Czy doktoranci a nawet profesorowie to tak naprawdę przegrywy życiowe ?

Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o studiowaniu: co wybrać? jakie są warunki przyjęć? życie studenckie? Zajrzyjcie tutaj!
kruszewski
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 6563
Rejestracja: 7 gru 2010, o 16:50
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: Staszów
Podziękował: 30 razy
Pomógł: 1062 razy

Re: Czy doktoranci a nawet profesorowie to tak naprawdę przegrywy życiowe ?

Post autor: kruszewski » 12 lip 2020, o 00:53

Nim zaczniesz zmienić, odkrywać nowe, zadaj sobie pytania:

czy wiesz jak inni rozwiązali ten Twój problem?
czy wiesz więcej od tych co skonstruowali, stworzyli, to co chcesz udoskonalić?
czy wiesz dlaczego zrobili to tak a nie inaczej choć najpewniej mogli?
czy wiesz gdzie znajdziesz odpowiedzi na te pytania?

Pozytywne odpowiedzi na te pytania są wstępem do próby rozwiązania problemu.
Odpowiedź na ostatnie pytanie, że w necie, jest przechwałką odpowiadającego.
W.Kr.
Tak mnie kiedyś uczył znany konstruktor aerodyn u którego w wakacje praktykowałem.
P.S. Czy pani studiuje zaocznie czy w innej formie?

Dodano po 5 godzinach 44 minutach 30 sekundach:
"Dla sprawiedliwości" dodam, że znam przypadek kiedy profesor z habilitacją powiedział, że pierwszy raz widzi urządzenia o których od lat uczy studentów.
Rekrutacja Instytut Matematyczny, Uniwersytet Wrocławski (gif)

Awatar użytkownika
Niepokonana
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 986
Rejestracja: 4 sie 2019, o 11:12
Płeć: Kobieta
Lokalizacja: Polska
Podziękował: 192 razy
Pomógł: 5 razy

Re: Czy doktoranci a nawet profesorowie to tak naprawdę przegrywy życiowe ?

Post autor: Niepokonana » 12 lip 2020, o 16:17

Dziękuję za ten wątek, jest bardzo śmieszny. Tylko teraz naprawdę musisz uczyć się samodzielnie. Obawiam się, że na matematyce możesz nie zaliczyć wstępu typu A mimo rozwiązać z internetu.
Ukryta treść:    
Nie znam się, ale się wypowiem. Myślę, że obrażanie doktorantów i profesorów, bo przecież mogliby być aktuariuszami, jest bardzo niemiłe. Nie sądzisz, że niektórym tutaj mogłoby się zrobić przykro? Panowie doktoranci i profesorowie na tym forum są bardzo mili, więc obrażasz nie tych, których nie lubisz.

Uważam, że dużo większym problemem są źli nauczyciele szkolni aniżeli źli nauczyciele akademiccy. Tak jak stwierdziłaś - z internetu można się bardzo dużo nauczyć, więc nie każdy potrzebuje studiów, ale każdy musi odbębnić 12 lat w szkole. W dodatku dzieci i nastolatkowie są bardziej bezbronni. Osoba dorosła może zmienić uczelnię, chyba że ledwo zdała maturę i nie ma, gdzie się dostać, bądź ma trudną sytuację rodzinną. Większość osób jednak ma wybór i kontrolę nad własnym życiem. Mam wrażenie, że jakiś doktorant/profesor Ci czymś zaszkodził i tym tematem próbujesz się wyżyć.

Wygląda jakbyś uważała się za geniusza i sprawia to złe wrażenie, ale to tylko moja subiektywna ocena. Wiesz, niektórzy potrzebują nauczycieli chociażby po to, żeby się zmotywować. Żeby się samodzielnie uczyć na dużą skalę musisz mieć dużo samozaparcia i znać swoje możliwości. Kiedy naprawdę nie masz siły, a kiedy jesteś po prostu rozleniwiona?

Załóżmy, że problem istnieje, bo chyba faktycznie istnieje. Tylko z czego on wynika? Dlaczego tak zwane "betony" się pojawiają w ilościach zauważalnych? Najwyraźniej nie jest to marginalne zjawisko. Po pierwsze, tak jak to już wcześniej zauważono, ta praca jest mniej stresująca. Możesz popełnić parę błędów, nie musisz się obawiać, że wylecisz, bo masz gorszy miesiąc. Ale dlaczego to jest relatywnie mało stresująca praca? Dlaczego nie wyrzucają po kilku miesiącach bycia słabą osobą? Nie znam się, więc chciałabym, żeby ktoś tutaj napisał za mnie. System edukacji wyższej nie działa i jest przestarzały i to widać, gdyż... Wybaczcie, ale ciężko mi się wypowiedzieć w tym miejscu, bo się nie znam. Po drugie bycie pracownikiem naukowym jest cool, super i w ogóle fajne. Oczywiście brak możliwości i warunków trochę to niszczą, ale to i tak jest fajne.

Nie żeby coś, ale w życiu nie chodzi o to, żeby mieć bardzo dużo pieniędzy. Trzeba znać swoje granice. Możesz to uznać za słabość, że ktoś woli mniej zarabiać i mniej się stresować, ale takie ocenianie nie jest zdrowe. Wierz mi, takie podejście do sprawy doprowadziło mnie do wielkich kompleksów.

newbie5
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 12
Rejestracja: 10 lip 2020, o 21:06
Płeć: Kobieta
wiek: 29

Re: Czy doktoranci a nawet profesorowie to tak naprawdę przegrywy życiowe ?

Post autor: newbie5 » 12 lip 2020, o 17:26

Chodzi o to, że uczelnie i większość przedmiotów nie ma ŻADNEGO zastosowania w realnym życiu i te przedmioty są tylko po to by ludzie tam zatrudnieni mieli pracę. Czy ktoś po ekonomii po przedmiotach Mikroekonomia I, Mikroekonomia II, Mikroekonomia III liczył w pracy faktycznie te krzywe kosztów ? Poważnie muszą być aż 3 mikroekonomie ? Nawet takie nisko płatne i wyśmiewane zawody jak sprzątaczka czy kelner mają wartość dodatnią dla społeczeństwa, masz czysty dom albo ktoś Cie obsługuje i jesteś najedzony. A jaką wartość ma profesor gówno-przedmiotu który nie ma zastosowania w realnym życiu i uczelnia musi zmuszać studentów do nauki tego dziadostwa które UWAGA nigdy ale to nigdy się nie przyda poza zaliczeniem tego przedmiotu? Wręcz ujemną bo szkodzi społeczeństwu.

Jan Kraszewski
Administrator
Administrator
Posty: 26567
Rejestracja: 20 mar 2006, o 21:54
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: Wrocław
Podziękował: 1 raz
Pomógł: 4445 razy

Re: Czy doktoranci a nawet profesorowie to tak naprawdę przegrywy życiowe ?

Post autor: Jan Kraszewski » 12 lip 2020, o 18:26

newbie5 pisze:
12 lip 2020, o 17:26
Czy ktoś po ekonomii po przedmiotach Mikroekonomia I, Mikroekonomia II, Mikroekonomia III liczył w pracy faktycznie te krzywe kosztów ? Poważnie muszą być aż 3 mikroekonomie ?
I znów mam wrażenie, że wygłaszasz kategoryczne sądy niekoniecznie znając się na rzeczy.

Nie wdając się w dyskusję na temat sensowności konkretnych programów nauczania (z czym oczywiście bywa różnie, ale nie jest to takie proste jak w Twojej wypowiedzi) zacytuję anegdotę:

Na zajęciach na Politechnice studenci pytają profesora: - Po co uczymy się tego wszystkiego, skoro 95% tej wiedzy nigdy nam się nie przyda?
Na to pada odpowiedź : - Ale nigdy nie wiecie, które 95%.

JK

newbie5
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 12
Rejestracja: 10 lip 2020, o 21:06
Płeć: Kobieta
wiek: 29

Re: Czy doktoranci a nawet profesorowie to tak naprawdę przegrywy życiowe ?

Post autor: newbie5 » 12 lip 2020, o 18:44

Ależ oczywiście, że wiadomo co jest przydatne. Przykładowo zawody ekonomiczne to np. księgowość, analityk finansowy. I w żadnym nie rozwiązuje się teoretycznych zadanek z Mikro I,II,III. I tak najlepsze jest to że te 3 lata do licencjatu są tak teoretyczne że w niczym nie jesteś dobry, masz ogólną wiedzę ale nic konkretnego czy przydatnego. Czyli tak kończysz podstawówkę, liceum, 3 lata studiów i... WCIĄŻ NIC NIE UMIESZ KONKRETNEGO. Przez całe 3 lata nie dało nauczyć się czegoś pożytecznego więc idziesz na praktyki i staże i tam dopiero się uczysz albo kupujesz specjalistyczne kursy albo idziesz na magisterkę. Nie sądzicie że to jest celowo robione ? że szkoła czy to podstawówka czy wyższa jest od tego by zatrudniać nauczycieli by mieć masę gówno przedmiotów a nie uczyć dzieci ?

Awatar użytkownika
Niepokonana
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 986
Rejestracja: 4 sie 2019, o 11:12
Płeć: Kobieta
Lokalizacja: Polska
Podziękował: 192 razy
Pomógł: 5 razy

Re: Czy doktoranci a nawet profesorowie to tak naprawdę przegrywy życiowe ?

Post autor: Niepokonana » 12 lip 2020, o 22:04

Chyba nie do końca rozumiesz, jak się na tym forum dyskutuje. Podpowiem, że nie tak jak na Facebooku, że "wygrywa" osoba, która krzyczy najgłośniej i najbardziej prowokacyjnie. Założyłaś wątek, a nie jesteś skłonna dyskutować. Jeżeli chcesz sobie pokrzyczeć i się wyżyć, to są dużo lepsze strony. Tutaj jesteśmy nastawieni na rozwiązywanie problemów, ale to jest tylko moja subiektywna opinia o Tobie.

Oczywiście nie ma trzech różnych mikroekonomii, to jest po prostu podział na przedmioty, w celu uporządkowania i ułatwienia nauki. Lepiej jest, gdy ogromną porcję wiedzy masz podzieloną na mniejsze. Nie rozumiem, w jaki sposób to udowadnia bezużyteczność tej wiedzy.

Generalnie nie podoba mi się to, że mówisz, że wiesz, co jest przydatne a co nie bez bycia ekspertem w danej dziedzinie. Jesteś w stanie z bardzo wysoką dokładnością stwierdzić np., która informacja o samochodzie jest mechanikowi niezbędna? Prawdopodobnie nie, bo (z tego, co wiem) nie jesteś mechanikiem i Twoja wiedza o tym zawodzie pochodzi z opowiadań. Tak samo jest z ekonomistami. Nie będąc ekonomistą ciężko stwierdzić, co jest potrzebne, a co nie.

Czy ktoś kiedyś tej wiedzy używał? Prawdopodobnie tak. Kwestia zapotrzebowania - jeżeli z tej wiedzy korzysta 50 osób w danym rejonie, to nie ma sensu robić kierunku studiów z kilkuset miejscami na jeden rocznik. I tutaj pojawia się kwestia odpowiedzialności u osób młodych. Co można zrobić? Napisać słabo maturę z jednego rozszerzenia bądź dwóch, iść na jakikolwiek kierunek, gdzie przyjmują każdego, nie uczyć się regularnie tylko od sesji do sesji, ledwo zrobić licencjat.A można też zastanowić się nad sobą i odpowiedzieć sobie na pytanie "czy jestem osobą, która powinna studiować?", ale ostrzegam, że odpowiedź może być bolesna. Może się okazać, że Twoje zdolności kognitywne są zbyt niskie, by studia się opłacały. Albo możesz po prostu brzydzić się nauką. Ktoś Cię zmusza do studiowania? Jeżeli w pierwszym roku zauważyłaś, że coś z Twoim kierunkiem jest nie tak, to czemu go nie rzuciłaś? Z tego, co wiem, to cyrografu się nie podpisuje. Z tego akapitu wniosek jest prosty - myśl za siebie, nie idź tam, gdzie wszyscy, a przede wszystkim bierz odpowiedzialność za swoje postępowanie.

Bo co, bo "każdy pracodawca wymaga papierka"? To dlaczego nie poszłaś na fajny kierunek, na którym by Ci się dobrze odbębniało te lata? A może nie o papierek tu chodzi? Nie chcę wierzyć, że polscy przedsiębiorcy są tak głupi, że wierzą w nic nieznaczący papierek. Oczywiście mogę się mylić i może się okazać, że cała moja wypowiedź to stek bzdur.
Inaczej. System jest zły. To nie jest normalne, że mamy taką a nie inną szkołę. Nie jest to wina naszych doktorantów i profesorów. Nie rozumiem, dlaczego ich obrażasz. Widać, że nie rozumiesz istoty problemu.
Bierz odpowiedzialność za swoje życie, a nie zwalaj winy na ludzi, którzy na te życie wpływu nie mają.

Dodano po 1 dniu 19 godzinach 13 minutach 7 sekundach:
Btw pasuje do tematu:
https://youtu.be/Lw7kY3RIKk0?t=1628

Awatar użytkownika
AiDi
Moderator
Moderator
Posty: 3563
Rejestracja: 25 maja 2009, o 22:58
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: Warszawa
Podziękował: 21 razy
Pomógł: 663 razy

Re: Czy doktoranci a nawet profesorowie to tak naprawdę przegrywy życiowe ?

Post autor: AiDi » 14 lip 2020, o 18:08

newbie5 pisze:
12 lip 2020, o 17:26
Czy ktoś po ekonomii po przedmiotach Mikroekonomia I, Mikroekonomia II, Mikroekonomia III liczył w pracy faktycznie te krzywe kosztów ? Poważnie muszą być aż 3 mikroekonomie ?
Czyli ktoś ma być ekonomistą i jednocześnie nie znać się na szeroko pojętej ekonomii? Jak idziesz studiować ekonomię i chcesz zostać ekonomistą, to chyba naturalne że masz się znać na ekonomii. Nie tylko na tym, co przydatne w "realnym życiu" (cokolwiek to oznacza), ale na ekonomii. A jak nie chcesz się na tym znać i tego poznawać, to nie idziesz studiować ekonomii. Proste. I jeśli Ty newbie5 nie jesteś ekonomistką, to nie masz żadnych merytorycznych podstaw do wypowiadania się na temat tego co ekonomista wiedzieć powinien. Pamiętam jak na pierwszym roku studiów mieliśmy jednego cwaniaczka, któremu to strasznie nie podobały się rzeczy nauczane na analizie. Głównie to, że mieliśmy całą masę zadań z dowodami. Wg niego wystarczyłoby dać nam 100 granic do obliczenia, 100 pochodnych i jazda dalej. Patologia do tego stopnia, że pisał nawet do dziekana skargi na naszą prowadzącą. Oczywiście studiów nie skończył, ale przypominałem sobie o nim co roku i za każdym razem coraz bardziej szokowało mnie to jak głupie było to co on mówił. Oczywiście, że musiałem w czasie studiów przerobić masę pozornie niepotrzebnych zadań kompletnie niezwiązanych z tym co leży w kręgu moich zainteresowań i czym się zajmuję. Ale wiem też o ile głupszy bym był gdybym tego nie zrobił. I wiem o ile gorzej radzili sobie ludzie, którzy też mieli takie podejście jakie prezentujesz. O ile w ogóle cokolwiek na tych studiach osiągnęli.
A jaką wartość ma profesor gówno-przedmiotu który nie ma zastosowania w realnym życiu i uczelnia musi zmuszać studentów do nauki tego dziadostwa które UWAGA nigdy ale to nigdy się nie przyda poza zaliczeniem tego przedmiotu?
Jeśli studentom przeszkadza to, że żeby być specjalistą w danej dziedzinie trzeba coś o tej dziedzinie wiedzieć, to nie powinni oni wybierać się na studia i nie blokować miejsca osobom, które naprawdę chcą się intelektualnie rozwinąć. Chcesz być ekonomistką i jednocześnie masz pretensje do świata, że musisz uczyć się ekonomii. Świetne.
Wręcz ujemną bo szkodzi społeczeństwu.
Uważam, że dużo większym szkodzeniem społeczeństwu jest szerzenie Twojej postawy. Dysproporcja między tonem Twojej wypowiedzi, a poziomem Twojej wiedzy na temat o którym się wypowiadasz jest wręcz bolesna.

matma_jest_ciekawa
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 6
Rejestracja: 4 wrz 2017, o 11:10
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: Polska
Podziękował: 1 raz

Re: Czy doktoranci a nawet profesorowie to tak naprawdę przegrywy życiowe ?

Post autor: matma_jest_ciekawa » 19 lip 2020, o 00:44

Ta dyskusja zeszła na stosunkowo dziwny tor. Dlaczego tak jest, w kontekście studiów doktoranckich nie wiem. Niektórzy po prostu lubią się uczyć, lubią klimat uczelni, matematykę teoretyczną (którą ciężko uprawiać bez wsparcia osób które już się "czegoś naukowego dorobiły") i na uczelni zostają. Założyć rodzinę, mieszkanie z uczelnianego stypendium (na które trzeba sobie zapracować wynikami) ciężko, a wyniki trzeba mieć. Polskie uczelnie nie odstają poziomem od uczelni z TOP'u jakoś wybitnie poziomem dydaktycznym. Sukcesy studentów uczelni z USA są takie, ponieważ na uczelni mają bliski kontakt z biznesem. Polskie uczelnie natomiast jedynie edukują, a studenci po studiach łapią pierwszą lepszą pracę za "trzy sześćset". Najbardziej uprzywilejowaną grupą doktorantów w Polsce są doktoranci zawodów medycznych: (lekarski, dentystyczny, fizjoterapia), ponieważ w trakcie doktoratu mogą pracować w danym szpitalu/klinice na stażu podyplomowym/specjalizacyjnym oraz prowadzić badania. W USA doktorat wygląda zupełnie inaczej niż w Polsce, jest bardziej jak magisterka (którą w dodatku mało kto tam robi). Można pracować, jeśli praca jest związana z tematem studiów. Jest też jedna rzecz w kontekście Polski. Żeby dostać dobrą pracę, powyżej X000 złotych (x>5) trzeba umieć dobrze "sprzedać" swoją osobę pracodawcy. Większość osób na rozmowie kwalifikacyjnej mimo wybitnych osiągnięć na uczelni przychodzi na rozmowę strasznie zestresowana, przestraszona, sprawiając wrażenie niekontaktowych.

ODPOWIEDZ