Strona 1 z 1
Po co mi ta matma?
: 15 sie 2017, o 23:38
autor: Janek2006
Koledzy matematycy polscy wielcy. Mam do was pytanie
A wiec dlaczego A4aro jest takim atencyjnym pieskiem na posty? [ciach]. Dlaczego mi ta matma
Po co mi ta matma?
: 16 sie 2017, o 00:13
autor: SlotaWoj
Janek2006 pisze:... Ja rozumiem ze musi ...
Nic nie rozumiesz!
I zapamiętaj – ten user, to
A4Karo.
Po co mi ta matma?
: 16 sie 2017, o 00:16
autor: Premislav
Do niczego. Matematyki uczymy się tylko po to, by uczyć matematyki innych, ewentualnie zdać jakiś głupi egzamin albo podniecić się sztuczką w jakimś dowodzie (jak ktoś tak lubi), lol. To oczywiste.
PS Ty Panie Janie, kurczę, waginosceptyku przecwany.
PPS Dobrze wiedzieć, że dosłowne tłumaczenie wyrażeń typu "attention whore" i różnych innych jest dość ryzykowne. W języku polskim atencja oznacza szacunek, uznanie, poważanie, a nie uwagę.
Pozdrawiam, Kasia Cichopek.
Re: Po co mi ta matma?
: 16 sie 2017, o 00:57
autor: 4iuhn34
Jak to po co? Żeby płacić podatki!
Po co mi ta matma?
: 16 sie 2017, o 01:27
autor: Elayne
„Im mniej widać matematyki w gospodarce, tym lepiej ona funkcjonuje”.
Może zadać takie przewrotne pytanie: Dlaczego jedna z potęg gospodarczych świata - Japonia, organizuje kursy z matematyki dla dorosłych, głównie przedsiębiorców?
Re: Po co mi ta matma?
: 16 sie 2017, o 16:35
autor: Premislav
Bo kto bogatemu zabroni... E tam, niektórzy biznesmeni nawet nie wiedzą, jak się procenty oblicza (skąd to wiem, to może pomińmy, ale NO SCAM 100% LEGIT), mają od tego ludzi.
Matematyka ma swoje zastosowania (bardzo liczne, niektóre nader istotne), ale po pierwsze, nowe teorie w matematyce nie powstają dlatego i po to, by je gdzieś "w praktyce" zastosować (kiedyś tak może było, gdy fizycy i astronomowie potrzebowali odpowiedniego aparatu matematycznego), tylko zastosowania okazują się raczej skutkiem ubocznym, a po drugie, jeśli nie jest się matematykiem, fizykiem, chemikiem-teoretykiem, inżynierem bądź jakimś informatykiem (a i te dwa ostatnie to nie zawsze, bo to szerokie pojęcia), to się nie wykorzysta żadnej wiedzy z matematyki, chyba że na poziomie podstawówki. Absolwenci ekonomii czy finansów (poza takimi, którzy sami się douczali bądź np. robili drugi kierunek) nie wiedzą przeważnie kompletnie nic o matematyce rok czy dwa po studiach i w sumie co się dziwić, skoro za bardzo z tego nie korzystają. Nie mówiąc o innych adeptach nauk społecznych, którzy sobie wyklikują testy statystyczne i wykresiki, nie wiedząc co to rozkład prawdopodobieństwa i myślą, że są fajni, bo bardziej wiarygodnie to wygląda.
-- 16 sie 2017, o 16:42 --
Tak że pomijając trollerski (najpewniej) zamysł autora wątku, całkowicie rozsądna odpowiedź na pytanie w tytule brzmi: "po nic", chyba że ktoś się tym interesuje lub wiąże z tym karierę zawodową (a więc nie ponad 90% społeczeństwa). Matematyka jest wszędzie, podobnie jak chemia czy inne nauki ścisłe, ale to nie znaczy, że do jakiegokolwiek funkcjonowania przeciętny człowiek potrzebuje matematyki i zrozumienia jej umiejscowienia w tym "wszędzie".
Po co mi ta matma?
: 16 sie 2017, o 22:04
autor: Elayne
Matematyka do niczego nie jest potrzebna przeciętnemu Kowalskiemu? Po co ktoś miałby zawracać sobie głowę który z oferowanych warunków kredytów najlepiej mu odpowiada? Po co komu logiczne myślenie i dochodzenie do racjonalnych wniosków? Można robić tak jak urzędnicy pewnego miasta - na wiosnę rozkopali drogę, położyli asfalt i chodniki. Na jesieni ponownie rozkopali tę drogę, położyli kanalizacje i wodę. Za rok drogę ponownie rozkopali, położyli gaz. Po trzech latach kolejna dobra wiadomość - droga będzie przebudowana, bo będzie tędy przebiegała obwodnica miasta.
Re: Po co mi ta matma?
: 16 sie 2017, o 22:53
autor: Krodinor
Nie trzeba być matematykiem, żeby umieć myśleć logicznie. A ta matematyka, jakiej uczą w szkołach to częściej myślenie zabija niż rozwija.
Re: Po co mi ta matma?
: 17 sie 2017, o 09:42
autor: Cosinus01
Premislav pisze:jeśli nie jest się matematykiem, fizykiem, chemikiem-teoretykiem, inżynierem bądź jakimś informatykiem (a i te dwa ostatnie to nie zawsze, bo to szerokie pojęcia), to się nie wykorzysta żadnej wiedzy z matematyki, chyba że na poziomie podstawówki.
Odniosę się do chemii. Jest taka wdzięczna nauka, która nazywa się chemia fizyczna. Tłumaczy wiele zagadnień dotyczących otaczającego nas świata i niby można wyuczyć się na pamięć wszystkich regułek i wzorów, ale to dopiero dzięki aparatowi matematycznemu (pochodne proste, pochodne cząstkowe, całki nieoznaczone i oznaczone, różniczki zupełne itd.) można je dokładnie zrozumieć. Bez wyprowadzeń matematycznych trudniej jest to wszystko zrozumieć i trzeba uwierzyć, że tak jest i nauczyć się na pamięć.
Ale o chemii fizycznej przeciętny Kowalski nie ma żadnego pojęcia, z wyjątkiem obserwacji z życia codziennego, więc taki rozbudowany aparat matematyczny nie jest mu w ogóle potrzebny. Jednak podstawowa matematyka zawsze się przyda. Najczęściej chodzi o pieniądze, tzn. kredyty, lokaty, podatki itp., ale to nie wszystko. W życiu przydają się też np. proporcje - ile poszczególnych składników przeciętny Kowalski powinien wziąć, żeby zrobić większą lub mniejszą porcję na podstawie przepisu kuchennego. Naprawdę istnieją osoby, które mają problemy z podstawowymi obliczeniami...
Re: Po co mi ta matma?
: 17 sie 2017, o 22:18
autor: 4iuhn34
A gdyby potraktować matematykę jak ezoterykę?
Re: Po co mi ta matma?
: 17 sie 2017, o 22:25
autor: NogaWeza
Dlaczego? Przecież nie jest ona (a przynajmniej pewne jej dziedziny) niedostępna dla ogółu.
Re: Po co mi ta matma?
: 18 sie 2017, o 10:40
autor: darek334
Krodinor pisze:Nie trzeba być matematykiem, żeby umieć myśleć logicznie. A ta matematyka, jakiej uczą w szkołach to częściej myślenie zabija niż rozwija.
Zgodzę się z tym, bo życiowe spostrzeżenia się z tym zgadzają i nie da się temu zaprzeczyć. Miałem kiedyś na terenach Podlasia babcię, jeździłem tam od dziecka na wakacje itp. Obok niej było(jest), dwóch sąsiadów,takich typowych rolników. Do najbliższego większego miasteczka jest 5 kilometrów, Grodzisk. Tam jest typowa wieś, czyste rolnictwo, praca od rana do zmierzchu. Ludzie tam żyjący zajmują sie tylko rolnictwem, zero szkoły no ewentualnie podstawówka, ale to mówimy o naszych rówieśnikach, bo starsi to w ogóle ludzie z lasu..., Ale doskonale potrafili wyliczyć ile zużyją nawozu potasowego, czy saletry, na 5 hektarach, ile to będzie kosztowało, czy czasem tam pod lasem, gdzie jest bagienko nie pójdzie tyle a tyle więcej, albo mniej, ile to zajmie czasu, ile można zaoszczędzić na tym albo na tamtym. Używali przy tym jakiś dziwnych jednostek , np metry worka. Np ile pójdzie metrów na tamte pole, dzięki temu wiedzieli ile potrzebują worków na daną robotę, albo ile metrów ziemniaków zbiorą z danego pola. Planowanie godne najlepszego stratega wojennego. A jeszcze trzeba krowy przenieść z tamtego pola na tamto, bo wtedy będzie można zrobić to i tamto i musimy to zrobić w określonym czasie itp i tak każdy dzień. Liczyli w wolnych chwilach, kiedy im na to pozwalał czas, kiedy jedli, albo jechaliśmy na drugie miejsce, w hałaśliwej kabinie traktora itp. Pewnej nocy wracamy z pola furmanką i zaczęliśmy dyskutować o niebie i gwiazdach a właściwie to ja zaczęłam dyskutować. To jest autentyczna historia. I nagle senior rodu ojciec mojego prawie rówieśnika, podnosi głowę ku niebu i mówi z troską "ale jak to jest że to całe niebo nie zwali się na nas ? Co je trzyma ?", "yhy" przytaknął przejęty syn popędzając konia -No
[ciach] ..., a wydawało mi się że wszystko o nich wiem.