Drugi kierunek - finanse i rachunkowość
: 12 lip 2011, o 21:05
Jestem w tej chwili na pierwszym roku studiów matematycznych, specjalność, którą będę robił to już w zasadzie na pewno finanse i ubezpieczenia. Uważam się za przeciętnego/dobrego studenta (wpadła jakaś jedna trójka, ale poza tym 4.0-5.0,sporo jednak pracuję). Jakiś czas temu naszła mnie myśl, że skoro mam ostatnią szansę zarekrutowania się na drugi kierunek, to czemu nie spróbować? Tak też się stało i dostałem się na Finanse i rachunkowość na ZIF UE we Wrocławiu. Jak myślicie, czy jest szansa pociągnięcia tych dwóch kierunków, przy optymistycznym założeniu, że dziekan z UE będzie skory do przepisania niektórych ocen i nie wywali mnie ze studiów gdy zabraknie mi ECTSów (tylko przepuści na warunku, a kursy których nie zrealizowałem, robiłbym w przyszłych semestrach) ?
Jak uważacie, czy takie połączenie to dobry pomysł? Czy raczej nic mi ten drugi kierunek nie da? Może znacie ludzi, którzy mieli podobny problem?
Ja osobiście, do niedawna, byłem przekonany o tym, że po studiach chcę uderzać w aktuariat, albo jakiś departament zarządzania ryzykiem (np. ryzykiem kredytowym). Jednak po pierwszym roku studiów, po dość zimnym prysznicu, moje przekonania zostały nieco ostudzone. Egzaminy aktuarialne są trudne i nie ma jakiegoś bardzo dużego popytu na tę profesję. Poza tym jest sporo jednostek wybitnych, które prześcigają mnie w zasadzie pod każdym względem i w procesie rekrutacyjnym nie miałbym większych szans. W ilości ogłoszeń o pracę szalu też nie ma, dlatego chciałbym podnieść swoje kwalifikacje i w razie czego chwycić się innego zawodu (myślałem też o maklerze i doradcy inwestycyjnym, choć i tu egzaminy nie są proste, ale mimo to szansa na złapanie pracy zawsze byłaby może większa?).
Co o tym myślicie? Będę wdzięczny za każdą pomocną wypowiedź.
Jak uważacie, czy takie połączenie to dobry pomysł? Czy raczej nic mi ten drugi kierunek nie da? Może znacie ludzi, którzy mieli podobny problem?
Ja osobiście, do niedawna, byłem przekonany o tym, że po studiach chcę uderzać w aktuariat, albo jakiś departament zarządzania ryzykiem (np. ryzykiem kredytowym). Jednak po pierwszym roku studiów, po dość zimnym prysznicu, moje przekonania zostały nieco ostudzone. Egzaminy aktuarialne są trudne i nie ma jakiegoś bardzo dużego popytu na tę profesję. Poza tym jest sporo jednostek wybitnych, które prześcigają mnie w zasadzie pod każdym względem i w procesie rekrutacyjnym nie miałbym większych szans. W ilości ogłoszeń o pracę szalu też nie ma, dlatego chciałbym podnieść swoje kwalifikacje i w razie czego chwycić się innego zawodu (myślałem też o maklerze i doradcy inwestycyjnym, choć i tu egzaminy nie są proste, ale mimo to szansa na złapanie pracy zawsze byłaby może większa?).
Co o tym myślicie? Będę wdzięczny za każdą pomocną wypowiedź.