Po co mi ta matma?

Dyskusje o matematykach, matematyce... W szkole, na uczelni, w karierze... Czego potrzeba - talentu, umiejętności, szczęścia? Zapraszamy do dyskusji :)
Janek2006
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 1
Rejestracja: 15 sie 2017, o 23:34
Płeć: Kobieta
Lokalizacja: Nowy soncz

Po co mi ta matma?

Post autor: Janek2006 »

Koledzy matematycy polscy wielcy. Mam do was pytanie
A wiec dlaczego A4aro jest takim atencyjnym pieskiem na posty? [ciach]. Dlaczego mi ta matma
Ostatnio zmieniony 16 sie 2017, o 00:50 przez Jan Kraszewski, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: Niski poziom intelektualny postu.
SlotaWoj
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 4207
Rejestracja: 25 maja 2012, o 21:33
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: Kraków PL
Podziękował: 2 razy
Pomógł: 758 razy

Po co mi ta matma?

Post autor: SlotaWoj »

Janek2006 pisze:... Ja rozumiem ze musi ...
Nic nie rozumiesz!

I zapamiętaj – ten user, to A4Karo.
Awatar użytkownika
Premislav
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 15496
Rejestracja: 17 sie 2012, o 13:12
Płeć: Kobieta
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował: 195 razy
Pomógł: 5224 razy

Po co mi ta matma?

Post autor: Premislav »

Do niczego. Matematyki uczymy się tylko po to, by uczyć matematyki innych, ewentualnie zdać jakiś głupi egzamin albo podniecić się sztuczką w jakimś dowodzie (jak ktoś tak lubi), lol. To oczywiste.

PS Ty Panie Janie, kurczę, waginosceptyku przecwany.
PPS Dobrze wiedzieć, że dosłowne tłumaczenie wyrażeń typu "attention whore" i różnych innych jest dość ryzykowne. W języku polskim atencja oznacza szacunek, uznanie, poważanie, a nie uwagę.

Pozdrawiam, Kasia Cichopek.
4iuhn34
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 14
Rejestracja: 24 lip 2017, o 16:11
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: wgwf
Pomógł: 1 raz

Re: Po co mi ta matma?

Post autor: 4iuhn34 »

Jak to po co? Żeby płacić podatki!
Elayne
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 923
Rejestracja: 24 paź 2011, o 01:24
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: Polska
Podziękował: 76 razy
Pomógł: 278 razy

Po co mi ta matma?

Post autor: Elayne »

„Im mniej widać matematyki w gospodarce, tym lepiej ona funkcjonuje”.
Może zadać takie przewrotne pytanie: Dlaczego jedna z potęg gospodarczych świata - Japonia, organizuje kursy z matematyki dla dorosłych, głównie przedsiębiorców?
Awatar użytkownika
Premislav
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 15496
Rejestracja: 17 sie 2012, o 13:12
Płeć: Kobieta
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował: 195 razy
Pomógł: 5224 razy

Re: Po co mi ta matma?

Post autor: Premislav »

Bo kto bogatemu zabroni... E tam, niektórzy biznesmeni nawet nie wiedzą, jak się procenty oblicza (skąd to wiem, to może pomińmy, ale NO SCAM 100% LEGIT), mają od tego ludzi.
Matematyka ma swoje zastosowania (bardzo liczne, niektóre nader istotne), ale po pierwsze, nowe teorie w matematyce nie powstają dlatego i po to, by je gdzieś "w praktyce" zastosować (kiedyś tak może było, gdy fizycy i astronomowie potrzebowali odpowiedniego aparatu matematycznego), tylko zastosowania okazują się raczej skutkiem ubocznym, a po drugie, jeśli nie jest się matematykiem, fizykiem, chemikiem-teoretykiem, inżynierem bądź jakimś informatykiem (a i te dwa ostatnie to nie zawsze, bo to szerokie pojęcia), to się nie wykorzysta żadnej wiedzy z matematyki, chyba że na poziomie podstawówki. Absolwenci ekonomii czy finansów (poza takimi, którzy sami się douczali bądź np. robili drugi kierunek) nie wiedzą przeważnie kompletnie nic o matematyce rok czy dwa po studiach i w sumie co się dziwić, skoro za bardzo z tego nie korzystają. Nie mówiąc o innych adeptach nauk społecznych, którzy sobie wyklikują testy statystyczne i wykresiki, nie wiedząc co to rozkład prawdopodobieństwa i myślą, że są fajni, bo bardziej wiarygodnie to wygląda.

-- 16 sie 2017, o 16:42 --

Tak że pomijając trollerski (najpewniej) zamysł autora wątku, całkowicie rozsądna odpowiedź na pytanie w tytule brzmi: "po nic", chyba że ktoś się tym interesuje lub wiąże z tym karierę zawodową (a więc nie ponad 90% społeczeństwa). Matematyka jest wszędzie, podobnie jak chemia czy inne nauki ścisłe, ale to nie znaczy, że do jakiegokolwiek funkcjonowania przeciętny człowiek potrzebuje matematyki i zrozumienia jej umiejscowienia w tym "wszędzie".
Elayne
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 923
Rejestracja: 24 paź 2011, o 01:24
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: Polska
Podziękował: 76 razy
Pomógł: 278 razy

Po co mi ta matma?

Post autor: Elayne »

Matematyka do niczego nie jest potrzebna przeciętnemu Kowalskiemu? Po co ktoś miałby zawracać sobie głowę który z oferowanych warunków kredytów najlepiej mu odpowiada? Po co komu logiczne myślenie i dochodzenie do racjonalnych wniosków? Można robić tak jak urzędnicy pewnego miasta - na wiosnę rozkopali drogę, położyli asfalt i chodniki. Na jesieni ponownie rozkopali tę drogę, położyli kanalizacje i wodę. Za rok drogę ponownie rozkopali, położyli gaz. Po trzech latach kolejna dobra wiadomość - droga będzie przebudowana, bo będzie tędy przebiegała obwodnica miasta.
Krodinor
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 204
Rejestracja: 13 sty 2016, o 00:09
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: Poznań
Podziękował: 7 razy
Pomógł: 12 razy

Re: Po co mi ta matma?

Post autor: Krodinor »

Nie trzeba być matematykiem, żeby umieć myśleć logicznie. A ta matematyka, jakiej uczą w szkołach to częściej myślenie zabija niż rozwija.
Awatar użytkownika
Cosinus01
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 225
Rejestracja: 18 lut 2014, o 14:32
Płeć: Mężczyzna
Podziękował: 34 razy
Pomógł: 17 razy

Re: Po co mi ta matma?

Post autor: Cosinus01 »

Premislav pisze:jeśli nie jest się matematykiem, fizykiem, chemikiem-teoretykiem, inżynierem bądź jakimś informatykiem (a i te dwa ostatnie to nie zawsze, bo to szerokie pojęcia), to się nie wykorzysta żadnej wiedzy z matematyki, chyba że na poziomie podstawówki.
Odniosę się do chemii. Jest taka wdzięczna nauka, która nazywa się chemia fizyczna. Tłumaczy wiele zagadnień dotyczących otaczającego nas świata i niby można wyuczyć się na pamięć wszystkich regułek i wzorów, ale to dopiero dzięki aparatowi matematycznemu (pochodne proste, pochodne cząstkowe, całki nieoznaczone i oznaczone, różniczki zupełne itd.) można je dokładnie zrozumieć. Bez wyprowadzeń matematycznych trudniej jest to wszystko zrozumieć i trzeba uwierzyć, że tak jest i nauczyć się na pamięć.

Ale o chemii fizycznej przeciętny Kowalski nie ma żadnego pojęcia, z wyjątkiem obserwacji z życia codziennego, więc taki rozbudowany aparat matematyczny nie jest mu w ogóle potrzebny. Jednak podstawowa matematyka zawsze się przyda. Najczęściej chodzi o pieniądze, tzn. kredyty, lokaty, podatki itp., ale to nie wszystko. W życiu przydają się też np. proporcje - ile poszczególnych składników przeciętny Kowalski powinien wziąć, żeby zrobić większą lub mniejszą porcję na podstawie przepisu kuchennego. Naprawdę istnieją osoby, które mają problemy z podstawowymi obliczeniami...
4iuhn34
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 14
Rejestracja: 24 lip 2017, o 16:11
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: wgwf
Pomógł: 1 raz

Re: Po co mi ta matma?

Post autor: 4iuhn34 »

A gdyby potraktować matematykę jak ezoterykę?
Awatar użytkownika
NogaWeza
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 1474
Rejestracja: 22 lis 2012, o 22:24
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: Gdańsk
Podziękował: 147 razy
Pomógł: 300 razy

Re: Po co mi ta matma?

Post autor: NogaWeza »

Dlaczego? Przecież nie jest ona (a przynajmniej pewne jej dziedziny) niedostępna dla ogółu.
darek334
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 177
Rejestracja: 23 lut 2011, o 19:15
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: Polska
Podziękował: 8 razy
Pomógł: 4 razy

Re: Po co mi ta matma?

Post autor: darek334 »

Krodinor pisze:Nie trzeba być matematykiem, żeby umieć myśleć logicznie. A ta matematyka, jakiej uczą w szkołach to częściej myślenie zabija niż rozwija.
Zgodzę się z tym, bo życiowe spostrzeżenia się z tym zgadzają i nie da się temu zaprzeczyć. Miałem kiedyś na terenach Podlasia babcię, jeździłem tam od dziecka na wakacje itp. Obok niej było(jest), dwóch sąsiadów,takich typowych rolników. Do najbliższego większego miasteczka jest 5 kilometrów, Grodzisk. Tam jest typowa wieś, czyste rolnictwo, praca od rana do zmierzchu. Ludzie tam żyjący zajmują sie tylko rolnictwem, zero szkoły no ewentualnie podstawówka, ale to mówimy o naszych rówieśnikach, bo starsi to w ogóle ludzie z lasu..., Ale doskonale potrafili wyliczyć ile zużyją nawozu potasowego, czy saletry, na 5 hektarach, ile to będzie kosztowało, czy czasem tam pod lasem, gdzie jest bagienko nie pójdzie tyle a tyle więcej, albo mniej, ile to zajmie czasu, ile można zaoszczędzić na tym albo na tamtym. Używali przy tym jakiś dziwnych jednostek , np metry worka. Np ile pójdzie metrów na tamte pole, dzięki temu wiedzieli ile potrzebują worków na daną robotę, albo ile metrów ziemniaków zbiorą z danego pola. Planowanie godne najlepszego stratega wojennego. A jeszcze trzeba krowy przenieść z tamtego pola na tamto, bo wtedy będzie można zrobić to i tamto i musimy to zrobić w określonym czasie itp i tak każdy dzień. Liczyli w wolnych chwilach, kiedy im na to pozwalał czas, kiedy jedli, albo jechaliśmy na drugie miejsce, w hałaśliwej kabinie traktora itp. Pewnej nocy wracamy z pola furmanką i zaczęliśmy dyskutować o niebie i gwiazdach a właściwie to ja zaczęłam dyskutować. To jest autentyczna historia. I nagle senior rodu ojciec mojego prawie rówieśnika, podnosi głowę ku niebu i mówi z troską "ale jak to jest że to całe niebo nie zwali się na nas ? Co je trzyma ?", "yhy" przytaknął przejęty syn popędzając konia -No [ciach] ..., a wydawało mi się że wszystko o nich wiem.
ODPOWIEDZ