Ponad 3 lata temu zacząłem studiować chemię na UWr. Przez cały okres studiów zgarniałem stypendia naukowe, jeździłem na konferencje, miałem praktycznie najlepszą średnią. Dostałem ze 3 propozycje robienia doktoratu. W zeszłym roku zacząłem nawet magisterkę, którą... rzuciłem. Rzuciłem studia, i ten kierunek. Dlaczego?
Studia nie przygotowują do zawodu. Studia polegają na wciskaniu nam często niepotrzebnej wiedzy teoretycznej, którą zapominasz parę tygodni po zaliczeniu. Wykłady są prowadzone w 80-90% przez ludzi którzy nie mają zielonego pojęcia o pracy w zawodzie(taki przeciętny profesor to człowiek który po magistrze zrobił doktorat, po nim habilitację i profesurę, BARDZO CZĘSTO nie miał większej styczności z faktycznym zawodem, podkreślam PRZECIĘTNY profesor, bo zdarzają się też bardziej ogarnięci życiowo). Tracisz 5 lat z życia na przyswajanie wiedzy, która niekoniecznie Ci się do czegoś przyda. Pomijam już fakt że nierzadko programy studiów są niedostosowane do potrzeb pracodawców. Z reguły te 5 lat to taki dodatkowy okres 'dzieciństwa' gdzie można siebie oszukiwać - 'ja się jeszcze uczę, nie muszę brać życia na poważnie'. I potem człowiek po obronie magistra spędza 6 miesięcy na bezrobociu i ma pretensje do całego świata.
Studia nie są rodzajem pośredniaka, gdzie każdy znajdzie ofertę dla siebie. Studia są zaledwie otworzeniem pewnych drzwi, do labiryntu o nazwie 'rynek pracy'. Natomiast żeby się w tym labiryncie odnaleźć trzeba zrobić DUŻO więcej niż tylko uzyskać dyplom. Przestrzegam też przed słuchaniem rad rodziców w tych sprawach(ja tak zrobiłem i żałowałem tego
Osobiście mam już doświadczenie na rynku pracy, wiedzę o tym czym są studia, dziś mam inną wizję tego co bym poprawił w swoim dotychczasowym życiu. Gdybym mógł wybrać drugi raz to nie poszedłbym do ogólniaka. Ogólniak to najgorsza opcja jaka może być, bo nic Ci nie daje. Niezależnie od tego co chcesz robić w życiu nie idź do ogólniaka
Więc czy próbuję powiedzieć że studia w ogóle nie mają sensu? Nie, studia mają sens w paru przypadkach:
- znasz kogoś kto załatwi Ci pracę i wymaga od Ciebie zrobienia sobie papierka, naprawdę sporo ludzi w życiu poznałem którzy po studiach zaczepili się u taty albo wujka w firmie
- idziesz na kierunek po którym naprawdę jest praca(w Polsce będą to wybrane kierunki techniczne, parę różnych kierunków ścisłych, przydaje się też wybór dobrej uczelni). Będąc na tych studiach podstawą będzie nie dyplom(i tak go dostaniesz) ale to co zrobisz ponad dyplom - czyli jak najwięcej staży, praktyk i tym podobnych. A jeśli marzysz o kierunku humanistycznym - dla własnego dobra daruj sobie. Europeistyka, pedagogika, dziennikarstwo, zarządzanie i marketing itp - absolwenci tych kierunków często zadają pytanie 'A może frytki do tego?'
- jesteś mega-pasjonatem i chcesz zrobić doktorat. Też takich spotkałem, aczkolwiek większość doktorantów to smutni ludzie, niekoniecznie z pasją, za to często zbyt nieogarnięci życiowo żeby znaleźć pracę. Łatwiej więc zostać na uczelni i zarabiać pensje pracownika biedronki po 9 latach studiów.
Naprawdę, gdybym mógł wybrać drugi raz - 100 razy bardziej wolałbym mieszać beton głową, lub ciągnąć gdzieś kabla, zgarniać za to 2-3 tysiące miesięcznie, porobić do tego jakieś kursy, zwiększać swoje uprawienia i mieć w dupie studiowanie. Wszędzie się można ustawić. Nawet taki ochroniarz - dwóch moich znajomych ma potrzebne licencje, pozwolenia na broń. Pracując na obiekcie wojskowym zarabiali 25zł na godzinę. Można? Można.
No i tylko jeszcze chciałbym dodać, że czego by w życiu nie robić to najważniejsza będzie umiejętność SPRZEDANIA SIEBIE, czyli pewnego rodzaju ogarnięcie życiowe. Możesz być inżynierem, z dyplomem ze średnią 5.0, do tego mieć 10 letnie doświadczenie i 15 zrobionych kursów. Jeśli jesteś za przeproszeniem [ciach] życiową, która nie umie się dobrze zaprezentować swojemu pracodawcy - jesteś skazany na porażkę. Dlatego obok rozwijania swoich umiejętności zawodowych polecam równą albo i większą ilość wysiłku włożyć w doskonalenie swoich umiejętności socjalnych(ogarnięcie choćby podstaw mowy ciała potrafi zmienić nerda w podrywacza





