Gdyby wszyscy w Polsce mieli tak ambitne podejście (rodem z Japonii) to nasze władze mogły by sobie na G20 jeździć To chyba najlepiej zorientuj się co jest na pierwszym roku na danym kierunku i to przerabiaj. Nie koniecznie z książek (jest przecież internet).
6hokage pisze:W każdym razie moim zdaniem, jak nie można zostać geniuszem to nie ma sensu poświęcać całego czasu na naukę, taka inwestycja się nie zwróci.
Nie wszystko się przelicza na pieniądze.
Ostatnio zmieniony 25 maja 2009, o 15:55 przez mcbob, łącznie zmieniany 1 raz.
6hokage pisze:Jak jesteś w stanie robić zadania z OM to program ze studiów przyswoisz w trymiga
Z tą tezą pozwolę sobie się nie zgodzić. Nie z własnego doświadczenia, bo w OMach nie startowałem, ale widzę, jak to chłopakom w grupie idzie. OM daje jedynie pewną giętkość umysłu, ale co trzeba się napracować, to nie minie nikogo.
mcbob pisze:Nie wszystko się przelicza na pieniądze.
I nie przeliczam, miałem na myśli rozczarowanie wynikające z braku spektakularnych rezultatów, których moglibyśmy się spodziewać, poświęcając cały wolny czas na naukę. Mam kolegów, którzy są zdolni, ale geniuszami nie są, kują po nocy aż huczy, a mimo to nie mają najwyzszych ocen i w mediach raczej o nich nie usłyszymy. Tak, więc chyba lepiej zrobić sobie trochę wolnego.
Kucie a uczenie się dla przyjemności to dwie różne rzeczy.
6hokage pisze:A o jakiej fortunie mówimy? Przez 4 miesiące można spokojnie, tylko z maturką, zarobić 5600 zł (chociaż można nawet 8000, ale wtedy trzeba się porządnie natyrać). Na pierwszy rok chyba starczy, a potem kolejne pracowite wakacje.
1400 na callcenter dają bez problemu (w Wawie przynajmniej), na niektórych myjkach samochodowych można zarobić średnio 2000 na miesiąc. 4*1400=5600, 4*2000=8000. Widziałem też kiedyś ogłoszenie "do sprzątania kina 1200zł miesięcznie". Też nienajgorzej wychodzi. No chyba, że przez te pare miesięcy od czasu ,kiedy ja szukałem pracy tak wiele się zmieniło, mam nadzieję, że nie. Oczywiście trzeba pojechać do jakiegoś większego miasta, wiadomo, że we wsiach są małe szanse zarobku.
A kucie i uczenie się dla przyjemności to faktycznie dwie różne rzeczy, nie pomyślałem o tym aspekcie, bo mi jakoś uczenie się przestało sprawiać taką przyjemność, żeby tracić na nie wakacje. Ale zgadzam się, jeśli ktoś lubi się uczyć i jest pewien, że nie będzie miał poczucia, że można było lepiej wykorzystać wolny czas przed studiami to ja nie mam nic przeciwko. Też kiedyś uczyłem się w wakacje i z perspektywy czasu stwierdzam, że w moim przypadku było to niepotrzebne, może doświadczenia Dumella będą inne.