienia), a \(\displaystyle{ a_k}\) oznacza długość boku wielokąta foremnego wpisanego w ten okrąg będący osią symetrii takiego pierścienia, a \(\displaystyle{ x_k}\) oznacza ilość boków takiego wielokąta, wtedy otrzymujemy:
\(\displaystyle{ a_k=2R_k \sin\left( \frac{ \pi }{x_k} \right),}\)
a zatem:
\(\displaystyle{ 2R_k \sin \left( \frac{\pi}{ x_k} \right) \ge 1,}\)
i ponieważ \(\displaystyle{ R_k>0}\), to:
\(\displaystyle{ \sin \left( \frac{\pi}{ x_k}\right) \ge \frac{1}{2R_k}.}\)
Dla \(\displaystyle{ R_k=k \in \left\{ 2,\ldots, m\right\}}\) weźmy \(\displaystyle{ x_k=6k}\), i sprawdźmy czy spełniony jest nasz warunek mówiący, że:
\(\displaystyle{ \sin \left( \frac{\pi}{ 6k} \right) \ge \frac{1}{2k}.}\) (Dla \(\displaystyle{ R_k=1}\), mamy oczywiście: \(\displaystyle{ \sin \left( \frac{ \pi }{6} \right)= \frac{1}{2} \ge \frac{1}{2}= \frac{1}{2R_k})}\); zaś dla \(\displaystyle{ m\ge R_k \ge 2}\), mamy, na mocy naszego Lematu:
\(\displaystyle{ \sin \left( \frac{\pi}{6k} \right) > \sin \left( \frac{\pi }{6} \right) \left[ \frac{ \pi /6k}{ \pi /6} \right] = \frac{1}{2k}.}\)
A zatem dla \(\displaystyle{ k=1,2,\ldots,m}\) mamy \(\displaystyle{ 6k}\) takich kół, a dla \(\displaystyle{ R=0}\) mamy oczywiście jedno takie koło. A zatem łącznie możemy zmieścić:
\(\displaystyle{ 1+6+12+18+\ldots +6m=1+6\left[ 1+2+\ldots+m\right]= \frac{6m\left( m+1\right) }{2}+1= 3m\left( m+1\right)+1,}\)
i ponieważ \(\displaystyle{ n=2m+1}\), to (ze wzoru skróconego mnożenia na różnicę kwadratów) otr\(\displaystyle{ }\)zymujemy:
\(\displaystyle{ \frac{3\left( n^2-1\right) }{4}+1}\), takich kół o średnicy \(\displaystyle{ 1}\) o rozłącznych wnętrzach (bo te koła, w danym pierścieniu, są ze sobą styczne, a dwa różne pierścienie też mają rozłączne wnętrza, więc przylegające koła również) zawartych w tym dużym kole o średnicy \(\displaystyle{ n}\) (\(\displaystyle{ n}\) jest nieparzyste). 8-)
Jednak, w przypadku gdy \(\displaystyle{ n}\) jest parzyste, to teraz widzę, że zapowiedziany wynik będę musiał poprawić, bo (nie wiem czemu) rozważałem tutaj tylko ćwiartki takich pierścieni kołowych; i obawiam się, że jeżeli w danej ćwiartce takiego pierścienia kołowego braknie nam miejsca dla kolejnego kola, to w całym pierścieniu kołowym może nam zabraknąć miejsca nawet dla \(\displaystyle{ 3=4-1}\) takich kół, i sumując to po \(\displaystyle{ k=1,2,\ldots, m-1,}\) gdzie \(\displaystyle{ n=2m,}\) to może nam zabraknąć miejsca nawet dla do \(\displaystyle{ 3m-3}\) takich kół- jest to stosunkowo dużo (wiem, nie dla miłośników nieskończoności, ale przecież to też nie jest liczba stała- ze wzrostem numeru \(\displaystyle{ n}\) ta wielkość będzie niestety rosnąć); i trzeba będzie oszacować o ile może wzrosnąć, lub, co na jedno wychodzi, o ile więcej, niż zaproponowałem, możemy umieścić takich kół o rozłącznych wnętrzach- będzie można popracować nad tym.

Zauważmy teraz jeszcze, że w trójkącie równobocznym o boku \(\displaystyle{ n-1,2,3\ldots}\) (\(\displaystyle{ n}\) jest dowolne, ustalone) można zmieścić \(\displaystyle{ n ^{2}}\) trójkątów równobocznych o boku \(\displaystyle{ 1}\) i o rozłącznych wnętrzach zawartych w tym dużym trójkącie- wystarczy układać obok siebie takie trójkąty równoboczne o boku \(\displaystyle{ 1}\) (patrz na poniższą ilustrację: \(\displaystyle{ \\}\)
Trójkątyrównoboczneoboku1wdużymtrójkącierównobocznym.jpg
\(\displaystyle{ \\}\)układamy te trójkąty od dolnej podstawy, wzdłuż zaznaczonych poziomych pasów), a zatem ich ilość będzie równa:
\(\displaystyle{ \left[ n+\left( n-1\right) \right]+ \left[\left( n-1\right) + \left( n-2\right) \right]+\ldots+1= \left( 2n-1\right) + \left( 2n-3\right)+\ldots+1= 1+3+5+\ldots +\left( 2n-1\right)= \sum_{i=1}^{n} \left( 2i-1\right) =\\ =\left( \sum_{i=1}^{n} 2i \right) -n= 2 \cdot \left( \sum_{i=1}^{n} i\right)-n= 2 \cdot \left( \frac{n \cdot \left( n+1\right) }{2} \right) -n= n \cdot \left( n+1\right)-n= n \cdot n=n ^{2};}\)

-jest to ilość trójkątów równobocznych o boku \(\displaystyle{ 1}\) zawartych w naszym dużym trójkącie równobocznym o boku \(\displaystyle{ n}\), trójkątów o rozłącznych wnętrzach.\(\displaystyle{ \square}\)

Na koniec dodajmy taki ciekawy fakt, że jeśli mamy dowolną macierz liczb rzeczywistych, to jeśli pomnożymy ją przez zero, to otrzymamy macierz zerową, tzn. macierz złożoną z samych zer.
Tzn., dla wyrazów macierzy \(\displaystyle{ a_{i,j} \in \RR}\), mamy wtedy:
\(\displaystyle{ \left[\begin{array}{cccc}a _{1,1} & a _{1,2} &\ldots &a _{1,n}\\ a _{2,1} & a _{2,2} & \ldots & a _{2,n} \\ \vdots &\ddots & & \vdots \\ a _{m,1} & a _{m,2} & \ldots & a _{m,n} \end{array}\right] \cdot 0= \left[\begin{array}{cccc} 0&0&\ldots &0 \\0 & 0& \ldots &0\\ \vdots & \ddots& & \vdots \\ 0&0 & \ldots & 0\end{array}\right];}\)
gdyż \(\displaystyle{ a_{i,j} \cdot 0=0}\). 8-)
Jakub Gurak
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 1483
Rejestracja: 20 lip 2012, o 21:19
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: Rzeszów
Podziękował: 77 razy
Pomógł: 87 razy

Re: Teoria mocy zbiorów

Post autor: Jakub Gurak »

Jakub Gurak pisze: otrzymujemy:
\(\displaystyle{ \frac{3\left( n^2-1\right) }{4}+1}\), takich kół o średnicy \(\displaystyle{ 1}\) o rozłącznych wnętrzach zawartych w tym dużym kole o średnicy \(\displaystyle{ n}\) (\(\displaystyle{ n}\) jest nieparzyste). 8-
Jednak, w przypadku gdy \(\displaystyle{ n}\) jest parzyste, to teraz widzę, że zapowiedziany wynik będę musiał poprawić bo ... będzie można popracować nad tym.
Jak i będzie można popracować nad wersją tego zadania gdy średnica dużego koła jest dowolnej ustalonej długości większej od \(\displaystyle{ 1}\) (długości niekoniecznie naturalnej- długości rzeczywistej, może to być nawet długość niewymierna), będzie można pomyśleć nad tym. 8-)
Niedawno zbadałem poniższe dwa problemy związane z teorią mocy zbiorów:
Rozważmy dwie liczby naturalne dodatnie: \(\displaystyle{ n}\) i \(\displaystyle{ m}\). Rozważmy iloczyn \(\displaystyle{ n \cdot m}\) (weźmy dla przykładu \(\displaystyle{ m=3}\)), i rozważmy skończony zbiór liniowo uporządkowany \(\displaystyle{ X=\left\{ \ 1,2,3, \ 4,5,6, \ 7,8,9, \ \ldots, \ 3n-2, 3n-1, 3n \ \right\} }\) z naturalnym porządkiem, i badałem rozkłady tego zbioru na przedziały trzyelementowe (bo \(\displaystyle{ m=3}\)). Okazuje się o dziwo, że taki rozkład jest dokładnie jeden. :o
Zbadałem też (choć może nie do końca) poniższy problem:
Na ile sposobów dany niepusty zbiór liniowo uporządkowany można przedstawić jako suma porządkowa dwóch niepustych rozłącznych podzbiorów. Przedstawię teraz rozwiązania tych bardzo ciekawych zadań.
Niech \(\displaystyle{ n,m \in \NN _{+} }\), i rozważmy skończony zbiór:
\(\displaystyle{ X:=\left\{ 1,2,3,\ldots, \left( n \cdot m\right) \right\} }\);
z naturalnym porządkiem.
Rozważmy rodzinę rozkładów:
\(\displaystyle{ \mathbb{B}=\left\{ \mathcal{R}: \ \mathcal{R}\hbox{ jest rozkładem zbioru } X \hbox{ i } A \in \mathcal{R} \Longrightarrow \left[ A \hbox{ jest przedziałem i } \left| A\right|= m\right] \right\}. }\)
I pytamy o moc rodziny \(\displaystyle{ \mathbb{B}. }\)
Wykażemy, że taki rozkład jest dokładnie jeden.
Tym rozkładem będzie naturalny rozkład:
\(\displaystyle{ \mathcal{R}=\left\{ mk+1, mk+2, \ldots, mk+m\Bigl| \ \ k=0,1,2,\ldots,n-1 \right\}. }\)
Mogę pokazać, że jest to rodzina zbiorów rozłącznych, tzn. każde dwa różne zbiory tej rodziny są rozłączne, ale to jest intuicyjnie oczywiste (formalnie niestety nie), a pisze z tabletu i źle się piszę, więc może pominę ten dowód (jak ktoś zechcę bardzo, to mogę go potem dopisać), wybaczcie. A zatem \(\displaystyle{ \mathcal {R}}\) jest rozkładem zbioru \(\displaystyle{ X.}\) Ponadto, jeśli \(\displaystyle{ A \in \mathcal{R},}\) to \(\displaystyle{ A}\) jest przedziałem i \(\displaystyle{ \left| A\right|= m, }\) a zatem: \(\displaystyle{ \mathcal{R} \in \mathbb{B}.}\)
Pozostaje pokazać, że jest tylko jeden taki rozkład.
Niech \(\displaystyle{ \mathcal{R} \in \mathbb {B}.}\) Zauważmy, że zbiór \(\displaystyle{ X}\) ma dokładnie \(\displaystyle{ \left( n \cdot m\right) }\) elementów. Popatrzmy więc na zbiór \(\displaystyle{ \left\{ 1,2,3, \ldots,n\right\} \times \left\{ 1,2,3,\ldots, m \right\} }\) z porządkiem leksykograficznym naturalnych porządków na obu osiach. Ponieważ każdy zbiór naszego rozkładu ma dokładnie \(\displaystyle{ m}\) elementów i ten rozkład jest rodziną zbiorów rozłącznych (które to zbiory sumują się do zbioru \(\displaystyle{ X}\)), więc \(\displaystyle{ m+m+\ldots +m=n \cdot m, }\) skąd \(\displaystyle{ \left| \mathcal {R}\right|=n. }\) Ponieważ jednak każdy zbiór tego rozkładu jest przedziałem (na półprostej liczb naturalnych), to nie da się tutaj utworzyć innego takiego rozkładu niż rozkład naturalny, gdyż, w przeciwnym razie, pierwszy taki napotkany numer albo jest on 'ominęty' i wtedy zbiór do którego on należy nie jest przedziałem, albo należy on do zbioru który też nie jest przedziałem. Wobec czego dla naszego naturalnego rozkładu \(\displaystyle{ \mathcal{R}}\) musi być: \(\displaystyle{ \mathbb{B}=\left\{ \mathcal{R}\right\} }\) i \(\displaystyle{ \left| \mathbb {B}\right|=1.\square }\)
Przejdźmy do naszego drugiego zadania:
Niech \(\displaystyle{ \left( X, \le \right) }\) będzie niepustym zbiorem liniowo uporządkowanym.
Rozważmy rodzinę \(\displaystyle{ \mathbb {B}}\):
\(\displaystyle{ \mathbb{B}=\left\{ \left( X _{1}, X _{2} \right) \in P\left( X\right) \times P\left( X\right)\Bigl| \ X _{1}, X _{2} \neq \left\{ \right\}, X _{1} \cap X _{2}=\left\{ \right\} \hbox{ i } X _{1}\oplus X _{2}=X\right\}. }\)
Jest to rodzina par podzbiorów zbioru \(\displaystyle{ X}\) (rozłącznych i niepustych), których suma porządkowa daje zbiór liniowo uporządkowany \(\displaystyle{ \left( X, \le \right). }\) I pytamy o moc rodziny \(\displaystyle{ \mathbb {B}}\) - czyli pytamy na ile sposobów zbiór liniowo uporządkowany \(\displaystyle{ \left( X, \le \right) }\) może być przedstawiony jako suma porządkowa dwóch niepustych rozłącznych podzbiorów.
ROZWIĄZANIE:
Niech \(\displaystyle{ \mathbb {A}}\) będzie rodziną wszystkich niepustych i różnych od całego zbioru \(\displaystyle{ X}\) przedziałów początkowych.
Wtedy \(\displaystyle{ \mathbb {A}\sim\mathbb {B}.}\)
Aby to udowodnić definiujemy funkcję \(\displaystyle{ \alpha:\mathbb {B} \rightarrow \mathbb {A},}\) jako:
\(\displaystyle{ \alpha \left( \left( X _{1}, X _{2} \right) \right)=X _{1}. }\)
Wtedy \(\displaystyle{ X _{1}\oplus X _{2}= X, }\) a zatem zbiór \(\displaystyle{ X _{1} }\) jest przedziałem początkowym w \(\displaystyle{ \left( X, \le \right). }\) Wtedy zbiór \(\displaystyle{ X _{1} }\) jest niepusty i jest różny od całego zbioru \(\displaystyle{ X,}\) bo gdyby byłoby \(\displaystyle{ X _{1}= X,}\) to \(\displaystyle{ X _{2}= X'=\left\{ \right\}}\)- sprzeczność. Wobec czego \(\displaystyle{ X _{1} \neq X, }\) a zatem \(\displaystyle{ X _{1} \in \mathbb {A},}\) i funkcja \(\displaystyle{ \alpha }\) jest dobrze określona.
Łatwo jest pokazać, że funkcja \(\displaystyle{ \alpha}\) jest różnowartościowa.
Wykażemy, że funkcja \(\displaystyle{ \alpha}\) jest funkcją 'na' rodzinę \(\displaystyle{ \mathbb{A}.}\)
W tym celu:
Niech \(\displaystyle{ A \in \mathbb{A}}\). Wtedy \(\displaystyle{ A}\) jest niepustym i różnym od całego \(\displaystyle{ X}\) przedziałem początkowym w \(\displaystyle{ \left( X, \le\right).}\) Niech \(\displaystyle{ B=A'=X \setminus A}\). Wtedy \(\displaystyle{ B \neq X,\left\{ \right\}.}\) Z własności przekrojów Dedekinda otrzymujemy, że para zbiorów \(\displaystyle{ \left( A,B\right)}\) tworzy przekrój Dedekinda, więc (mamy \(\displaystyle{ A \cup B=X}\) oraz zbiory \(\displaystyle{ A}\) i \(\displaystyle{ B}\) są rozłączne), więc \(\displaystyle{ A\oplus B=X.}\) A zatem otrzymujemy, że \(\displaystyle{ \left( A,B\right) \in \mathbb{B}}\), i wtedy \(\displaystyle{ \alpha \left( \left( A,B\right) \right)=A}\), a więc zbiór \(\displaystyle{ A}\) jest wartością funkcji \(\displaystyle{ \alpha}\). Z dowolności wyboru zbioru \(\displaystyle{ A}\) otrzymujemy, że funkcja \(\displaystyle{ \alpha}\) jest funkcją 'na'.
A zatem \(\displaystyle{ \mathbb{B}\sim \mathbb{A}.}\)
A zatem, tych naszych sposobów przedstawienia zbioru \(\displaystyle{ X}\) w postaci sumy porządkowej jest tyle, ile jest w nim niepustych i różnych od całego zbioru \(\displaystyle{ X}\) przedziałów początkowych. Zauważmy teraz, że wszystkich przedziałów początkowych w \(\displaystyle{ X}\) jest co najmniej tyle, ile jest elementów \(\displaystyle{ X}\), bowiem, jeśli \(\displaystyle{ \mathbb{A}'}\) jest rodziną wszystkich przedziałów początkowych w \(\displaystyle{ X}\), to możemy zdefiniować funkcję \(\displaystyle{ f:X \rightarrow \mathbb{A}',}\) jako:
\(\displaystyle{ f\left( x\right)= \overline{O\left( x\right) }:= \left\{ y \in X: y \le x\right\} .}\)
Wtedy \(\displaystyle{ \overline{O\left( x\right) }}\) jest przedziałem początkowym, i:
Jeśli \(\displaystyle{ f\left( x_1\right)= f\left( x_2\right)}\), to \(\displaystyle{ \overline{O\left( x_1\right) } = \overline{O\left( x_2\right) }}\), więc również, dla elementów największych tych zbiorów, otrzymamy:
\(\displaystyle{ x_1=\max \overline{O\left( x_1\right) }= \max\overline{O\left( x_2\right) }=x_2,}\)
i funkcja \(\displaystyle{ f}\) jest różnowartościowa. A zatem: \(\displaystyle{ \left| \mathbb{A}'\right| \ge \left| X\right|}\).
Jeśli zbiór \(\displaystyle{ X}\) jest skończony i ma \(\displaystyle{ n \ge 1}\) elementów: \(\displaystyle{ X=\left\{ x_1, x_2,\ldots, x_n\right\}}\), to \(\displaystyle{ \mathbb{A}' \sim \left( n+1\right)}\) , a zatem \(\displaystyle{ \mathbb{B}\sim \mathbb{A}\sim n-1}\) (w szczególności, dla \(\displaystyle{ n=1}\) otrzymujemy \(\displaystyle{ 0=1-1}\) takich sposobów, gdyż zbioru jednoelementowego nie da rady rozszarpać na dwa niepuste rozłączne podzbiory, dla \(\displaystyle{ n=2}\) mamy tutaj tylko \(\displaystyle{ 1=2-1}\) takich sposobów: pierwszym takim zbiorem pary musi być zbiór jednopunktowy złożony z lewego końca, a drugim zbiorem pary musi być zbiór jednopunktowy złożony z drugiego końca).
Jeśli zbiór \(\displaystyle{ X}\) jest nieskończony, to ponieważ \(\displaystyle{ \left| \mathbb{A}'\right| \ge \left| X\right|}\), to rodzina \(\displaystyle{ \mathbb{A}'}\) jest również nieskończona, a wtedy:
\(\displaystyle{ \mathbb{B}\sim \mathbb{A} = \mathbb{A}' \setminus \left\{ \emptyset, X\right\}\sim \left| \mathbb{A}'\right| \ge \left| X\right|}\), czyli \(\displaystyle{ \left| \mathbb{B}\right| \ge \left| X\right|.}\)
Ponieważ \(\displaystyle{ \left| \mathbb{B}\right|= \left| \mathbb{A}'\right|}\), i ponieważ dla rodziny \(\displaystyle{ \mathbb{D}}\) wszystkich przedziałów w \(\displaystyle{ \left( X, \le \right)}\), mamy: \(\displaystyle{ \left| \mathbb{A}'\right| \le \left| \mathbb{D}\right|}\) (bo każdy przedział początkowy jest przedziałem), więc: \(\displaystyle{ \left| \mathbb{B}\right| \le \left| \mathbb{D}\right|.}\) A często ( np. w dowolnym zbiorze typu \(\displaystyle{ \left( \ZZ, \le \right) }\), w zbiorze dobrze uporządkowanym, w zbiorze ciągłym, w porządku odwrotnym do dobrego), wtedy wszystkich przedziałów jest tyle, ile jest elementów zbioru \(\displaystyle{ X}\), tzn.: \(\displaystyle{ \mathbb{D}\sim X}\). A wtedy \(\displaystyle{ \left| \mathbb{B}\right| \le \left| X\right|}\), i na mocy twierdzenia Cantora-Bernsteina mamy wtedy: \(\displaystyle{ \mathbb{B}\sim X.}\)
W ogólności, jeśli \(\displaystyle{ X}\) jest nieskończony, to doszedłem tylko do tego (oraz do powyższego wniosku), że: \(\displaystyle{ \left| \mathbb{B}\right| \ge \left| X\right|}\).
Jednak rodzina \(\displaystyle{ \mathbb{B}}\) może być istotnie liczniejsza niż zbiór \(\displaystyle{ X}\):
Np. w zbiorze \(\displaystyle{ \left( \QQ, \le \right)}\) wtedy wszystkich przedziałów początkowych jest więcej niż liczb wymiernych, bo dla dowolnej ustalonej liczby niewymiernej możemy rozważyć zbiór wszystkich liczb mniejszych od niej (liczb wymiernych). Ponieważ zbiór liczb niewymiernych jest liczniejszy niż zbiór liczb wymiernych, to: \(\displaystyle{ \mathbb{A}'\sim \RR \setminus \QQ\sim \RR}\). A zatem \(\displaystyle{ \mathbb{B}\sim \mathbb{A}= \mathbb{A}' \setminus \left\{ \emptyset, X\right\} \sim \RR}\), a więc \(\displaystyle{ \left| \mathbb{B}\right| = \left| \RR\right|>\left| \QQ\right|=\left| \NN\right|.}\)
Na koniec chciałbym zrobić użytek z książki "Zarys logiki matematycznej" Andrzeja Grzegorczyka (nie planuje już więcej szukać książek, artykułów... z Logiki matematycznej- zgłębianie czystych formalizmów mnie nie pociąga), ale chciałbym podzielić się z Wami definicją dodawania i mnożenia liczb całkowitych. Liczby całkowite dodatnie będziemy oznaczać jako \(\displaystyle{ \left( +,k\right) }\), gdzie \(\displaystyle{ k \in \NN _{+}, }\) liczby całkowite ujemne przez \(\displaystyle{ \left(-,k\right), }\) gdzie \(\displaystyle{ k \in \NN _{+}, }\) a zero w liczbach całkowitych będziemy oznaczać przez \(\displaystyle{ \textbf{0}}\). Dodawanie liczb całkowitych definiujemy w poniższy sposób (piszemy + grubo, bo formalnie to jest inne dodawanie niż dodawanie liczb naturalnych (bo bardziej ogólne); podobnie dla mnożenia- jego znak będziemy oznaczać przez: \(\displaystyle{ \bullet}\)). Oto jest definicja takiego dodawania:

\(\displaystyle{ \left( +, n\right)}\)+ \(\displaystyle{ \left( +,m\right)= \left( +,n+m\right); }\)
\(\displaystyle{ \left( +,n\right)}\)+ \(\displaystyle{ \left( -,m\right)= \begin{cases} \left( +, n-m \right), \hbox{ gdy } n>m; \\ \textbf{0}, \hbox{ gdy } n=m; \\ \left( -,m-n\right), \hbox { gdy } m>n. \end{cases}; }\)
\(\displaystyle{ \left( -,n\right)}\) + \(\displaystyle{ \left( +,m\right)=\left( +,m\right)}\)+\(\displaystyle{ \left( -,n\right);}\)
\(\displaystyle{ \left( -,n\right)}\) + \(\displaystyle{ \left( -,m\right) =\left( -, n+ m\right); }\)
\(\displaystyle{ \left( +,n\right) }\) + \(\displaystyle{ \textbf{0}=\textbf{0}}\) + \(\displaystyle{ \left( +, n\right)=\left( +,n\right); }\)
\(\displaystyle{ \left( -,n\right)}\) + \(\displaystyle{ \textbf{0}=\textbf{0}}\) + \(\displaystyle{ \left( -, n\right)=\left( -,n\right);}\)
\(\displaystyle{ \textbf{0} }\) + \(\displaystyle{ \textbf{0}=\textbf{0}.}\)

W ten sposób takie dodawanie zostało zdefiniowane dla dowolnych dwóch liczb całkowitych.
Definicja mnożenia jest prostsza:
1): Jeśli \(\displaystyle{ m \in \ZZ,}\) to \(\displaystyle{ m \bullet \textbf{0} = \textbf{0} \bullet m = \textbf{0}. }\)
2): \(\displaystyle{ \left( +, n\right)\bullet \left( +,m\right) = \left( +, n \cdot m\right)=\left( -,n\right)\bullet \left( -, m\right).}\)
3): \(\displaystyle{ \left( -,n\right)\bullet \left( +,m\right) =\left( -, n \cdot m\right)= \left( +, n\right)\bullet \left( -,m\right).}\)
I w ten sposób zdefiniowaliśmy mnożenie dla dowolnych dwóch liczb całkowitych. 8-)
ODPOWIEDZ