Strona 1 z 1

Medal Fieldsa 2014 (kącik plotek)

: 21 gru 2013, o 00:42
autor: Parton
W środowisku matematyków krąży plotka, że pewniakiem do Fieldsa 2014 jest Manjul Bhargava, również wielce prawdopodobny Harald Helfgott (za słabą hipotezę Goldbacha) a także Artur Avile i Assaf Naor.

Medal Fieldsa 2014 (kącik plotek)

: 22 gru 2013, o 15:58
autor: Spektralny
Korzystając z okazji, pozwolę sobie podzielić się pewną refleksją. Z mojego punktu widzenia nie jest specjalnie eksytujące kto tę nagrodę dostanie; chciałbym jednak zwrócić uwagę na coś innego. Mianowicie, nigdy medalem Fieldsa nie został nagrodzony Polak bądź osoba wykształcona w Polsce. Gdyby uznać medal Fieldsa bądź nagrodę Abela za swego rodzaju mierniki osiągnięć w matematyce może okazać się, że współczesna matematyka w Polsce nie jest tak silna jak się nam czasem wydaje wspominając notorycznie Banacha i jego szkołę lwowską, podobnie jak wspomina się Orły Górskiego. Trzymając się analogii piłkarskiej, możliwe, że mamy młodych matematyków pokroju Lewandowskiego czy Błaszczykowskiego, ale coś mimo wszystko nie gra...

Medal Fieldsa 2014 (kącik plotek)

: 22 gru 2013, o 20:42
autor: Parton
To bardzo smutna i niestety bardzo prawdziwa refleksja. Jednakże to nie jest problem tylko Polski. Otóż olbrzymią większość medali dostają matematycy z 4 krajów: USA, Rosji/ZSRR, Francji i Wielkiej Brytanii. To wygląda trochę tak jakby pod względem poziomu matematycznego królowały te 4 kraje a potem długo długo nic... Przecież w takich Chinach gdzie żyje ponad 1,3 miliarda ludzi, statystycznie rzecz biorąc powinno się narodzić więcej matematycznych geniuszy niż w całej Europie (a Chiny mają jednego medalistę).

Coś jest nie tak z systemem edukacji ale nie tylko w Polsce ale we wszystkich krajach poza tą czwórką. To jest o tyle zastanawiające, że Polska informatyka jest w ścisłej światowej czołówce.

Spektralny: masz jakąś hipotezę, co może powodować, że Polska nie ma Fieldsa? Mi się wydaje, że to nie jest kwestia braku zdolności.

Medal Fieldsa 2014 (kącik plotek)

: 22 gru 2013, o 21:11
autor: Spektralny
Mam pewną hipotezę... W Polsce panuje swego rodzaju kazirodztwo naukowe. Większość osób spędza całe życie na jednej uczelni: od studenta po profesora; istnieje stosunkowo niska (w porównaniu np. z UK; podaję ten kraj jako przykład, gdyż sytuację w UK czuję lepiej niż Polsce) wymiana myśli, idei... Często nawet chęć zmiany środowiska bywa krytykowana przez skostniałą starszą kadrę. Na przykład instytucja staży post-doktorskich jest w Polsce w powijakach (aczkolwiek idzie ku lepszemu). Osoby w najlepszym wieku naukowym, tj. 25-35, zawala się masą nic nie wnoszącej dydaktyki (algebra liniowa, calculus), którą spokojnie możnaby przydzielić studentom 4-5 roku (przy okazji dając dorobić dobrym studentom).

System ćwiczeń w Polsce jest skrajnie niewydajny. Z jednej strony marnowana jest energia młodych osób w najlepszym wieku, z drugiej strony w znakomitej większości ćwiczenia wyglądają tak, że osoba która i tak wie jak rozwiązać zadanie robi je przy tablicy przez połowę zajęć, a reszta bezmyślnie przepisuje. Czas mija, wszyscy rozchodzą się po domach, a następnie przychodzą na kolokwium nieprzygotowani bądź ściągają. Spirala beznadziei się nakręca.

Kolejną obserwacją dotyczącą pewnej grupy pracowników akademickich w Polsce (mam nadzieję, że to margines) są ci, którym wystarcza posada adiunkta. W Anglii by zostać wykładowcą (odpowiednik stanowiska adiunkta) na nawet słabym uniwersytecie trzeba mieć co najmniej dwa staże post-doktorskie oraz co najmniej 5-8 dobrych publikacji. W Polsce wystarczy dokulać do końca doktoratu a posada często sama czeka. To przyciąga pewien typ ludzi, którzy nigdy nie powinni pracować na uczelni oraz demotywuje tych zdolnych i ambitnych.

Ostatnią sprawą jest otwartość na innych i ogólna atmosfera w pracy. Na litość Boską posiadanie stopnia czy tytułu naukowego nie robi z nikogo nadczłowieka. W UK ludzie w danej dziedzinie (począwszy od studenta po profesora) znają się przynajmniej z widzenia, a najczęściej z imienia i mówią do siebie po imieniu. W Polsce ludzie nawet na jednej uczelni sobie panuprofesorują przez lata niczym na dworze królewskim. Kogo to uszczęśliwia? Nie mam pojęcia.

Medal Fieldsa 2014 (kącik plotek)

: 22 gru 2013, o 21:38
autor: patry93
Spektralny pisze:System ćwiczeń w Polsce jest skrajnie niewydajny. Z jednej strony marnowana jest energia młodych osób w najlepszym wieku, z drugiej strony w znakomitej większości ćwiczenia wyglądają tak, że osoba która i tak wie jak rozwiązać zadanie robi je przy tablicy przez połowę zajęć, a reszta bezmyślnie przepisuje.
Nie bardzo rozumiem dlaczego są to "dwie" strony, ale... nawet nie o to chciałem zapytać, tylko - jakie inne systemy są lepiej przemyślane/wydajne?
Spektralny pisze:W UK ludzie w danej dziedzinie (począwszy od studenta po profesora) znają się przynajmniej z widzenia, a najczęściej z imienia i mówią do siebie po imieniu. W Polsce ludzie nawet na jednej uczelni sobie panuprofesorują przez lata niczym na dworze królewskim.
Ale masz na myśli ludzi w obrębie jednego budynku, czy dosłownie w obrębie całej dziedziny?
Poza tym, mówienie sobie po imieniu jest chyba miłym efektem ubocznym używania j. angielskiego - czy się mylę?

Medal Fieldsa 2014 (kącik plotek)

: 22 gru 2013, o 21:47
autor: Spektralny
patry93 pisze:
Spektralny pisze:System ćwiczeń w Polsce jest skrajnie niewydajny. Z jednej strony marnowana jest energia młodych osób w najlepszym wieku, z drugiej strony w znakomitej większości ćwiczenia wyglądają tak, że osoba która i tak wie jak rozwiązać zadanie robi je przy tablicy przez połowę zajęć, a reszta bezmyślnie przepisuje.
Nie bardzo rozumiem dlaczego są to "dwie" strony, ale... nawet nie o to chciałem zapytać, tylko - jakie inne systemy są lepiej przemyślane/wydajne?
Z jednej strony marnowana jest energia i potencjał prowadzących, a z drugiej przeciętnie student mało wynosi z zajęć. Najbardziej efektywnym (acz kosztownym) jest system z Oxbridge gdzie na dwóch studentów przypada jeden tutor, który ich trenuje z kilku różnych przedmiotów. Innym systemem z którym się spotkałem są zajęcia na którym studenci rozwiązują z góry wybrane przez wykładowcę zadania, a ćwiczeniowcy (zwykle 2-3 na 30 osób) chodzą po sali i są do dyspozycji pytających.
patry93 pisze: Ale masz na myśli ludzi w obrębie jednego budynku, czy dosłownie w obrębie całej dziedziny?
Poza tym, mówienie sobie po imieniu jest chyba miłym efektem ubocznym używania j. angielskiego - czy się mylę?
Miałem na myśli całe dziedziny. Jest dużo ogólnokrajowych seminariów, minikonfernecji, sympozjów etc. Co do języka angielskiego i tak i nie. Zakładając, że G. H. Hardy ciągle by żył, nie chce mi się wierzyć byś ot tak zapytał go so how are you today Harald? Forma sir jest ciągle w użyciu w stosunku do starszych osób, których nie znasz dobrze.

Medal Fieldsa 2014 (kącik plotek)

: 22 gru 2013, o 21:56
autor: MadJack
System ćwiczeń w Polsce jest skrajnie niewydajny. Z jednej strony marnowana jest energia młodych osób w najlepszym wieku, z drugiej strony w znakomitej większości ćwiczenia wyglądają tak, że osoba która i tak wie jak rozwiązać zadanie robi je przy tablicy przez połowę zajęć, a reszta bezmyślnie przepisuje. Czas mija, wszyscy rozchodzą się po domach, a następnie przychodzą na kolokwium nieprzygotowani bądź ściągają. Spirala beznadziei się nakręca.
Tutaj może się wypowiem. Właściwie jest to wina tego, jakie osoby idą na studia matematyczne. Pomijając brak predyspozycji (bo to jednak zwykle jest faktyczne weryfikowane dopiero na studiach), nie mają oni chęci, żeby czegokolwiek się nauczyć. I często ćwiczeniowiec ma związane ręce, bo większość ludzi nie zna definicji albo ich zupełnie nie rozumie. Martwi także niezdolność do rozwiązania zadania bez znajomości jakiegoś tam schematu postępowania albo uczenie się dowodów twierdzeń na pamięć, bez żadnego zrozumienia. I właściwie jak człowiek coś potrafi, to nic nie wynosi z ćwiczeń, bo ćwiczenia musiałyby być prowadzone tylko pod niego lub jeszcze może z 2-3 osoby.
Właściwie nie bałbym się, że taki stan rzeczy się urzyma, gdyby nie fakt, iż poziom egzaminów też nie jest zbyt wysoki.