Z opowieści brata, który studiuje ponoć prestiżowy i pozostawiający daleko w tyle IM UWr pod względem kształcenia zdolności analitycznych, kierunek "informatyka i ekonometria" na wrocławskim UE wynika, że 90% to laserzy, niemal nikt tam nie przejmuje się nauką, a takie podstawowe przedmioty jak kurs VBA są niedostępne w ofercie kursów, zaś na bazach danych uczy się pisania na klawiaturze. Brat chciał wybrać się na specjalność "analiza danych", ale najwidoczniej matematyka odstraszyła potencjalnych kandydatów, bo specjalności tej nie utworzono.
Obawiam się, że studiowanie informatyki na uczelniach ekonomicznych tj. temat na inna dyskusje. Faktem jest, ze informatykiem to sie po tym nie zostaje, a juz tym bardziej nie programista. To sie raczej powinno nazywac ekonomia z dodatkiem informatyki, nauczana przez ekonomistów.
Z tego co wiem, stan wiedzy większości studentów UE, którzy mogliby ubiegać się o stanowisko analityka jest druzgocący.
Inny wątek: znajomy ostatnio śmiał się na facebooku:
"Pytanie z rozmowy kwalifikacyjnej (stanowisko: programista php):
f(x)=3x^2+6
f'(x)=?
Wiekszosc kandydatow podobno nie wiedziala;p "
No a to uwazam za krzywdzace. Koncze teraz 3. rok finansów i oswiadczam z pelna odpowiedzialnoscia, ze jak nas pewnie ze 400 osób kończy, tak potrafimy policzyc pierwsza pochodna funkcji jednej zmiennej.

Zgadzam sie rowniez, ze z trudniejszym pytaniem matematycznym mogliby miec problemy finansiści, ale kolejne pytanie mogloby brzmiec (na stanowisko analityka finansowego) np. "Podaj wzór na wskaznik biezacej plynnosci finansowej i jego interpretację" i 90% matematyków mogłoby nie wiedzieć. Kwestia tego, czego oczekuje sie od analityka finansowego.
A teraz troche o REALIACH tego czego sie oczekuje od absolwentów przy rekrutacji w Polsce. Duży Polski bank organizuje staż dla absolwentów na stanowisko powiedzmy analityka (wymagane znajomosc excela, vba, umiejetnosci analityczne itp.). Przychodzi dwóch gości - jeden świetny ekonomista, excel w malym paluszku, taki "mózg". Drugi srednio rozgarniety, swiezo po socjologii (nie obrazajac studentow socjologii), czlowiek z tzw. "umiejetnosciami miekkimi". Ich praca polega na pisaniu raportów. Ten pierwszy pisze program w VBA, tworzy "kobyłę" w excelu, dzieki czemu raporty mu sie pisza "same" jednoczesnie usprawniajac prace banku, na koniec miesiaca oddaje ich 10 i w miedzy czasie pomaga wszystkim w kolo. Drugi, socjolog, pisze w miesiacu raportów 2 (słownie: dwa) meczac sie niemilosierne i popisujac co chwile totalna niewiedza.
Zgadnijcie komu proponuja stala prace?
Gdyby zatrudnili osobe kompetentna - same problemy. On by pisal programy, usprawnial prace banku, pewnie trzeba by zwolnic ze 3 panie, ktore do teraz klepia te cyferki do komputera recznie. Bezpieczniej jest zatrudnic socjologa w banku, ktory nic nie zamiesza, nie bedzie sie wybijal, zaplaci sie mu godnie, zwykla stawke jak zwykle sie placi dla syna/córki/siostrzeńca/bratanka prezesa.
