To co tutaj przeczytałem to w większości opowieści z trzeciej - czwartej ręki.
Sam w tym roku zdawałem podstawę z matmy i złożyłem papiery na PŚ'a u AGH - obecnie na PŚ'u dostałem się na Automatykę na wydziale mechanicznym.
Oczywiście są kierunki na które przydałoby się zdać rozszerzenie, ale bądźmy szczerzy, obecne rozszerzenie z matmy ma się nijak do poziomu na studiach. (W tym roku rozszerzenie wyglądało tak jakby dali trudniejsze zadania z podstawy) - więc różnica nie jest wielka.
Więc nie sluchaj zabobonów w których mówią ze z podstawą sie nie utrzymasz, bo wszyscy startujecie z takimi szansami
teraz na uczelniach, Ci co teraz idą na II rok, to mieli zajęcia wyrównawcze, a poziom matmy jest rozpaczliwy... nie mogę przeboleć, że wprowadzili gimnazja
Sano pisze:W tym roku rozszerzenie wyglądało tak jakby dali trudniejsze zadania z podstawy
No bez przesady. Te poziomy różnią się przede wszystkim zakresem materiału więc nie można porównywać tylko trudności poszczególnych zadań. Poza tym wcale zadania nie były takie banalne w stosunku do ubiegłego roku. To że komuś nie sprawiały problemu nie znaczy że dla każdego były banalne.
Ale zgadzam się co do stwierdzenia że matematyka w liceum i na studiach to zupełnie inna bajka. Tak więc każdy będzie musiał się przyłożyć niezależnie od tego jaki poziom matury zdawał.
nie można porównywać wyników z różnych lat matur, bo zadania były inne
teraz bardzo, obniżyli poziom i wciąż obniżają...
u mnie na UŚ są ludzie po profilu matma do kwadratu...
To nie tylko kwestia poziomu trudności zadań. Samo obniżanie stopnia trudności jest do nadrobienia (ciężko ale z dobrym materiałem ludzkim do zrobienia). Problem leży gdzie indziej. Odtwórcze nauczanie matematyki. Wyrabianie automatyzmu, zachowawcze rozwiązywanie zadań, wyłączanie myślenia. Kompletny brak wyobraźni wszelakiej (przestrzennej, abstrakcyjnej, przyczynowo-skutkowej). Spustoszenie dokonane przez taką "naukę" w szkołach średnich jest często nie do nadrobienia.
Pochodną tego jest mentalność oparta na minimalizmie i czekaniu, aż ktoś poda wszystko gotowe na tacy. W dodatku zero autorefleksji, samokrytycyzmu i świadomości własnych braków, a co za tym idzie: niewielu umie sobie powiedzieć "trzeba wziąć dup.ę w troki i zap....ać samemu nad książkami".
Tu leży przyczyna katastrofalnego poziomu matematyki wśród pierwszego roku.