buldozer pisze:
Dla pieniędzy. W wielu przypadkach, w których ja się spotkałem, stare podręczniki były dużo lepiej napisane niż to co jest teraz wydawane.
co już wcześniej zauważyłem, ale dziękuję za przywołanie tego argumentu raz jeszcze.
Premislav pisze:
Jak dla mnie ważniejsze jest to, by pokazać, co to w ogóle ta matematyka, wprowadzić w temat rozumowania i dowodzenia ...
Bardzo miło poczytać dłuższą wypowiedź w temacie, a nie posty w stylu ,,nie bo nie". To ja mam już pierwszą propozycję książki która traktuje w tym temacie: Steinhaus H. - ,,Czem jest a czem nie jest matematyka", Księgarnia Nakładowa H. Altenberga, Lwów 1923 r.
Premislav pisze:
Moim zdaniem to bardzo dobrze, że powstają nowe podręczniki (o ile tylko da się wśród nich odnaleźć wartościowe), ponieważ dzięki temu jest większy wybór.
Mam to samo zdanie, przy czym chciałbym, żeby można było stosować wszelkie solidne, zaaprobowane podręczniki, również te sędziwe. Wtedy byłaby wolność wyboru podręcznika przez nauczyciela. Wolny rynek, bez ingerencji socjalistycznego państwa.
Premislav pisze:
Już wprowadzenie oddzielnych szkół dla tępych, średnich i zdolnych pozwoliłoby bardziej dostosować program, sposób prowadzenia zajęć i tempo do możliwości ucznia, a nie (iluzorycznie jeno!) postępować na odwrót, ale zaraz środowiska lewicowe by płakały, że to segregacja ludzi.
To ja mam o wiele lepszą propozycję, chociaż wtedy wrzask lewicy będzie jeszcze głośniejszy.
Mianowicie zlikwidować obowiązek szkolny. Szkoła od początku nie jest obowiązkowa, rodzice - jako właściciele dziecka - wysyłają sami dziecko do jakiej szkoły chcą albo nie wysyłają wcale. Może pójść dziecko do płatnej szkoły, gdzie nauczyciel na życzenie rodziców będzie uczył w starym stylu i ze starych książek i będzie to robił równie dobrze a może i lepiej jak w szkole państwowej. Z takiej szkoły mogą wyjść np. świetni matematycy i świetni studenci. Może pójść dziecko do zawodówki i nauczy się konkretnego zawodu i będzie w nim pracował i bardzo dobrze zarabiał. I też chwała jemu i jego rodzicom za to.
A jak ktoś nie chce chodzić do szkoły - no cóż, ryzykuje stanie pod sklepem z piwem. Ale może nie chodzenie do szkoły będzie jego szansą - np. Edison. Tak czy inaczej branie do szkoły pod przymusem kończy się np. wkładaniem kosza na głowę nauczycielowi w gimnazjum. Ludzie brani siłą do szkoły zachowują się jak w tym właśnie przypadku.
Przepraszam, że odjeżdżam od tematu, ale kwestia podręczników to tylko fragment szerokiego tematu jakim jest gruntowna zmiana systemu nauczania.