Jakie jest wasze podejście do matematyki
: 14 sie 2024, o 09:33
Pytanie kieruję do matematyków pracujących naukowo jako matematycy.
Jak podchodzicie do matematyki jako nauki ?
Czy jest to dla was sztuka która sama w sobie jest piękna czy interesuje was gdzie można jakieś nowe twierdzenie zastosować - jako zastosowanie rozumiem jakiś konkret czyli np. w innych naukach niż matematyka albo zastosowanie ściśle umożliwiające rozwiązanie jakiegoś równania, które też gdzieś jest potrzebne, a nie jest jedynie abstrakcyjnym równaniem które powstało po to by wypchnąć jakiś przykład.
Podczas doktoratu i całych studiów zderzyłem się z 2 skrajnymi podejściami.
Pierwsze jest takie, że zastosowania są nieważne, ważne by coś tylko uogólnić na piętnaście sposobów. A nawet jak pojawia się hasło "zastosowanie", to przyznam szczerze, że ja takiego zastosowania nigdzie nie widzę, bo jest to np. przeniesienie udowodnionego super abstrakcyjnego przypadku na przypadek szczególny który nadal jest mega abstrakcyjny i niczego tak na prawdę nie wnosi. W pierwszym podejściu dostrzegam jakąś formę masówy, byleby wypchnąć publikację. Przykładowo mamy np zbiór prac probabilistycznych gdzie 15 prac polega na pokazaniu że zachodzi MPWL dla 15 uogólnień jakiegoś procesu, tylko że każde uogólnienie idzie w kierunku innego parametru. Ale po co to uogólnienie, czy ma ono jakiś sens fizyczny, czy jest szansa na jego zastosowanie - o to nikt nie pyta, nikt się tym już nie interesuje.
Powyższy opis dotyczy szczególnie pracowników z uniwersytetów.
Druga grupa, to są uczelnie techniczne i tutaj znowu jest mocne krzywopatrzenie na prace, gdzie nie ma symulacji komputerowej, gdzie nie ma podanego zastosowania w życiu. Taki matematyk potrafi powiedzieć, że jakiś wynik jest bez sensu bo niczego nie przedstawia w kwestii zastosowań. Dla niego musi być symulacja, musi być wykres, jakiś wydruczek z komputera i muszą być podane zastosowania. Inna sprawa, że taki trend zaczyna się (chyba) szerzyć i w czasopismach też zaczynają tego wymagać.
Przyznam szczerze, że ja sam jestem zwolennikiem uprawiania matematyki która ma jakąś motywację. Tzn. tworzę coś nowego, bo jest taka potrzeba w celu opisu jakiegoś zjawiska, a nie są na to dostępne żadne wyniki matematyczne. Albo tworzę coś nowego, ale z myślą że być może znajdzie to zastosowanie tu i tu, ale że może to być przydatne bo poszerza się do jakiejśtam ważnej klasy obiektów.
Nie lubię natomiast podejścia typu: ktoś udowodnił istnienie rozwiązania równania A, to ja sobie uzmiennię jeden z wyrazów tego równania i sobie udowodnię, że tu też rozwiązanie isntnieje. Tzn. myślenie nad takim problemem też jest fajne, ale z tyłu głowy pojawia mi się potanie, ale jaki to ma sens inny niż sztuka dla sztuki.
A jakie jest wasze podejście do tematu ?
Jak podchodzicie do matematyki jako nauki ?
Czy jest to dla was sztuka która sama w sobie jest piękna czy interesuje was gdzie można jakieś nowe twierdzenie zastosować - jako zastosowanie rozumiem jakiś konkret czyli np. w innych naukach niż matematyka albo zastosowanie ściśle umożliwiające rozwiązanie jakiegoś równania, które też gdzieś jest potrzebne, a nie jest jedynie abstrakcyjnym równaniem które powstało po to by wypchnąć jakiś przykład.
Podczas doktoratu i całych studiów zderzyłem się z 2 skrajnymi podejściami.
Pierwsze jest takie, że zastosowania są nieważne, ważne by coś tylko uogólnić na piętnaście sposobów. A nawet jak pojawia się hasło "zastosowanie", to przyznam szczerze, że ja takiego zastosowania nigdzie nie widzę, bo jest to np. przeniesienie udowodnionego super abstrakcyjnego przypadku na przypadek szczególny który nadal jest mega abstrakcyjny i niczego tak na prawdę nie wnosi. W pierwszym podejściu dostrzegam jakąś formę masówy, byleby wypchnąć publikację. Przykładowo mamy np zbiór prac probabilistycznych gdzie 15 prac polega na pokazaniu że zachodzi MPWL dla 15 uogólnień jakiegoś procesu, tylko że każde uogólnienie idzie w kierunku innego parametru. Ale po co to uogólnienie, czy ma ono jakiś sens fizyczny, czy jest szansa na jego zastosowanie - o to nikt nie pyta, nikt się tym już nie interesuje.
Powyższy opis dotyczy szczególnie pracowników z uniwersytetów.
Druga grupa, to są uczelnie techniczne i tutaj znowu jest mocne krzywopatrzenie na prace, gdzie nie ma symulacji komputerowej, gdzie nie ma podanego zastosowania w życiu. Taki matematyk potrafi powiedzieć, że jakiś wynik jest bez sensu bo niczego nie przedstawia w kwestii zastosowań. Dla niego musi być symulacja, musi być wykres, jakiś wydruczek z komputera i muszą być podane zastosowania. Inna sprawa, że taki trend zaczyna się (chyba) szerzyć i w czasopismach też zaczynają tego wymagać.
Przyznam szczerze, że ja sam jestem zwolennikiem uprawiania matematyki która ma jakąś motywację. Tzn. tworzę coś nowego, bo jest taka potrzeba w celu opisu jakiegoś zjawiska, a nie są na to dostępne żadne wyniki matematyczne. Albo tworzę coś nowego, ale z myślą że być może znajdzie to zastosowanie tu i tu, ale że może to być przydatne bo poszerza się do jakiejśtam ważnej klasy obiektów.
Nie lubię natomiast podejścia typu: ktoś udowodnił istnienie rozwiązania równania A, to ja sobie uzmiennię jeden z wyrazów tego równania i sobie udowodnię, że tu też rozwiązanie isntnieje. Tzn. myślenie nad takim problemem też jest fajne, ale z tyłu głowy pojawia mi się potanie, ale jaki to ma sens inny niż sztuka dla sztuki.
A jakie jest wasze podejście do tematu ?