Według mnie zmiany idą w dobrym kierunku, choć są trochę zbyt rygorystyczne. Nie chodzi o wybór specjalizacji - ja idąc do mat-fizu byłem przekonany że chcę tam iść (nie wiedząc jeszcze co chcę robić po studiach), ale poziom/ilość innych - "nieprzydatnych" - przedmiotów nie dała mi zbytnio czasu na rozszerzanie zainteresowań fizyczno-matematycznych. I teraz mnie to boli najbardziej, że przecież można było przerobić dużo więcej materiału z matmy/fizy, kosztem np. biologii, historii czy polskiego. A i z tych przedmiotów niewiele wyniosłem, bo ilość materiału jest chora jak na okrojony profil godzin. Czy normalne jest to, że przez pierwsze dwa lata ciągle wałkowane są czasy "dawno i nie prawda" (po podstawówce, po gimnazjum - w kółko to samo), a na historię najnowszą (w tym I i II wojnę światową) mieliśmy jeden semestr!?
Nie jestem za aż tak rygorystyczną specjalizacją szkół średnich, w końcu ogólnokształcące liceum winno dawać ogólne wykształcenie, ale dużą część materiału warto by wyciąć i skupić się na tej najprzydatniejszej wiedzy (o faraonach można się uczyć w gimnazjum). Z drugiej strony - że też nie mogli na to wpaść wcześniej! Kilka lat temu bardzo bym się ucieszył z takich zmian, bo właśnie TYLKO wybranych przedmiotów chciałem się uczyć, a technika z kolei nie cieszą się zbyt wysokim poziomem... więc ma to i dobre strony, o ile materiał zostanie dobrze dostosowany do tych zmian.
Przyszli inżynierowie i ekonomiści o powstaniu listopadowym posłuchają ostatni raz w wieku 13 lat.
To już jest bzdura totalna. Chociażby dlatego, że w wieku 13 lat (początek gimnazjum? wtf? To zawsze było na końcu) totalnie mnie to nie interesowało - bzdury, nudy na pudy. O XX wieku warto nauczać dopiero w liceum, najlepiej pod koniec (wtedy zaczyna dochodzić, że w sumie warto to wiedzieć - ale wtedy jest czas na maturę, a nie historię...). Dodatkowa sprawa, że z tamtej nauki się wiele pamiętać nie będzie.
Wykształcenie podstawowe i wielokierunkowe, tzw. wykształcenie ogólne jest niezmiernie ważne w rozwoju młodego człowieka. Te specjalizacje trzeba włożyć między bajki i zgadzam się z konkluzją artykułu.
Co do specjalizacji to bym nie przesadzał, to w końcu nie ma być aż tak konkretna specjalizacja, a tylko głebszy podział na mat-fiz / biol-chem itp (czyli to, czego mi brakowało). Co do wykształcenia ogólnego - zgadzam się, ale nie koniecznie w tak obszernej formie jak dzisiaj (może za kilka(naście) lat spojrzę na to z trochę innej perspektywy). Jeśli ktoś nie chce, to i tak się nie nauczy (a często jest to niewykonywalne mając co tydzień nową lekturę/obszerny sprawdzian itp) = czas zmarnowany, a mógłby zyskać wiele wiecej z profilowych przedmiotów.
W ogóle to rozdział na gimnazjum i liceum uważam za bzdurę, niepotrzebnie zmarnowany jeden rok nauki (na wyrównanie poziomu) z - i tak krótkich - 3 lat liceum. Więc de facto zostają tylko dwa lata na porządną naukę.
No to się wyżaliłem...
EDIT: te wypociny pisałem odnośnie artykułu z pierwszego postu. Potem przeczytałem post Jezarka. Nie mam za bardzo czasu na czytanie tej podstawy programowej (ani powodu, wszak już mnie to nie dotyczy), ale jeśli jest tak jak piszesz - to te zmiany wydają mi się pozytwne. Powrót pochodnych do liceum? Wreszcie sięgnęli po rozum do głowy - w końcu coś więcej niż rozszerzone gimnazjum.