Kwestie osobiste i personalne przytyki pozostawię bez komentarza.
miodzio1988 pisze:
i co w tych praktykach było wyjątkowego? Oprócz tego, ze niewolników sobie masę organizatorzy znaleźli?
Niewolnicy to dość zabawny termin w tym kontekście, biorąc pod uwagę, że przecież każdy mógł zrezygnować.
Inne było podejście do uczestników, chociaż na dłuższą metę sprawdziło się tylko na ich części, np. wymaganie od nich poszukiwania wiedzy we własnym zakresie (ten nieszczęsny niezbędny dostęp do Internetu). Oczywiście, byli i tacy, którzy oczekiwali czegoś bardziej "praktycznego", ale dla mnie to było coś ciekawego.
Poza tym wymagania były stawiane nie tylko do konkretnych osób, ale także do poprawiania wyników całej grupy i wsparcia w jej zakresie, chociaż nie zawsze to wychodziło.
Z drugiej strony były też problemy organizacyjne i projektowe wynikające z ww. założeń, co skutkowało dłuższymi godzinami pracy i konfliktami na różnych płaszczyznach.
Nie twierdzę, że LPB jest przedsięwzięciem idealnym, ale parę rzeczy mi się spodobało.
Dobranocka.