ŁAM KONWENCJĘ!

Dyskusje o matematykach, matematyce... W szkole, na uczelni, w karierze... Czego potrzeba - talentu, umiejętności, szczęścia? Zapraszamy do dyskusji :)

Czy twoja nauczycielka zachęca cię do matematyki?

tak
88
25%
tak
88
25%
nie
44
13%
nie
44
13%
nie mam zdania
9
3%
nie mam zdania
9
3%
nie interesuje ją rozwijanie talentów
34
10%
nie interesuje ją rozwijanie talentów
34
10%
 
Liczba głosów: 350

ONA
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 30
Rejestracja: 11 cze 2005, o 14:27
Płeć: Kobieta
Lokalizacja: Rzeszów
Podziękował: 1 raz

ŁAM KONWENCJĘ!

Post autor: ONA »

Rany boskie! Zdałam sobie sprawę jakie moje lekcje matematyki w szkole są...
NUDNE!!!!
Nuuuda..! :x Wielka nuda...Robię na nich właściwie, co chcę. Przynoszę własne podręczniki do matmy, na wyższym niz moje poziomie. Nudzi mnie taka matematyka, jaką mamy w szkole, choć wiem, że program nie może być inny, bo nie każdy fascynuje się tym przedmiotem. W każdym razie, moja "cudowna" nauczycielka uważa, że nic nie rozumiem z matmy, a kiedy usiłuję jej zadać jakieś poważniejsze pytanie zbywa mnie ogólnikami. Nie przejmuję sie ocenami z matmy, ale moja psychika na tym cierpi... :x Co mogę zrobić, żeby WRESZCIE zaczęła traktować mnie poważnie Bardzo mi to przeszkadza, bo przez nią mam wrażenie, że faktycznie nic nie rozumiem . Na przykład ostatnio na konkursie, kiedy ona była w sali napisałam, że 250*2=1000. Kiedy uczyła mnie każda inna nauczycielka, nie było aż tak źle ...
tarnoś
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 315
Rejestracja: 31 gru 2004, o 15:07
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: Lublin
Podziękował: 2 razy
Pomógł: 29 razy

ŁAM KONWENCJĘ!

Post autor: tarnoś »

Wiesz po 3 latach nauki w liceum, z matematykiem którego mogę jedynie określić niecenzuralnie (więc się powstrzymam) nauczyłem się jednego.... Lej na oceny i na nauczycieli. Ważne jest tylko żeby przechodzić z kasy do klasy a potem na maturce i tak nie jest ważne jakie oceny miałaś tylko co umiesz.

A głupie błędy zdarzają się każdemu i na każdym poziomie nauki, więc sie nie przejmuj.
Awatar użytkownika
dem
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 518
Rejestracja: 5 sty 2005, o 21:02
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: Rzeszów
Pomógł: 17 razy

ŁAM KONWENCJĘ!

Post autor: dem »

Podstawy są zajebiście ważne tarnoś większość nie lubi matmy bo nie ma dobrych podstaw i gubi się w trywialnych obliczeniach, co innego stres na konkursie ale to swoja drogą...ONA które LO?
tarnoś
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 315
Rejestracja: 31 gru 2004, o 15:07
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: Lublin
Podziękował: 2 razy
Pomógł: 29 razy

ŁAM KONWENCJĘ!

Post autor: tarnoś »

Co to znaczy podstawy

Jeśli twoim zdaniem dzięki podstawom unikniesz "głupich" błędów to gratuluje, bo mi sie one zdarzały i zdarzają (oczywiście coraz rzadziej ale to już zasługa "praktyki").

Jeśli chodzi o naukę na lekcjach.... Powiedz to mojemu na szczęście byłemu matematykowi. On potrafił stracić całą lekcje na jakiejś głupocie (oczywiście nie potrzebnej do matury czy do czegokolwiek), a o rzeczach ważnych i podstawowych mówił baardzo skrótowo i osoby słabsze nic nie rozumiały. Dlatego w takim przypadku jeśli ktoś ma dużo samozaparcia to samodzielna nauka wyjdzie mu na dobre.

Poza tym często kupe tracimy przez resztę klasy. U mnie często mieliśmy średnią "1 zadanie na 1 lekcje" (i to nie jakieś masakryczne zadanie). Bo do tablicy szła osoba słaba a nauczycielowi mało zależało na czasie. Więc wiem co to nudy na lekcjach i robienie "własnych" zadań.
Awatar użytkownika
dem
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 518
Rejestracja: 5 sty 2005, o 21:02
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: Rzeszów
Pomógł: 17 razy

ŁAM KONWENCJĘ!

Post autor: dem »

tarnoś

podstawy=wprawa w liczeniu bo większość błędów jest popełniana właśnie przez rachunki.

pozdrawiam.
Awatar użytkownika
black_ozzy
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 132
Rejestracja: 23 cze 2005, o 18:43
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: Bielsko-Biała
Podziękował: 16 razy
Pomógł: 2 razy

ŁAM KONWENCJĘ!

Post autor: black_ozzy »

Ja myśle, że nawet największa wprawa w robieniu zadań wszelakich nie uchroni nas od błędów. Bo jeżeli bedziemy bardzo dobrzy w jakiejś dziedzinie (nie tylko matematycznej) to może nas zgubić pewność siebie - ja tak często mam tobie coś mysle, że dobrze, wręcz jestem tego pewien, ale tu z rozpędu nie dam minusa i wszystko mam źle... Tak czasem bywa.

A co do nauczycieli... hmmm... ja w technikum 5-cio leynim miałem ich 3, z czego ostatnia nauczycielka (tylko 5 klasa maturalna) miała nas głeboko w d***e, mówiła że nas i tak nie nauczy matematyki wiec nie bedzie tracić energi... No ale to już jest sprawa indiwidualna każdego nauczyciela. Są przecież nauczyciela z powołania, którzy żyją dla nas, i nam pomagają.

Pozdrawaim
tarnoś
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 315
Rejestracja: 31 gru 2004, o 15:07
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: Lublin
Podziękował: 2 razy
Pomógł: 29 razy

ŁAM KONWENCJĘ!

Post autor: tarnoś »

dem, nie chce się kłócić i prowadzić bezsensownej dyskusji ale podstawy to dla mnie coś innego niż wprawa w liczeniu.

Podstawy to znajomość tabliczki mnożenia, kolejności wykonywania działań, podstawy logiki itd. I mimo znajomości tego większość ludzi często w zadaniach się myli. I tu dochodzi nam praktyka, wprawa. Ja to tak rozumiem i jak napisałem wyżej nie ma sensu się o to spierać.
Awatar użytkownika
Zlodiej
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 1627
Rejestracja: 28 cze 2004, o 12:24
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: Kraków
Podziękował: 2 razy
Pomógł: 108 razy

ŁAM KONWENCJĘ!

Post autor: Zlodiej »

ONA,

No masz pecha poniekąd ... W gimnazjum miałem nauczycielke, co próbowała mi pomóc i przygotowywała mnie do różnego rodzaju konkursów, ale jak dostałem się do LO, do jednego z najlepszych w mieście matematyków to zrozumiałem, że nauczycielka nie pomogła mi za bardzo jeśli chodzi o wiedze, natomiast napełniła mnie pasją do matematyki (oczywiscie znacznie innej niż potem miałem).


dem, ONA,

Szczerze mówiąc to praktyka mało ma do popełniania banalnych błędów obliczeniowych ... Przez 3 lata (pomijam oczywiście czas przed LO , ale tam też nie próżnowałem) naprawdę sporo zadanek przerobiłem i tych szkolnych i tych poza szkolnych. (Dajmy na to dziesiątki na forum w tym setki zadanek przeczytanych/przerobinych. Przed maturką przerobiłem książke: Zadania dla osób ubiegających się na UR. - jakieś 1200 + niemal wszystkie zadanka z 1,2,3,4 serii MINI - PW. Nie licząc zadanek z podręczników szkolnych, zadań przygotowujących do olimpiad - Pawłowski, wcześniejsze olimpiady itp itd etc i wogóle ... i napewno niejeden tak miał). No i pomimo tego nauczyciel się ze mnie czasami nabija jak dostaje 4 z kartkowki, bo np. napisałem \(\displaystyle{ \frac{17}{14}+\frac{9}{14}=\frac{36}{14}}\). I jakoś mi z tym źle nie jest, bo po piersze zawsze miałem 6 na koniec, wiem że dużo umiem wiec takie pomyłki mnie mało obchodzą (na maturze się pilnowałem ;]). No, ale liczenie liczeniem, ale to taka podstawa matematyki jakich wiele. Trudno mi zrozumieć co uwazać za podstawę. Podstawami moga być również aksjomaty matematyki. Jak je znasz i masz głowe to bez problemu dojdziesz do wszystkiego ...


No, ale jak się chce coś osiagnąć to:
- robienie zadanek z różnych poziomów.
- kontakt z innymi ludzmi pasjonujacymi sie matematyką.
- branie udziału w konkursach. Najlepiej w każdym jakim tylko można (uodparnia na stres, ćwiczysz, poznajesz nowych ludzi, poprostu nowe doświadczenia)

Przejmowanie się ocenami to wiesz ... Jak jestes aktywna to nauczyciel patrzy z przymróżeniem oka na tróje i dwóje , bo i tak wie na co Ciebie naprawdę stać, a te słabe oceny to wynik odlotu w coś wyższego ... No chyba, że naprawdę nauczyciel który minał się z powołaniem (dużo takich niestety)...

I to by było na tyle ...
ONA
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 30
Rejestracja: 11 cze 2005, o 14:27
Płeć: Kobieta
Lokalizacja: Rzeszów
Podziękował: 1 raz

ŁAM KONWENCJĘ!

Post autor: ONA »

Wow...jestem pod wrażeniem takiej pięknej ( ) definicji...powiedziałeś "wynik odlotu w coś wyższego". Nigdy bym na to nie wpadła. A poza tym, to zastanawiałam się przez chwilę i doszłam do wniosku, że to przecież nie mój problem, tylko jej...tak! Nauczycielki, która już nigdy nie poprowadzi poważnych badań matematycznych, i która już zawsze będzie męczyć się ze swoją niechęcią do nas i do tych z przyszłości.

A szczerze mówiąc...ja przecież też nie mogłabym być nauczycielką Nie mogłabym znieść myśli, że moi uczniowie mogliby być lepsi ode mnie . Wyróżniałabym tylko niektórych. Tych najbardziej zamkniętych w sobie, wyizolowanych, lub po prostu... samotnych. Ale żeby uczyć nawet takich musiałabym mieć wielkie osiągnięcia. Wtedy na 100 procent robiłabym to z pasją...bo wiedziałabym, że nikt nie mógłby już odebrać mi tego, kim byłabym wtedy...

Niesamowity egoizm i egocentryzm... JA WIEM, ale taki właśnie (niestety) mam sposób, żeby się wyróżnić, żeby stać się kimś.
liu
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 1276
Rejestracja: 10 paź 2004, o 13:30
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: Suchedniów
Pomógł: 104 razy

ŁAM KONWENCJĘ!

Post autor: liu »

Co do wplywu osiagniec na nauczanie...
Bardzo czesto jest tak, ze umiejetnosc przekazywania wiedzy jest odwrotnie proporcjonalna do ilosci osiagniec i wiedzy posiadanej:)
W pewnym momencie dla czlowieka duzo rzeczy staje sie oczywistych i trywialnych, ktore dla tych co sie ucza wcale nie sa takie banalne. Wtedy naprawde ciezko jest wytlumaczyc, szczegolnie jesli im wiecej mowimy tym ta druga osoba mniej rozumie;)
Mbach
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 312
Rejestracja: 3 lis 2004, o 16:13
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: braku inwencji
Podziękował: 4 razy
Pomógł: 25 razy

ŁAM KONWENCJĘ!

Post autor: Mbach »

Dlatego najlepiej uczyć się samemu i z dobrych podręczników. Np. na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że autor mojej przyszłej książki do fizyki nie ma talentu dydaktycznego, a i nauczyciel z mojej przyszłej szkoły też go nei posiada... Co zatem? Studiowanie.
Jerzoo108
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 6
Rejestracja: 20 cze 2006, o 19:42
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował: 1 raz

ŁAM KONWENCJĘ!

Post autor: Jerzoo108 »

Mnie się wydaje, że to nie do końca jest tak, że winą można obarczyć w 100% nauczyciela.
Nauczyciel też człowiek - i jak mówią nasi sąsiedzi z południa - "nikto ne jest neomylni".
Pewnie większość z Was nigdy nie splamiła się pracą. Praca w jednym miejscu po pięciu latach jest rutyną. Natomiast rutyna zabija wszystkie przejawy kreatywności. Kreatywność zaś jest wspierana przez PIENIĄDZ a nauczyciele nie zarabiają za dużo.

Podam przykład Finlandii - to kraj, w którym edukacja stoi na najwyższym poziomie. Tam nauczyciel to nie jest pacjent typu "odwal swojie i weź kasiorę". Tam zostać nauczycielem może tylko człowiek o bardzo wysokich kwalifikacjach. Za te kwalifikacje otrzymuje sporo forsy. To właśnie forsa stymuluje tych ludzi do wysiłku intelektualnego i zwiększa szanse uczniów na dobre wykształecenie. Finowie już dawno zrozumieli, że to jest przyszłość. Edukacja na najwyższym możliwym poziomie.

Możecie mi bredzić, że pieniądze to nie wszystko. Niestety w takiej rzeczywistości przyszło nam żyć. Pieniądze determinują tak wiele spraw, że nawet filozofom się o tym nie śniło. Tu właśnie jest pies pogrzebany.

ONA spróbuj zainteresować swoją nauczycielkę jakimś kółkiem matematycznym. Być może sięzgodzi i na nowo odkryje czar matematyki. Jeśli na tym polu będzie się spełniała jako pedagog, to może na lekcjach będzie ciekawiej. Wystarczy tylko chcieć. Porozmawiaj z nią.

PS
Właśnie zauważyłem, że temat jest marwy od ponad roku. Jednak napisałem tak dużo, że postanowiłem wcisnąć "Wyślij" :/
Awatar użytkownika
Calasilyar
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 2495
Rejestracja: 2 maja 2006, o 21:42
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: Wrocław/Sieradz
Podziękował: 29 razy
Pomógł: 410 razy

ŁAM KONWENCJĘ!

Post autor: Calasilyar »

Uhaha...
Sorki Jerzoo108, ale na przykład ja próbowałem bardzo długo zachęcac moja babkę od matmy, żeby się wzięła do roboty, ale niestety żadne kółka nie wypaliły. Pytałem ją o różne książki, bo sam nie jestem zawsze w stanie wszystkiego załatwic, ale ona ( nie ONA ) sobie to zawsze olewała. Jej metoda na pacyfikację mnie to była całkowita izolacja z lekcji. Mam na myśli blokowanie mojego chodzenia do tablicy, kiedy już zrobiłem zadanka z lekcji to ona mówiła, żebym sobie poczekał, aż wszyscy je zrobią itp. W końcu to ja sobie ją olałem i brałem swoje książki na lekcje. Ona trochę dziwnie patrzyła jak sobie całkowałem, ale jak zwykle bez reakcji. LUDZIE!!! GDZIE SĄ CI NAUCZYCIELE Z POWOŁANIA, A NIE ZE ZNAJOMOŚCI??

ufff.... nauczyciel z powołania niedługo będzie znaczyc coś takiego jak feniks lub yeti... :/
Fibik
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 980
Rejestracja: 27 wrz 2005, o 22:56
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował: 12 razy
Pomógł: 75 razy

ŁAM KONWENCJĘ!

Post autor: Fibik »

ONA pisze:A szczerze mówiąc...ja przecież też nie mogłabym być nauczycielką Nie mogłabym znieść myśli, że moi uczniowie mogliby być lepsi ode mnie . Wyróżniałabym tylko niektórych. Tych najbardziej zamkniętych w sobie, wyizolowanych, lub po prostu... samotnych.
Jakaś chora rywalizacja - dobry nauczyciel osiąga stan ekstazy, gdy uczeń go przewyższy.
A to bredzenie o smutnych i samotnych - nie wygląda to zbyt zdrowo...
Jerzoo108 pisze:Możecie mi bredzić, że pieniądze to nie wszystko. Niestety w takiej rzeczywistości przyszło nam żyć. Pieniądze determinują tak wiele spraw, że nawet filozofom się o tym nie śniło. Tu właśnie jest pies pogrzebany.
Psie pieniądze determinują, że filozofia jest pogrzebana... he, he!
Awatar użytkownika
Shvia
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 29
Rejestracja: 6 lip 2006, o 18:17
Płeć: Kobieta
Lokalizacja: PWr & UWr
Podziękował: 5 razy
Pomógł: 2 razy

ŁAM KONWENCJĘ!

Post autor: Shvia »

Matmę zawsze uwielbiałam.. Teraz jestem po dwóch latach matematyki różnego rodzaju na politechnice i co? Nic, wszystko ledwo na 3,0 zdane. A w LO wydawać by się mogło, że matematyka to moje powołanie - 5,0 bez niczego na koniec (a szkoła naprawdę miała wysoki poziom), matura zdana bardzo dobrze.. Teraz powtarzam cały materiał, bo zachciało mi się drugi kierunek rozpocząć, gdzie akurat jest egzamin wstępny z matematyki.

Widzę właśnie, jak bardzo mi brakuje nie tyle podstaw, co umiejętności kombinowania. Co z tego, że umiem np. nierówności z wartością bezwzględną rozwiązywać, jak przy większej ich ilości zmiksowanej razem gubię się kompletnie? Co z tego, że znam twierdzenie Bezout, jak w pytaniu o podzielność jednego wielomianu przez drugi mam do czynienia z dużymi potęgami? Dzielić na piechotę? Bez sensu..

Na polibudzie wymagali wkucia wzorów.. Co mi teraz z tego, jak tego typu wiedza już dawno wyparowała?

Teraz najbardziej żałuję tego, że nie wpadłam zupełnie na to, żeby wychodzić samodzielnie ponad program liceum. Czy to w konkursach, czy na wlasną rękę. A szkoda. Zawsze podobali mi się studenci matematyki, którzy z pasją i zacięciem potrafili opowiadać o tych trudniejszych zagadnieniach, którym się to podobało, który to po prostu czuli i przychodziło im to wszystko z łatwością. Też bym tak chciała..
ODPOWIEDZ