ŁAM KONWENCJĘ!
-
ONA
- Użytkownik

- Posty: 30
- Rejestracja: 11 cze 2005, o 14:27
- Płeć: Kobieta
- Lokalizacja: Rzeszów
- Podziękował: 1 raz
ŁAM KONWENCJĘ!
Rany boskie! Zdałam sobie sprawę jakie moje lekcje matematyki w szkole są...
NUDNE!!!!
Nuuuda..! :x Wielka nuda...Robię na nich właściwie, co chcę. Przynoszę własne podręczniki do matmy, na wyższym niz moje poziomie. Nudzi mnie taka matematyka, jaką mamy w szkole, choć wiem, że program nie może być inny, bo nie każdy fascynuje się tym przedmiotem. W każdym razie, moja "cudowna" nauczycielka uważa, że nic nie rozumiem z matmy, a kiedy usiłuję jej zadać jakieś poważniejsze pytanie zbywa mnie ogólnikami. Nie przejmuję sie ocenami z matmy, ale moja psychika na tym cierpi... :x Co mogę zrobić, żeby WRESZCIE zaczęła traktować mnie poważnie Bardzo mi to przeszkadza, bo przez nią mam wrażenie, że faktycznie nic nie rozumiem . Na przykład ostatnio na konkursie, kiedy ona była w sali napisałam, że 250*2=1000. Kiedy uczyła mnie każda inna nauczycielka, nie było aż tak źle ...
NUDNE!!!!
Nuuuda..! :x Wielka nuda...Robię na nich właściwie, co chcę. Przynoszę własne podręczniki do matmy, na wyższym niz moje poziomie. Nudzi mnie taka matematyka, jaką mamy w szkole, choć wiem, że program nie może być inny, bo nie każdy fascynuje się tym przedmiotem. W każdym razie, moja "cudowna" nauczycielka uważa, że nic nie rozumiem z matmy, a kiedy usiłuję jej zadać jakieś poważniejsze pytanie zbywa mnie ogólnikami. Nie przejmuję sie ocenami z matmy, ale moja psychika na tym cierpi... :x Co mogę zrobić, żeby WRESZCIE zaczęła traktować mnie poważnie Bardzo mi to przeszkadza, bo przez nią mam wrażenie, że faktycznie nic nie rozumiem . Na przykład ostatnio na konkursie, kiedy ona była w sali napisałam, że 250*2=1000. Kiedy uczyła mnie każda inna nauczycielka, nie było aż tak źle ...
-
tarnoś
- Użytkownik

- Posty: 315
- Rejestracja: 31 gru 2004, o 15:07
- Płeć: Mężczyzna
- Lokalizacja: Lublin
- Podziękował: 2 razy
- Pomógł: 29 razy
ŁAM KONWENCJĘ!
Wiesz po 3 latach nauki w liceum, z matematykiem którego mogę jedynie określić niecenzuralnie (więc się powstrzymam) nauczyłem się jednego.... Lej na oceny i na nauczycieli. Ważne jest tylko żeby przechodzić z kasy do klasy a potem na maturce i tak nie jest ważne jakie oceny miałaś tylko co umiesz.
A głupie błędy zdarzają się każdemu i na każdym poziomie nauki, więc sie nie przejmuj.
A głupie błędy zdarzają się każdemu i na każdym poziomie nauki, więc sie nie przejmuj.
- dem
- Użytkownik

- Posty: 518
- Rejestracja: 5 sty 2005, o 21:02
- Płeć: Mężczyzna
- Lokalizacja: Rzeszów
- Pomógł: 17 razy
ŁAM KONWENCJĘ!
Podstawy są zajebiście ważne tarnoś większość nie lubi matmy bo nie ma dobrych podstaw i gubi się w trywialnych obliczeniach, co innego stres na konkursie ale to swoja drogą...ONA które LO?
-
tarnoś
- Użytkownik

- Posty: 315
- Rejestracja: 31 gru 2004, o 15:07
- Płeć: Mężczyzna
- Lokalizacja: Lublin
- Podziękował: 2 razy
- Pomógł: 29 razy
ŁAM KONWENCJĘ!
Co to znaczy podstawy
Jeśli twoim zdaniem dzięki podstawom unikniesz "głupich" błędów to gratuluje, bo mi sie one zdarzały i zdarzają (oczywiście coraz rzadziej ale to już zasługa "praktyki").
Jeśli chodzi o naukę na lekcjach.... Powiedz to mojemu na szczęście byłemu matematykowi. On potrafił stracić całą lekcje na jakiejś głupocie (oczywiście nie potrzebnej do matury czy do czegokolwiek), a o rzeczach ważnych i podstawowych mówił baardzo skrótowo i osoby słabsze nic nie rozumiały. Dlatego w takim przypadku jeśli ktoś ma dużo samozaparcia to samodzielna nauka wyjdzie mu na dobre.
Poza tym często kupe tracimy przez resztę klasy. U mnie często mieliśmy średnią "1 zadanie na 1 lekcje" (i to nie jakieś masakryczne zadanie). Bo do tablicy szła osoba słaba a nauczycielowi mało zależało na czasie. Więc wiem co to nudy na lekcjach i robienie "własnych" zadań.
Jeśli twoim zdaniem dzięki podstawom unikniesz "głupich" błędów to gratuluje, bo mi sie one zdarzały i zdarzają (oczywiście coraz rzadziej ale to już zasługa "praktyki").
Jeśli chodzi o naukę na lekcjach.... Powiedz to mojemu na szczęście byłemu matematykowi. On potrafił stracić całą lekcje na jakiejś głupocie (oczywiście nie potrzebnej do matury czy do czegokolwiek), a o rzeczach ważnych i podstawowych mówił baardzo skrótowo i osoby słabsze nic nie rozumiały. Dlatego w takim przypadku jeśli ktoś ma dużo samozaparcia to samodzielna nauka wyjdzie mu na dobre.
Poza tym często kupe tracimy przez resztę klasy. U mnie często mieliśmy średnią "1 zadanie na 1 lekcje" (i to nie jakieś masakryczne zadanie). Bo do tablicy szła osoba słaba a nauczycielowi mało zależało na czasie. Więc wiem co to nudy na lekcjach i robienie "własnych" zadań.
- dem
- Użytkownik

- Posty: 518
- Rejestracja: 5 sty 2005, o 21:02
- Płeć: Mężczyzna
- Lokalizacja: Rzeszów
- Pomógł: 17 razy
ŁAM KONWENCJĘ!
tarnoś
podstawy=wprawa w liczeniu bo większość błędów jest popełniana właśnie przez rachunki.
pozdrawiam.
podstawy=wprawa w liczeniu bo większość błędów jest popełniana właśnie przez rachunki.
pozdrawiam.
- black_ozzy
- Użytkownik

- Posty: 132
- Rejestracja: 23 cze 2005, o 18:43
- Płeć: Mężczyzna
- Lokalizacja: Bielsko-Biała
- Podziękował: 16 razy
- Pomógł: 2 razy
ŁAM KONWENCJĘ!
Ja myśle, że nawet największa wprawa w robieniu zadań wszelakich nie uchroni nas od błędów. Bo jeżeli bedziemy bardzo dobrzy w jakiejś dziedzinie (nie tylko matematycznej) to może nas zgubić pewność siebie - ja tak często mam tobie coś mysle, że dobrze, wręcz jestem tego pewien, ale tu z rozpędu nie dam minusa i wszystko mam źle... Tak czasem bywa.
A co do nauczycieli... hmmm... ja w technikum 5-cio leynim miałem ich 3, z czego ostatnia nauczycielka (tylko 5 klasa maturalna) miała nas głeboko w d***e, mówiła że nas i tak nie nauczy matematyki wiec nie bedzie tracić energi... No ale to już jest sprawa indiwidualna każdego nauczyciela. Są przecież nauczyciela z powołania, którzy żyją dla nas, i nam pomagają.
Pozdrawaim
A co do nauczycieli... hmmm... ja w technikum 5-cio leynim miałem ich 3, z czego ostatnia nauczycielka (tylko 5 klasa maturalna) miała nas głeboko w d***e, mówiła że nas i tak nie nauczy matematyki wiec nie bedzie tracić energi... No ale to już jest sprawa indiwidualna każdego nauczyciela. Są przecież nauczyciela z powołania, którzy żyją dla nas, i nam pomagają.
Pozdrawaim
-
tarnoś
- Użytkownik

- Posty: 315
- Rejestracja: 31 gru 2004, o 15:07
- Płeć: Mężczyzna
- Lokalizacja: Lublin
- Podziękował: 2 razy
- Pomógł: 29 razy
ŁAM KONWENCJĘ!
dem, nie chce się kłócić i prowadzić bezsensownej dyskusji ale podstawy to dla mnie coś innego niż wprawa w liczeniu.
Podstawy to znajomość tabliczki mnożenia, kolejności wykonywania działań, podstawy logiki itd. I mimo znajomości tego większość ludzi często w zadaniach się myli. I tu dochodzi nam praktyka, wprawa. Ja to tak rozumiem i jak napisałem wyżej nie ma sensu się o to spierać.
Podstawy to znajomość tabliczki mnożenia, kolejności wykonywania działań, podstawy logiki itd. I mimo znajomości tego większość ludzi często w zadaniach się myli. I tu dochodzi nam praktyka, wprawa. Ja to tak rozumiem i jak napisałem wyżej nie ma sensu się o to spierać.
- Zlodiej
- Użytkownik

- Posty: 1627
- Rejestracja: 28 cze 2004, o 12:24
- Płeć: Mężczyzna
- Lokalizacja: Kraków
- Podziękował: 2 razy
- Pomógł: 108 razy
ŁAM KONWENCJĘ!
ONA,
No masz pecha poniekąd ... W gimnazjum miałem nauczycielke, co próbowała mi pomóc i przygotowywała mnie do różnego rodzaju konkursów, ale jak dostałem się do LO, do jednego z najlepszych w mieście matematyków to zrozumiałem, że nauczycielka nie pomogła mi za bardzo jeśli chodzi o wiedze, natomiast napełniła mnie pasją do matematyki (oczywiscie znacznie innej niż potem miałem).
dem, ONA,
Szczerze mówiąc to praktyka mało ma do popełniania banalnych błędów obliczeniowych ... Przez 3 lata (pomijam oczywiście czas przed LO , ale tam też nie próżnowałem) naprawdę sporo zadanek przerobiłem i tych szkolnych i tych poza szkolnych. (Dajmy na to dziesiątki na forum w tym setki zadanek przeczytanych/przerobinych. Przed maturką przerobiłem książke: Zadania dla osób ubiegających się na UR. - jakieś 1200 + niemal wszystkie zadanka z 1,2,3,4 serii MINI - PW. Nie licząc zadanek z podręczników szkolnych, zadań przygotowujących do olimpiad - Pawłowski, wcześniejsze olimpiady itp itd etc i wogóle ... i napewno niejeden tak miał). No i pomimo tego nauczyciel się ze mnie czasami nabija jak dostaje 4 z kartkowki, bo np. napisałem \(\displaystyle{ \frac{17}{14}+\frac{9}{14}=\frac{36}{14}}\). I jakoś mi z tym źle nie jest, bo po piersze zawsze miałem 6 na koniec, wiem że dużo umiem wiec takie pomyłki mnie mało obchodzą (na maturze się pilnowałem ;]). No, ale liczenie liczeniem, ale to taka podstawa matematyki jakich wiele. Trudno mi zrozumieć co uwazać za podstawę. Podstawami moga być również aksjomaty matematyki. Jak je znasz i masz głowe to bez problemu dojdziesz do wszystkiego ...
No, ale jak się chce coś osiagnąć to:
- robienie zadanek z różnych poziomów.
- kontakt z innymi ludzmi pasjonujacymi sie matematyką.
- branie udziału w konkursach. Najlepiej w każdym jakim tylko można (uodparnia na stres, ćwiczysz, poznajesz nowych ludzi, poprostu nowe doświadczenia)
Przejmowanie się ocenami to wiesz ... Jak jestes aktywna to nauczyciel patrzy z przymróżeniem oka na tróje i dwóje , bo i tak wie na co Ciebie naprawdę stać, a te słabe oceny to wynik odlotu w coś wyższego ... No chyba, że naprawdę nauczyciel który minał się z powołaniem (dużo takich niestety)...
I to by było na tyle ...
No masz pecha poniekąd ... W gimnazjum miałem nauczycielke, co próbowała mi pomóc i przygotowywała mnie do różnego rodzaju konkursów, ale jak dostałem się do LO, do jednego z najlepszych w mieście matematyków to zrozumiałem, że nauczycielka nie pomogła mi za bardzo jeśli chodzi o wiedze, natomiast napełniła mnie pasją do matematyki (oczywiscie znacznie innej niż potem miałem).
dem, ONA,
Szczerze mówiąc to praktyka mało ma do popełniania banalnych błędów obliczeniowych ... Przez 3 lata (pomijam oczywiście czas przed LO , ale tam też nie próżnowałem) naprawdę sporo zadanek przerobiłem i tych szkolnych i tych poza szkolnych. (Dajmy na to dziesiątki na forum w tym setki zadanek przeczytanych/przerobinych. Przed maturką przerobiłem książke: Zadania dla osób ubiegających się na UR. - jakieś 1200 + niemal wszystkie zadanka z 1,2,3,4 serii MINI - PW. Nie licząc zadanek z podręczników szkolnych, zadań przygotowujących do olimpiad - Pawłowski, wcześniejsze olimpiady itp itd etc i wogóle ... i napewno niejeden tak miał). No i pomimo tego nauczyciel się ze mnie czasami nabija jak dostaje 4 z kartkowki, bo np. napisałem \(\displaystyle{ \frac{17}{14}+\frac{9}{14}=\frac{36}{14}}\). I jakoś mi z tym źle nie jest, bo po piersze zawsze miałem 6 na koniec, wiem że dużo umiem wiec takie pomyłki mnie mało obchodzą (na maturze się pilnowałem ;]). No, ale liczenie liczeniem, ale to taka podstawa matematyki jakich wiele. Trudno mi zrozumieć co uwazać za podstawę. Podstawami moga być również aksjomaty matematyki. Jak je znasz i masz głowe to bez problemu dojdziesz do wszystkiego ...
No, ale jak się chce coś osiagnąć to:
- robienie zadanek z różnych poziomów.
- kontakt z innymi ludzmi pasjonujacymi sie matematyką.
- branie udziału w konkursach. Najlepiej w każdym jakim tylko można (uodparnia na stres, ćwiczysz, poznajesz nowych ludzi, poprostu nowe doświadczenia)
Przejmowanie się ocenami to wiesz ... Jak jestes aktywna to nauczyciel patrzy z przymróżeniem oka na tróje i dwóje , bo i tak wie na co Ciebie naprawdę stać, a te słabe oceny to wynik odlotu w coś wyższego ... No chyba, że naprawdę nauczyciel który minał się z powołaniem (dużo takich niestety)...
I to by było na tyle ...
-
ONA
- Użytkownik

- Posty: 30
- Rejestracja: 11 cze 2005, o 14:27
- Płeć: Kobieta
- Lokalizacja: Rzeszów
- Podziękował: 1 raz
ŁAM KONWENCJĘ!
Wow...jestem pod wrażeniem takiej pięknej ( ) definicji...powiedziałeś "wynik odlotu w coś wyższego". Nigdy bym na to nie wpadła. A poza tym, to zastanawiałam się przez chwilę i doszłam do wniosku, że to przecież nie mój problem, tylko jej...tak! Nauczycielki, która już nigdy nie poprowadzi poważnych badań matematycznych, i która już zawsze będzie męczyć się ze swoją niechęcią do nas i do tych z przyszłości.
A szczerze mówiąc...ja przecież też nie mogłabym być nauczycielką Nie mogłabym znieść myśli, że moi uczniowie mogliby być lepsi ode mnie . Wyróżniałabym tylko niektórych. Tych najbardziej zamkniętych w sobie, wyizolowanych, lub po prostu... samotnych. Ale żeby uczyć nawet takich musiałabym mieć wielkie osiągnięcia. Wtedy na 100 procent robiłabym to z pasją...bo wiedziałabym, że nikt nie mógłby już odebrać mi tego, kim byłabym wtedy...
Niesamowity egoizm i egocentryzm... JA WIEM, ale taki właśnie (niestety) mam sposób, żeby się wyróżnić, żeby stać się kimś.
A szczerze mówiąc...ja przecież też nie mogłabym być nauczycielką Nie mogłabym znieść myśli, że moi uczniowie mogliby być lepsi ode mnie . Wyróżniałabym tylko niektórych. Tych najbardziej zamkniętych w sobie, wyizolowanych, lub po prostu... samotnych. Ale żeby uczyć nawet takich musiałabym mieć wielkie osiągnięcia. Wtedy na 100 procent robiłabym to z pasją...bo wiedziałabym, że nikt nie mógłby już odebrać mi tego, kim byłabym wtedy...
Niesamowity egoizm i egocentryzm... JA WIEM, ale taki właśnie (niestety) mam sposób, żeby się wyróżnić, żeby stać się kimś.
-
liu
- Użytkownik

- Posty: 1276
- Rejestracja: 10 paź 2004, o 13:30
- Płeć: Mężczyzna
- Lokalizacja: Suchedniów
- Pomógł: 104 razy
ŁAM KONWENCJĘ!
Co do wplywu osiagniec na nauczanie...
Bardzo czesto jest tak, ze umiejetnosc przekazywania wiedzy jest odwrotnie proporcjonalna do ilosci osiagniec i wiedzy posiadanej:)
W pewnym momencie dla czlowieka duzo rzeczy staje sie oczywistych i trywialnych, ktore dla tych co sie ucza wcale nie sa takie banalne. Wtedy naprawde ciezko jest wytlumaczyc, szczegolnie jesli im wiecej mowimy tym ta druga osoba mniej rozumie;)
Bardzo czesto jest tak, ze umiejetnosc przekazywania wiedzy jest odwrotnie proporcjonalna do ilosci osiagniec i wiedzy posiadanej:)
W pewnym momencie dla czlowieka duzo rzeczy staje sie oczywistych i trywialnych, ktore dla tych co sie ucza wcale nie sa takie banalne. Wtedy naprawde ciezko jest wytlumaczyc, szczegolnie jesli im wiecej mowimy tym ta druga osoba mniej rozumie;)
-
Mbach
- Użytkownik

- Posty: 312
- Rejestracja: 3 lis 2004, o 16:13
- Płeć: Mężczyzna
- Lokalizacja: braku inwencji
- Podziękował: 4 razy
- Pomógł: 25 razy
ŁAM KONWENCJĘ!
Dlatego najlepiej uczyć się samemu i z dobrych podręczników. Np. na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że autor mojej przyszłej książki do fizyki nie ma talentu dydaktycznego, a i nauczyciel z mojej przyszłej szkoły też go nei posiada... Co zatem? Studiowanie.
-
Jerzoo108
- Użytkownik

- Posty: 6
- Rejestracja: 20 cze 2006, o 19:42
- Płeć: Mężczyzna
- Lokalizacja: Warszawa
- Podziękował: 1 raz
ŁAM KONWENCJĘ!
Mnie się wydaje, że to nie do końca jest tak, że winą można obarczyć w 100% nauczyciela.
Nauczyciel też człowiek - i jak mówią nasi sąsiedzi z południa - "nikto ne jest neomylni".
Pewnie większość z Was nigdy nie splamiła się pracą. Praca w jednym miejscu po pięciu latach jest rutyną. Natomiast rutyna zabija wszystkie przejawy kreatywności. Kreatywność zaś jest wspierana przez PIENIĄDZ a nauczyciele nie zarabiają za dużo.
Podam przykład Finlandii - to kraj, w którym edukacja stoi na najwyższym poziomie. Tam nauczyciel to nie jest pacjent typu "odwal swojie i weź kasiorę". Tam zostać nauczycielem może tylko człowiek o bardzo wysokich kwalifikacjach. Za te kwalifikacje otrzymuje sporo forsy. To właśnie forsa stymuluje tych ludzi do wysiłku intelektualnego i zwiększa szanse uczniów na dobre wykształecenie. Finowie już dawno zrozumieli, że to jest przyszłość. Edukacja na najwyższym możliwym poziomie.
Możecie mi bredzić, że pieniądze to nie wszystko. Niestety w takiej rzeczywistości przyszło nam żyć. Pieniądze determinują tak wiele spraw, że nawet filozofom się o tym nie śniło. Tu właśnie jest pies pogrzebany.
ONA spróbuj zainteresować swoją nauczycielkę jakimś kółkiem matematycznym. Być może sięzgodzi i na nowo odkryje czar matematyki. Jeśli na tym polu będzie się spełniała jako pedagog, to może na lekcjach będzie ciekawiej. Wystarczy tylko chcieć. Porozmawiaj z nią.
PS
Właśnie zauważyłem, że temat jest marwy od ponad roku. Jednak napisałem tak dużo, że postanowiłem wcisnąć "Wyślij" :/
Nauczyciel też człowiek - i jak mówią nasi sąsiedzi z południa - "nikto ne jest neomylni".
Pewnie większość z Was nigdy nie splamiła się pracą. Praca w jednym miejscu po pięciu latach jest rutyną. Natomiast rutyna zabija wszystkie przejawy kreatywności. Kreatywność zaś jest wspierana przez PIENIĄDZ a nauczyciele nie zarabiają za dużo.
Podam przykład Finlandii - to kraj, w którym edukacja stoi na najwyższym poziomie. Tam nauczyciel to nie jest pacjent typu "odwal swojie i weź kasiorę". Tam zostać nauczycielem może tylko człowiek o bardzo wysokich kwalifikacjach. Za te kwalifikacje otrzymuje sporo forsy. To właśnie forsa stymuluje tych ludzi do wysiłku intelektualnego i zwiększa szanse uczniów na dobre wykształecenie. Finowie już dawno zrozumieli, że to jest przyszłość. Edukacja na najwyższym możliwym poziomie.
Możecie mi bredzić, że pieniądze to nie wszystko. Niestety w takiej rzeczywistości przyszło nam żyć. Pieniądze determinują tak wiele spraw, że nawet filozofom się o tym nie śniło. Tu właśnie jest pies pogrzebany.
ONA spróbuj zainteresować swoją nauczycielkę jakimś kółkiem matematycznym. Być może sięzgodzi i na nowo odkryje czar matematyki. Jeśli na tym polu będzie się spełniała jako pedagog, to może na lekcjach będzie ciekawiej. Wystarczy tylko chcieć. Porozmawiaj z nią.
PS
Właśnie zauważyłem, że temat jest marwy od ponad roku. Jednak napisałem tak dużo, że postanowiłem wcisnąć "Wyślij" :/
- Calasilyar
- Użytkownik

- Posty: 2495
- Rejestracja: 2 maja 2006, o 21:42
- Płeć: Mężczyzna
- Lokalizacja: Wrocław/Sieradz
- Podziękował: 29 razy
- Pomógł: 410 razy
ŁAM KONWENCJĘ!
Uhaha...
Sorki Jerzoo108, ale na przykład ja próbowałem bardzo długo zachęcac moja babkę od matmy, żeby się wzięła do roboty, ale niestety żadne kółka nie wypaliły. Pytałem ją o różne książki, bo sam nie jestem zawsze w stanie wszystkiego załatwic, ale ona ( nie ONA ) sobie to zawsze olewała. Jej metoda na pacyfikację mnie to była całkowita izolacja z lekcji. Mam na myśli blokowanie mojego chodzenia do tablicy, kiedy już zrobiłem zadanka z lekcji to ona mówiła, żebym sobie poczekał, aż wszyscy je zrobią itp. W końcu to ja sobie ją olałem i brałem swoje książki na lekcje. Ona trochę dziwnie patrzyła jak sobie całkowałem, ale jak zwykle bez reakcji. LUDZIE!!! GDZIE SĄ CI NAUCZYCIELE Z POWOŁANIA, A NIE ZE ZNAJOMOŚCI??
ufff.... nauczyciel z powołania niedługo będzie znaczyc coś takiego jak feniks lub yeti... :/
Sorki Jerzoo108, ale na przykład ja próbowałem bardzo długo zachęcac moja babkę od matmy, żeby się wzięła do roboty, ale niestety żadne kółka nie wypaliły. Pytałem ją o różne książki, bo sam nie jestem zawsze w stanie wszystkiego załatwic, ale ona ( nie ONA ) sobie to zawsze olewała. Jej metoda na pacyfikację mnie to była całkowita izolacja z lekcji. Mam na myśli blokowanie mojego chodzenia do tablicy, kiedy już zrobiłem zadanka z lekcji to ona mówiła, żebym sobie poczekał, aż wszyscy je zrobią itp. W końcu to ja sobie ją olałem i brałem swoje książki na lekcje. Ona trochę dziwnie patrzyła jak sobie całkowałem, ale jak zwykle bez reakcji. LUDZIE!!! GDZIE SĄ CI NAUCZYCIELE Z POWOŁANIA, A NIE ZE ZNAJOMOŚCI??
ufff.... nauczyciel z powołania niedługo będzie znaczyc coś takiego jak feniks lub yeti... :/
-
Fibik
- Użytkownik

- Posty: 980
- Rejestracja: 27 wrz 2005, o 22:56
- Płeć: Mężczyzna
- Lokalizacja: Wrocław
- Podziękował: 12 razy
- Pomógł: 75 razy
ŁAM KONWENCJĘ!
Jakaś chora rywalizacja - dobry nauczyciel osiąga stan ekstazy, gdy uczeń go przewyższy.ONA pisze:A szczerze mówiąc...ja przecież też nie mogłabym być nauczycielką Nie mogłabym znieść myśli, że moi uczniowie mogliby być lepsi ode mnie . Wyróżniałabym tylko niektórych. Tych najbardziej zamkniętych w sobie, wyizolowanych, lub po prostu... samotnych.
A to bredzenie o smutnych i samotnych - nie wygląda to zbyt zdrowo...
Psie pieniądze determinują, że filozofia jest pogrzebana... he, he!Jerzoo108 pisze:Możecie mi bredzić, że pieniądze to nie wszystko. Niestety w takiej rzeczywistości przyszło nam żyć. Pieniądze determinują tak wiele spraw, że nawet filozofom się o tym nie śniło. Tu właśnie jest pies pogrzebany.
- Shvia
- Użytkownik

- Posty: 29
- Rejestracja: 6 lip 2006, o 18:17
- Płeć: Kobieta
- Lokalizacja: PWr & UWr
- Podziękował: 5 razy
- Pomógł: 2 razy
ŁAM KONWENCJĘ!
Matmę zawsze uwielbiałam.. Teraz jestem po dwóch latach matematyki różnego rodzaju na politechnice i co? Nic, wszystko ledwo na 3,0 zdane. A w LO wydawać by się mogło, że matematyka to moje powołanie - 5,0 bez niczego na koniec (a szkoła naprawdę miała wysoki poziom), matura zdana bardzo dobrze.. Teraz powtarzam cały materiał, bo zachciało mi się drugi kierunek rozpocząć, gdzie akurat jest egzamin wstępny z matematyki.
Widzę właśnie, jak bardzo mi brakuje nie tyle podstaw, co umiejętności kombinowania. Co z tego, że umiem np. nierówności z wartością bezwzględną rozwiązywać, jak przy większej ich ilości zmiksowanej razem gubię się kompletnie? Co z tego, że znam twierdzenie Bezout, jak w pytaniu o podzielność jednego wielomianu przez drugi mam do czynienia z dużymi potęgami? Dzielić na piechotę? Bez sensu..
Na polibudzie wymagali wkucia wzorów.. Co mi teraz z tego, jak tego typu wiedza już dawno wyparowała?
Teraz najbardziej żałuję tego, że nie wpadłam zupełnie na to, żeby wychodzić samodzielnie ponad program liceum. Czy to w konkursach, czy na wlasną rękę. A szkoda. Zawsze podobali mi się studenci matematyki, którzy z pasją i zacięciem potrafili opowiadać o tych trudniejszych zagadnieniach, którym się to podobało, który to po prostu czuli i przychodziło im to wszystko z łatwością. Też bym tak chciała..
Widzę właśnie, jak bardzo mi brakuje nie tyle podstaw, co umiejętności kombinowania. Co z tego, że umiem np. nierówności z wartością bezwzględną rozwiązywać, jak przy większej ich ilości zmiksowanej razem gubię się kompletnie? Co z tego, że znam twierdzenie Bezout, jak w pytaniu o podzielność jednego wielomianu przez drugi mam do czynienia z dużymi potęgami? Dzielić na piechotę? Bez sensu..
Na polibudzie wymagali wkucia wzorów.. Co mi teraz z tego, jak tego typu wiedza już dawno wyparowała?
Teraz najbardziej żałuję tego, że nie wpadłam zupełnie na to, żeby wychodzić samodzielnie ponad program liceum. Czy to w konkursach, czy na wlasną rękę. A szkoda. Zawsze podobali mi się studenci matematyki, którzy z pasją i zacięciem potrafili opowiadać o tych trudniejszych zagadnieniach, którym się to podobało, który to po prostu czuli i przychodziło im to wszystko z łatwością. Też bym tak chciała..